czwartek, 24 lipca 2014

Rozdział 4 'Jak się człowiek spieszy, to się diabeł cieszy..' (+18)

KAŻDY KTO PRZECZYTA TEN ROZDZIAŁ, NIECH SKOMENTUJE! TO DLA MNIE BARDZO WAŻNE!!!


-Chodź już - uśmiechnął sie Harry i delikatnie pociągnął mnie za rękę.    
  Rozejrzałam się po sali. Wszyscy byli już mocno pijani albo dawno wyszli. Trzeba przyznać że naszym rodzicom i przyjaciołom, oraz nam samym, udało sie zorganizować niezapomniane wesele. 
  Szłam powoli, starając sie nie przygnieść mojej niesamowicie długiej sukni ślubnej. Najtrudniej było na schodach.. Prawie się wywaliłam.. 
  Kiedy byliśmy już na górze, Harry wyciągnął z kieszeni klucz i mi go podał. Trochę sie zdziwiłam ale go wzięłam. On sie uśmiechnął, ukazując przy tym swoje dołeczki i o nic nie pytając, wziął mnie na ręce.
  -Wariat - zaśmiałam sie kiedy on szedł w stronę pokoju
  -Oj cicho bądź bo cię upuszczę - mruknął lekko wkurzony chociaż na jego twarzy wciąż widniał uśmiech
  -Nie puścisz - mruknęłam, a on udał że mnie upuszcza przez cowbiłam mu paznokcie w szyje
  -Ał - jęknął - Jak tylko wrócimy do domu to je obetniesz, zrozumiano? - spytał
  -Czyli za 2 tygodnie, tak? - spytałam ze zwycięskim uśmieszkiem na twarzy
  -Ale dlacz.. A.. Nie to jak tylko dojedziemy na wyspę 
  -Wyspę? - spytałam lekko zdziwiona
  -Nosz kurwa! - jęknął - Po co ja tyle piłem?! Teraz to ja ci wszystko wygadam!
  -A mnie się to bardzo podoba.. - uśmiechnęłam sie
  -A mnie nie. Otwórz - wskazał na drzwi przed nami.
  Wzięłam klucz i zaczęłam sie siłować z drzwiami. Co prawda lepiej by było gdybym stała na ziemi ale on raczej by mnie nie puścił. Kiedy w końcu, po kilku minutach szarpania, mi się udało, on przeniósł mnie przez próg i dopiero postawił. Wyciągnęłam klucz z zamka i włożyłam go w ten po drugiej stronie drzwi przy okazji go przekręcając. Z uśmiechem odwróciłam sie w jego stronę. Nie to żeby coś ale ten uśmiech który sie pojawił na jego twarzy, trochę mnie przeraził..
  Podszedł do mnie i pocałował. Zrobił to tak niesamowicie delikatnie że aż przeszedł mnie dreszcz. Przez chwile patrzył mi w oczy. Opuszkami palców przejechał po moim policzku. Przygryzłam dolną wargę. 
  -Pozwolisz mi? - spytał
Wiedziałam że czekał już tak długo.. I ja w sumie też. 
 'Oh, tak, proszę!' - krzyczało coś w moim wnętrzu
  -Tak - szepnęłam
  I wtedy przepadłam. Pocałował mnie tak gorąco, tak żarliwie że aż zakręciło mi się w głowie! Oparłam się plecami o ścianę bo czułam że miękną mi nogi. Jęknęłam. Mężczyzna postanowił się nie bawić długo w powolne i długie rozbieranie się. Chciał by to stało się szybko. I ja też.
  Zaczął szukać suwaka od mojej suknie. Miał problemy. Postanowiłam więc mu pomóc i nakierowałam tak jego rękę. Niestety, nawet kiedy miał suwak w dłoni, dalej nie mógł sobie poradzić.
  -Co do diabła?! - warknął
  -Diabła w to nie mieszaj - mruknęłam cicho odwracając się do niego plecami i pazwalając działać dalej. 
  Poszło mu o niebo lepiej. W końcu ją rozpiął. Suknia zsunęły się ze mnie i wylądowała przy naszych kostkach. Nie przejął się tym specjalnie. Złapał mnie tylko w pasie i przemiósł w inne miejsce.
  -Czekaj - powiedziałam szybko podnosząc sukienkę i rzucając ją na krzesło w sposób który miał sprawić że będzie na niej o połowę mniej zagnieceń niż gdyby leżała dalej na podłodze
  -Tak bardzo troszczysz się o sukienkę? - spytał całując mnie w kącik ust
  -Nie chcę żeby się pogniotła - wyjaśniłam zarzucając mu ręcę na szyję
  Mężczyzna położył swoje dłonie ma moich pośladkach i podniósł mnie trochę więc objęłam go w pasie.
  -Kiedy ostatnio to robiłaś? - spytał kładąc mnie na łóżku, a samemu umieszczając się nademną.
  -Myślałam że ten temat mamy już za sobą - prychnęłam szrpiąc się z jego krawatem starając się nie zacząć go dusić.
  -Mamy ale jestem poprostu ciekaw - wyjaśnił lekko speszony
  -Hmm.. - mruknęłam zastanawiając się jednocześnie nadal rozwiązując krawat - chyba w latach 60 jakoś.. 
  Rozwiązałam. Bardzo się ucieszyłam i postanowiłam usadowić się na nim by mieć lepsze położenie do dalszego rozpinania. I tak też zrobiłam, korzystając przy tem z jego chwili nieuwagi.
 Uśmiechnęła się zalotnie. Harry prychnął.
-I tak zaraz będziesz na dole.
Nawet nie próbowałam się kłócić bo wiedziała że mówił prawdę. Zaczęłam poprostu rozpinać jego białą koszulę całując każdy kolejny obszar ktory zostawał odsłonięty. Kiedy doszłam już do końca, mężczyzna nie czekając na nic, zrzucił mnie z sobie lądują tym samym na górze. 
  -Nie cierpie cię. - mruknęłam
  -Mógłbym przysiądz że zaledwie kilka godzin temu przysięgałaś mi że będziesz mnie kochać aż do śmierci.
  Prychnęłam. Do śmierci? To bardzo krótko! Szczególnie jeśli ktoś ma przed sobą wieczość.
  -Czy ty właśnie na mnie prychnełaś? - spytał
  -Możliwe..- A odpowiedziałam robiąc przy tym minę niewiniątka
  -I jak ja mam z tobą wytrzymać to kojca życia.. - westchnął i wrócił do studiowania mojego ciała. Szyja. Ramiona. Obojczyk. Jęknęłam. I wtedy doszedł do piersi.
  Uniosłam się by mógł zdjąć mój biały, koronkowy stanik. Błagałam go by to zrobił bo byłam już wręcz rozgrzana do czerwoności.
  Zrobił to i rzucił nim przez pokój tak że zawisł na żyrandolu.
  -Masz cela - zaśmiałam się
  Ona jednak nie tracił czasu na podziwianie biustonoszu zwisajacego z sufitu. Wolał zabrać się za moją lewą pierś.
  Najpierw ucałować mój sutek który natychmiast stwardniał. Potem zaczął kreślić ma nim kółka językiem. Ssał. Lizał. Muskał. Dotykał. To samo robił z drugą piersią gdy znudziła mu się zabawa tą pierwszą. A ja? Ja wilgotniałam coraz bardziej błagającej by spełnił swoje początkowe zamiaru szybkiego seksu bo to rozwlekanie.. 
  -Harry - jęknęłam - jeżeli zaraz mnie nie weźmiesz, przysięgam, coś ci zrobię! 
  -Cierpliwości - zaśmiał się - Jak się człowiek spieszy, to się diabeł cieszy - zadrwił ze mnie zsuwając się w stronę podbrzusza.
  Gdy złapał za rajstopy, poczułam że juz jest blisko. Jeszcze tylko majtki i bedzie we mnie!
  -A co to? - spytał ze śmiechem patrząc na podwiazkę na mojej lewej nodze 
  -Podwiązka - wyjaśniłam krótko. Chciałam by jak najszybciej mnie rozebrał.
  -Aha.. - zamruczał i zsunął ją. Potem rajstopy.
  Zostałam w samych białych majtkach. 
'Zdejmij je ze mnie - krzyczałam w duchu - Proszę! Błagam!'
  Wygięłam się w luk gdy pomasował mnie po wewnętrznej stronie uda.
-Kochanie, spokojnie - zamruczał oraz kolejny tym razem całując mnie w miejsce które przed chwilą gadził - A podobno to ja jestem niecierpliwy.
  -Harry - sapnełam - ja cie proszę! 
  -Słoneczko.. - szepnął pnąc się w górę
  -Harry do jasnej cholery myślałam ze tego chcesz! - krzyknęłam
  -Bo chcę - wyjaśnił powoli - Ale to nasz pierwszy raz i chcę żeby to nie był szybki numerek. W końcu jesteś teraz moja żoną i wypadałoby żebyś zapamiętała noc poślubną na zawsze.
  -Oj tak - prychnęłam - Zapamiętam ją jako dzień kiedy mój MĄŻ strasznie się ślimaczył w doprowadzeniu mnie.
  -Zrobię to dzis jeszcze nie raz - szepnął - Będziesz je jeszcze nosić? - spytał wskazując na biały materiał zakrywających moją kobiecość - Bo widzisz. Przeszkadza mi.
  I wtedy zerwał je ze mnie. Poprostu. I rzucił gdzieś na drugi koniec pokoju.
  -Rozchyl uda - nakazał
Nie trzeba było mi dwa razy powtarzać. 
  -Jejku, jakaś ty mokra - sapnął i wsunął we mnie palec
  Jęknęłam cicho wycinając się w luk mocniej. 
'Wsuń się głębiej! - krzyczało coś w mojej głowie - Wsuń ten cholerny palec! Albo wyjmie go i sam wejdź we mnie!'
  Byłam rozpalona. I to bardzo.
  Harry zaczął poruszać swoim palcem we wszyskich kierunkach. W górę i w dół. W boki. Robił kółka, wychodził i wchodził. Nie pozwalał mi dojść.
  -Mówiłeś ze pozwolisz mi dojść - wysapałam gdy po raz kolejny zmienił pieszczote.
  -Pozwolę. Ale jeszcze nie teraz.
I wysunął ze mnie palec tak gwałtownie że cicho krzyknęłam.
  -Spokojnie - zaśmiał się
  Powoli przysunął swoje wargi do mojej kobiecości i już po chwili poczułam tam jego język. Jęknęłam i oplotłam go nogami w barkach. Nie przeszkadzało mu to jednak bo poruszał językiem tak jak i wcześniej palcami, jak i nie lepiej.
  I właśnie wtedy, po kilku minutach tych pieszczot, poczułam jak rozpadam się na miliony kawałków. Orgazm uderzył we mnie z niesamowitą siłą. Krzyknęłam.
  Kiedy po minucie w niebie, w końcu zeszłam na ziemię, Harry nie miał już na sobie ani spodni, ani bokserek. 
  -Mogę bez prezerwatywy? - spytał
  -Tak - zamruczałam dalej jeszcze przeżywająca orgazm.
Mężczyzna ulokował się nademną rozchylając przedtem moje uda, które w wyniku przeżywanej przyjemności, zacisnęły się.
  Spojrzał mi w oczy. Uśmiechnął się słodko, a ja uczyniłam to samo. Wtedy mnie pocałował, a ja położyłam swoje dłonie na jego plecach. I właśnie wtedy to zrobił.
  Wszedł we mnie. Wcale nie spiesznie. Nie. Powoli, delikatnie. Przebił moją błonę dziewiczą. Syknęłam cicho jednak gdy gdy mężczyzna spojrzał na mnie przestraszony, dając mi do zrozumienia iż może w każdej chwili przestać, uśmiechnęłam się i znów go pocałowałam.
  To nie trwało długo. Najpierw poruszał się wolniej, potem stopniowo przspieszał. W całym pokoju nie było słychać niczego innego prócz naszych szybkich lddechów oraz uderzania ciała o ciało. No i może muzyki z dołu. Przecież ktoś dalej się bawił..
  Wtem, powietrze przeciął mój krzyk. Doszłam. On chwilę po mnie. Przyjemne ciepło rozlało się w moim wnętrzu, rozchodząc się we wszystkie strony. 
  Leżeliśmy tak obok siebie. Nie przytulaliśmy się tylko trzymaliśmy ze ręce. Krew w nas buzowała i dalej nie mogliśmy złapać oddechu. Harry jednak wstał i naciągnął na nas kołdrę.
  -Będziesz zła jeśli odrazu zasnę? - spytał
  -Nie - odpowiedziałam wtulając głowę w jego nagą pierś. - Po takim dniu należy się nam odpoczynek.
  I zasnęliśmy.
-----------
  Od dawna planowałam ten rozdział. Pisałam go po trochu, kasowałam, naprawiałam ale w końcu muszę powiedzieć że jestem z niego dumna. Wyszedł naprawdę nieźle. Nie wiem jakie jest wasze zdanie więc wyraźcie je w komentarzach.
  Kolejny rozdział niedługo. 
  Alex xox


  

Rozdzał 3 'Możecie się pocałować'

  Od naszych zaręczyn minęło już jakieś pół roku. Od tego czasu mieszkałam z Harrym i z Darcy w ich nowym domu. Muszę przyznać że czyłam się jak członek rodziny choć jeszcze nim nie byłam. 
  Jako że Harry zgodził się byśmy 'wytrzymali do ślubu', dość mocno naciskał na jak najwcześniejszych termin. Ja też chciałam by nastąpiło to jak najszybciej. Kochałam Harrego, to chyba jasne ale nie można żyć w celibacie należy czas, prawda? Wiem, mogłam w każdej chwili powiedzieć że mam już dość ale.. Ale poprzysięgłam sobie że tak będzie więc tak miało być.
  Dziś własnie był ten dzień. Dziś naszego ślubu. 
  Przez ostatnie tygodnie gorączkowo przygotowywałam się do niego. Szukałam sukni, butów, innych dodatków, wypisywałam zaproszenia, obdzwaniałam rodzine i przyjaciół, szukałam sali, orkiestry, kateringu i innych tego typu rzeczy. Oczywiście Harry mi pomagał (z wyjątkiem tego pierwszego) ale i tak oboje mięlismy już dość. Jasne, najbliźsi nam pomagali, i to całkiem nieźle ale jednak to my ciągle się martwiliśmy.. Któregoś dnia kiedy leżeliśmy obok siebie, po ciężki dniu w którym to rozwoziliśmy zaproszenia, Harry wyznał:
-Chciałbym żeby było już po wszystkim. 
  Musiałam przyznać mu wtedy rację. Organizowanie wesela to nie jest wcale taka prosta sprawa. 
  Jednak z każdym kolejnym dniem, czułam ten dreszczyk emocji! Jasne że chciałam mieć niezapomniane wesele jednak gdyby było przy tym choć odrobinkę mniej roboty.. Myślę że wtedy myśl o tym dniu byłaby milsza.
  Swoją drogą, gdy tabloidy dowiedziały się o naszych zaręczynowy, wręcz oszalały. Wszyscy ciagle węszyli i wypatrywała czy aby przypadkiem nie kupuje gdzieś suki ślubnej. Niedoczekanie! Jasne że ją kupiłam! I jest cudowna ale chodzi mi o to że.. Że przecież nie powinni tego robić.. Suknia ślubna to taka niezwykła rzecz. Nigdy nie wybaczyłabym sobie gdyby moją ktoś znalazł wcześniej niż zobaczono by ja w dniu ślubu.
  -Jest piękna - szepnęła Kate która została mianowania moją pierwszą druchną. 
  -Wiem. - odparłam skromnie, wpatrując się w lustro..
  Moje włosy były już ślicznie zaplecione. Musiałam przyznać że wyglądam nieziemsko!!
  -Już czas - powiedziała moja mama
  Uśmiechnęłam się. Zdecydowanie nie mogłam się doczekać.

Kilka godzin później..
  -Denerwujesz się? - spytała Kate 
  Skinęłam delikatnie głową. 
  -Będzie dobrze - szepnęła i delikatnie potarła moje ramie
  Uśmiechnęłam się lekko, starając się dodać sobie otuchy.
  I wtedy właśnie zaczęła grać muzyka. Zaraz otworzą się drzwi i.. Oh, nie! Zapomniałam jak się chodzi! 
  Tata wyciągnął ramie w miją stronę. Uśmiechnęłam się. Ok, może jakoś przetrwam ten dzień. 
  Drzwi się otworzyły, a my weszliśmy do kaplicy. Oczy wszystkich były zwrócone w moją stornę. Poczułam że się rumienię choć pod taką warstwą makijażu, z pewnością nie było tego widać.
  Nogi miałam jak z waty. Bałam się że zaraz zrobię coś głupiego. Upuszczę bukiet z pięknych różowych lili. Potknę się o suknię. Zwymiotuje na podłogę. Cokolwiek. Targały mną różne uczucia. 
  I nagle byłam już obok Harrego który uśmiechnął się do mnie promiennie po czym zajął miejsce mojego ojca biorąc mnie pod rękę. Kapłan, coś zaczął mówić ale nie słuchałam. Nie byłam w stanie robić kilku rzeczy naraz jakimi było staranie się by nie zemdleć oraz słuchanie długich wypowiedzi mężczyzny. O nie!
  W pewnym momencie mój ukochany pociągnął mnie na krzesło, a ja zapadłam się w nie z lubością..
-Ślicznie wyglądasz - szepnął muskając delikatnie ustami moje ucho 
  Nic nie odpowiedziała. Byłam zbyt zdenerwowana by myślać racjonalnie ale on chyba nie miał mi tego za złe. Pogłaskał moją dłoń swoim kciukiem, a ja ścisnęlam jego dłoń mocniej. Uśmiechnął się więc ja też to zrobiłam.
  A potem czas jakoś upłynął tak szybko, że aż się zdziwiłam. Znów staliśmy ale tym razem na pierwszym schodku ołtarza. I tym razem wymienialiśmy się słowami przysięgi która miała nas połączyć na zawsze.
  -Ja Harold biorę ciebie Amelio za żonę i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże wszechmogący w Trójcy Jedyny i wszyscy święci. - powtórzył po kapłanie stojący obok niego
  -Ja Amelia biorę ciebie Haroldzie za męża i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże wszechmogący w Trójcy Jedyny i wszyscy święci. - powiedziałam tym razem ja wciąż patrząc mu głęboko w oczy.
  Potem w jakiś niesamowity sposób przekazaliśmy sobie obrączki, nie upuszczając ich w dodatku! Byłam jak w jakimś transie. Nie myślałam racjonalnie! Gdyby nie to że dookoła nas było tylu ludzi, jestem pewna że już dawno bym zemdlała!
  -Ogłaszam Was mężem i żoną. Możecie się pocałować.
  To właśnie zdanie zapamiętałam jako ostatnie bo później Harry mnie objął, a ja odpłynęłam gdzieś daleko..
 --------------------
  Muszę powiedzieć że tej rodział pisało mi się chyba najtrudniej.. Cieszę się że mam go juz za sobą.. Nie będę się rozwodzić nad tym rozdziałem. Poprostu proszę o komentarze (serio, gdyby nie one chyba bym skończyła z pisaniem) i proszę wypatrywać kolejnego rozdziału (będzie dla was całkowitym zaskoczeniem! Już dawno go napisałam ale ten musiał być dodany wcześniej..).
  Tak więc See You!! Alex
 Ps. Kiedy skończę tego bloga, mam zamiar kontynuować bloga ----> http://operacja-1d.blogspot.com więc proszę o dodawanie się do obserwatorów i przeczytanie wcześniejszych postów!

Suknia Lii
Fryzura Lii


sobota, 12 lipca 2014

Rozdział 2 'Kocham cię!'

 CZYTASZ=KOMENTUJESZ


  Nie wiedziałam co dalej robić. Siedzieć i czekać czy poprostu wyjść. W sumie to po co mam czekać? To tylko strata czasu. W ogóle przychodzenie tu to była jednak wielka strata czasu! Wiedziałam ze nie powinnam tego robić. Wiedziałam! 
  Już wstawałam kiedy to usłyszałam kroki. To nie były kroki Harrego. Były za ciche. Jak się potem okazało to była Mała.
  -Cześć. - powiedziałam 
  -Lia! - wydarła się podbiegając do mnie i wskakując na mnie tak że przewróciłam się na kanapę.
  Zdziwiłam się. Poznała mnie? Ale jak..? Może ona dostała od Metatrona dar.. No tak! Wiedziałam! Dostała dar dzięki któremu wyczuwa i rozróżnia aury nieśmiertelnych! Niesamowite! Na świecie taką moc mają tylko nieliczni! 
  Ale w sumie to Harry mógł ją też gdzieś zauważyć i powiedzieć że przyszłam.. Ja zwykle mam za bują wyobraźnię.. Ale przecież jestem w innym ciele. Niby czemu mnie poznała?
  -Tęskniłam - szepnęłam tuląc ją do siebie
  -Ja też - powiedziła Darcy
  Siedziałyśmy tak przez chwilę w całkowitej ciszy. Zaraz jednak Mała poruszyła się i powiedziała 
  -Wiesz że mama już z nami nie mieszka? Powiedziała tacie że nie chce go już widzieć i wyprowadziła się tego samego dnia co ty! 
  -Tak? - uniosłam brew
  -No bo tak naprawdę to potem chciała jeszcze zostać ale tata ją wyrzucił. Ona powiedziała że go nienawidzi i pojechała sobie. Nawet się ze mną nie pożegnała - zasmuciła się.
  Westchnęłam nie wiedząc co jej odpowiedzić, jak ją pocieszyć.
  I wtedy go zobaczyłam. Wszedł do salonu. Był jakiś zaniepokojony i zdenerwowany. Nie wiedziałam co się stało, przestraszyłam się!
 -Harry - wydukałam
-Nic nie mów - powiedział podchodząc do mnie szybkim krokiem. Naprawdę zaczęłam się bać. - Teraz to ty odpowiesz na moje pytanie. Mam dość tego że to ty wiecznie je zadajesz! Teraz twoja kolej! To twoja decyzja wpłynie na nasze życie! Nie moja!
  Nie wiedziałam o czym mówi. Do momentu gdy nie uklęknąć przedemną i nie wyciągnął ślicznego czerwonego pudełeczko w kształcie serca.
  -Kocham cię. Pokochałem cię od pierwszej chwili, tam, na bankiecie. Wiedziałem że jesteś tą jedyną. Chce byś tylko z tobą, z nikim więcej. Wiem że ty uważasz że nie dorosłem do tej miłości i może masz racje ale chce się nauczyć bo nie znajdę lepszego nauczyciela od ciebie - tu zrobił pauzę patrząc mi w oczy - Amelio Aleksandro Kowalska, czy wyjdziesz za mnie? 
  Patrzyłam na niego w rozszerzonymi źrenicami. Wydaje mi się że nawet otworzyłam buzię tak że to cud iż mucha mi tam nie wleciała. Naprawde, nie wiem jak długo tam tak stałam ale wiem ze w końcu Harry przestał się uśmiechać i zaczął wstawać mrucząc 'czyli jednak się nam nie uda..'. Wtedy musiałam zareagować.
  -Tak. - szepnęłam rzucając się mu na szyję, a jako że jeszcze nie do końca stał stabilnie, a był bardziej w kuckach, przewrócił się razem ze mną na ziemię.
  -Naprawdę? - spytał niedowierzając mi chyba - Kocham cie. - szepnął przewacając mnie na plecy i całując tak żarliwie jak chyba jeszcze nigdy - Kocham cię! - powiedział po raz kolejny, a ja się roześmałam. 

Godzinę poźniej
-Jest juz późno. Chyba powinnam się zbierać - powiedziałam, zbierając swoje rzeczy i zdejmując Darcy ze swoich kolan
-Czemu? - spytał Harry
-Co czemu? 
-Czemu idziesz?
-Przecież ja zatrzymałam się u Zayna. Narazie tam mieszkam. - wyjaśniłam spokojnie.
-Z jakiej racji moja narzeczona ma się tłuc w nocy po mieście tylko po to źeby wrócić nas tych do mojego kumpla? O nie, kochanie! Zostajesz tu! - powiedział to głosem nie znoszącym sprzeciwu.
  Złapał mnie za nadgarstek i zaczął prowadzić w stronę schodów.
-Harry - jęknęłam żałośnie próbując się wyrwać ale Mała złapała mnie zaraz za drugą dłoń i razem z Harrym prowadziła mnie na górę. Następnie skręcł w pierwsze drzwi po prawo.
  Moim oczom ukazała się śliczna sypialnia.

(Nie chcę mi się opisywać więc macie fotkę :P)


-Ale.. 
-Obiecuje, będę grzeczny - szepnął 
-Dobrze - zgodziłam się bez namysłu i przyciągnęlam go do siebie całujac mocno. W końcu mogę, nie?
----------
Jesteście niesamowici! 9 komentarzy? Uwielbiam Was! Pod tym rozdziałem też liczę na komentarze!!! 
See You
Alex xox

wtorek, 8 lipca 2014

Rozdział 1 'Wstał i wyszedł'

Przeczytaj notkę pod rozdziałem! 



  Sukienka - jest, buty - są, makijaż - jest i wyszedł naprawdę nieźle, torebka i inne ważne rzeczy - są. Czy czegoś zapomniałam? Mam nadzieje że nie..
  Dobrze, spokojnie, musisz oddychać. Wszystko będzie dobrze.. A co jeśli się nie uda? Jeśli powie nie? Jezu, wtedy się chyba zabije. Zaraz, zaraz! Przecież ja nie będę miała innego wyjścia niż zabić się!


Kilka godzin później..

 Stanęłam przed drzwiami. Moje serce kołotalo, w myślach miałam mętlik, a włosy na całym ciele stanęła dęba z tego zimna. Dygotałam. Śnieg w marcu? Nie dziękuje! Tak samo jak dziękuje za tą chorą sytuacje i szpilki na 12-centymetrowych obcasach w ktłrych o mały włos sie nie zabiłam na schodach pokrytych lodem. Cholerny mróz! Mam juz dość! Czy 4 miesiące sypialnia to nie za dużo? Czy nie mógłby popadać sobie dzieś indziej? Gdzieś gdzie nikomu by nie wadził? Tu w Londynie mamy juz go serdecznie dość! Niech stąd spada! Rany, czemu jestem taka zła? Nie, raczej to złe określenie. Jestem wściekła jak osa i mega zdenerwowana.  Spokojnie, Lia, spokojnie. Przecieżwszystko będzie, dobrze.
  Zadzwonić czy nie. - zastanawiałam się - Zadzwonić czy.. O nie! Palcu, czemu to zrobiłeś? Będę musiała cię sobie odciąć. Mogłeś przecieź poczekać aż mózg się zdecyduje! Ale nie! Ty zawsze robisz wszystko po swojemu! Przysięgam, utnę cię!
  Wtem usłyszałam kroki. Nie! Czemu to się dzieje tak szybko? Chwilkę, muszę uspokoić oddech! A może wrócę jednak do samochodu? Tak, szybko, wracaj do samochodu! Zayn może się wypchać z tym swoim swataniem! Ja nie chce. Nie jestem jeszcze gotowa na tą rozmowę!
 'A kiedy będziesz?' - spytał głos w mojej głowie lecz go zignorowałam
  I kiedy już zaczęłam schodzić po schodach, uważając by nie się poślizgnąć, drzwi otworzyły się.
  Po prawie miesiącu niewidzenia się z Harrym umierałam wręcz z tęsknoty! Gdzie nie spojrzałam, widziałam jego twarz, dłonie, włosy.. Śnił mi się każdej nich której udało mi się zasnąć i słyszałam jego głos w momentach gdy płakałam o północy. Zbyt mocno go pokochałam, zbyt mocno tęskniłam, a obie te rzeczy bolały i raniły podwójnie. 
  Teraz, gdy widziałam go przed sobą, czułam że znów zaczynam żyć. Ale w sumie.. Z jednej strony jakś cząstka mnie właśnie umierała. Moja duma. 
  -Lia - usłyszałam szept, tak cichy że aż niesłyszalny
  -Witaj Harry - powiedziałam po kilku sekundach wpatrywania się w jego zielone tęczówki.
  Staliśmy tak przez kolejne kilka sekund wpatrując się w siebie. Zapomniałam co chciałam mu powiedzieć. Zapomniałam po co tu przyszłam. Poprostu tak stałam i patrzyłam na niego. Na mojego ukochanego.
  -Wejdź, proszę. - wykrztusił w końcu.
  Weszłam bez najmniejszych oporów.,byłam przemarźnięta. Czubki palców chyba nawet mi się odmroziły chociaż nie byłam na dworze znowu tak długo..
  Po zdjęciu płaszcza zdecydowałam się także na zdjęcie szpilek. Przeklnęłam się w duchu za to że założyłam tak przwiewną sukienkę w tak niesamowicie zimny dzień, a właściwie wieczór. 
  Weszłam dalej, kierując się na mężczyzną. Chyba zamopnialam wspomnieć o pewnym ważnym elemencie. To nie był ten sam dom w którym mieszkał kiedyś. To był nowy dom. Piękniejszy. Z piękną podłogą, bosko umalowanymi ścianami i obrazami na nich oraz meblami. Nie potrafię opisać swojego zachwytu gdy zobaczyłam salon, a potem kuchnię.
  Kuchnia była w kolorach białym oraz ciemnym brązie z srebrnymi dodatkami. Na podłodze leżały piękne płytki w delikatnym kolorze kości słoniowej, natomiast sufit był biały. Wszystkie szafki w tym pomieszczeniu były ciemnobrązowe z wyjątkiem dużych biały blatów oraz srebrnych uchwytówd o szafek. Po środku stała wysepką na której stało kilka doniczki z ziołami oraz miska z owocami. Tuż nad nią wisiały dwa, duże, okrągłe żyrandole oświedlające większość kuchni. Z prawej strony wysepki było okno przy którym to kończył się ciąg meblany srebrną lodówkę. Nad kuchennymi błagania wisiało kilka szafek, z jak się domyśliłam, artykułami sporzywczymi takimi jak kawa, herbata czy cukier.
  -Chcesz herbaty? - spytał mężczyzna nie odrywając wzroku od chińskiej porcelany, tak jakby to ona była w tym momencie jego gościem, nie ja.
  -Tak, proszę - potarłam dłonie które juz zrobiły się czerwone. Cholerna pogoda. Przecież jest marzec! Czemu nadal sypie?!
  Dochodząc do wniosku że jestem narazie zbędna w kuchni, poszłam znów do salonu.
  To pomieszczenie było przeciwieństwem kuchni. Tu podłoga była pokryta pięknym drewnem w kolorze wyblakłego brązu który to kolor wydawał mi się w tej chwili niezwykle kuszący. Sufit natomiast był biały z tym że tylko w środku ponieważ części zewnętrze były pomalowane na kolor jasno zielony. Z góry zwisywał kryształowy żyrandol. 
  Ściany były pomalowane kolorem biały z domieszką beżu. To idealnie komponowało się z kanapą, pufą oraz kominkiem w tym samym kolorze. Po środku pomieszczenia, stał szklany stolik pod którym dało się dostrzec puchaty dywan w kremowym kolorze.
  Nie mogąc się powstrzymać, usiadłam na kanapie i powoli przesunęłam stopą po właśny tym dywaniku. Miałam wielką ochotę zamruczeć co natychmiast przypomniało mi moje kocie przygody. Zaśmiałam się cicho. Oj tak.. To były czasy..
  Chwilkę czekałam aż szanowny pan Styles zaparzy herbatę. Gdy przyszedł, o mało nie upuścił tacy. Uznałam to za dobry znak. Chyba..
  Starając się opanować drżenie rąk (marnie mu to wyszło skoro zauważyłam) postawił tace na stoliku i usiadł po drugiej stronie kanapy. Widziałam że chce byćjak najdalej odemnie. Nic dziwnego..
  -Harry. - powiedziałam przechodząc od razu do sedna ponieważ doszłam do wniosku że czekanie na 'dogodny moment' czy też prowadzenie luźniej rozmowy się nic nie pomoże. - Przyszłam tu w jednej konkretnej sprawie i to z jaką odpowiedzą stąd syjdę, będzie miało decydujący wpływ na.. Ymm.. Nasze życie. Więc słuchaj mnie teraz uważnie.
  Mężczyzna przechylił lekko głowę w lewą stronę.
-Kocham cię. Bardzo. Ale nie wiem czy ty kochasz mnie. Wiem że mówisz mi to ale tego nie okazujesz. Nie mogę tracić więcej czasu. Jestem na Ziemi dla ciebie i tylko dla ciebie. Czekałam dość długo aż rozpalę twoje serce i umysł. Czekałam ale nie mogę czekać wiecznie mimo iż dysponuje takim czasem. Ale nie o to chodzi. Czy tej związek ma jeszcze jakiś sens i czy należy go dłużej ciągnąć? Nie wiem. Więc ty mi powiedz. Powiedz mi teraz, poprostu, powiedz, czy chcesz być dalej ze mną. 
  Zakończyłam swój monolog i spojrzałam mu w oczy. Nie wyczytałam z nich nic, nie dlatego że były puste. Nie. Raczej dlatego że mężczyzna wstał, i wyszedł z pomieszczenia nim zdążyłam cokolwiek jeszcze zrobić.
-------------
Witam, Miśki!
Widzę że coraz mniej osób czyta bloga. Jeśli tak dalej nędzis to poprostu skończę z pisaniem.. Ja wiem że są moi wierni czytelnicy ale ja nie mogę tracić po kilka godzin w tygodniu (głownie tych w których powinnam spać bo mimo iż są wakacje to od 8 do 23 jestem ciągle w ruchu) na pisanie rozdziału którego i tak nikt potem nie czyta. Proszę więc każdą osobę która przeczytałam ten rozdział, by go skomentowała. Jeśli nie chce Ci się pisać długiego komentarza, zostaw chociaż ';)' i mi wystarczy. Muszę tylko wiedzieć że ktoś czyta moje wypociny!
  A, jesli ktoś ma znajomego/znajomą  który/a lubi 1D to prześlijcie jej/mu linka ;)
Alex XOX 
  

piątek, 4 lipca 2014

Prolog (cz.IV)

  Przejrzalam się po raz kolejny w lustrze. Uśmiechnęłam się tylko szerzej. Zmiana wyszła mi na dobre. Tak mi się bynajmniej wydawało bo znowu byłam tą śliczną Lią, z brązowymi włosami i dużymi, niebieskimi oczami. Tym razem już na stałe. Koniec z idealną blondynką! Czas na niepowtarzalną brunetkę! Tak, nareszcie mam swoje własne ciało w którym to czuje się najlepiej. 
  Przez ostatnie kilka dni musiałam się na nowo do niego przyzwyczaić. Nie było to łatwe. Owszem, jako Anioł nie mam problemów ze zmianą ciała ale jeżeli chce je zmienić na dłuższy okres, potrzebuje o wiele więcej mocy i czasu. Tym razem na całkowitą przemianę potrzebowalam jakiś 2 tygodni. Jako że przez tak długi czas nie mogłam mieszkać w hotelu (w dodatku byłam przy tym przez większość czasu nieprzytomna) poprosiłam Zayna bym mogła przeczekać ten trudny okres u niego na strychu. Zgodził się bo przecież nie miał wyjścia.. W innym wypadku musiałabym wrócić do Polski i tłumaczyć się ze wszystkiego mamie.
  Zerknęłam na materac leżący w kącie. Była na nim sukienka. Śliczna, niebieska, z najdelikatniejszego materieału jaki kiedykolwiek widziałam. Była odcinana tuż pod biustem i kończyła się troszkę nad kolanem. Dostałam ją od Perrie ze słowami 'będziesz wiedziła kiedy ja założyć'. I miała racje. Dziś był ten dzień.
  Wsunęłam na bose stopy kremowe szpilki i poprawiłam fryzurę. Sukienka. Nie wierze w to co zrobię. Nie wierzę! To jest nieprawdopodobne że ja mam zamiar.. 
  Jasne ze wiedziałam że to zrobię, nieważne co by się stało. Ja juz taka poprostu byłam: zawsze robiłam coś co miałam do zrobienia nawet jeśli bardzo nie chciałam. Ale tym razem musiałam. Dostałam przecież ultimatum. Niby to ultimatum od Zayna który w sumie nie mam nademną żadnej władzy ale jest moim przyjacielem i doskonale wie co dla mnie dobre. Nie chciałabym go stracić. Nigdy. Nawet gdyby ON postawił mi warunek by, zerwała z nim znajomość, nie zrobiłabym tego. 
  Wciągnęłam na siebie szybko sukienkę rozkoszując się delikatnością materiału. Był jak dotyk wiatu nad morzem tuż przed zachodem słońca po pięknym dniu. Jak muśnięcie ogonem kota który akurat przechadzał się po ramieniu kanapy na której akurat siedzisz zaczynaja w kolejną książkę ulubionej autorki. Jak dotyk ukochanego gdy.. Gdy.
  Westchnęłam. 
---
  Jakiś wstęp musi być. Rozdział 1 juz się piszę! Widzicie, mówiłam że w wakacje bd częściej dodawać (rozdział był tydzień temu ale internet znów mi nie działa!)! A tak wg to chwalicie się średnią! Jak świadectwo? Pasek na świadectwie czy tyłku? :P 
  Miśki, serio, piszcie do mnie bo mi tak jakoś smutno.. A tak wg to jak się Wam podoba nowe tło?! Moja przyjaciółka twierdzi ze jest boskie! Ale co Wy o tym sądzicie? Czekam!
Alex xoxo