środa, 21 sierpnia 2013

Rozdział 2 'Co by zrobił twój chłopak gdybyś była koszulą?'

 KOMENTUJCIE ;)

 Przetarła ze zdumienia oczy.
'To on! Ale co tu robi?!' - pomyślałam patrząc na bruneta wyciągającego z bagażnika taksówki, walizkę.
  Natychmiast wstałamod stołu. Nie bardzo wiedząc co zrobić w tej sytuacji, pobiegłam na górę, do swojego pokoju. Nie wiem co ale coś napewno, kazało mi pościelić łóżko i ogarnąć pokój. Diałałam pod wpływem impulsu. 
  Kiedy kładłam na nie koc, doszły mnie słowa rozmowy.
-Co tu robisz? - głos należał do mojej mamy
-Przyjechałem na kilka dni. Mam nadzieje że sie pani nie gniewa.. - odparł Harry
-Oczywiście że nie. Lia pewnie będzie szczęśliwa że przyjechałeś..
-Ymm.. Tak.. - westchnął
  W ciągu tej krótkiej wymiany zdań, dwie rzeczy mnie zaszokowały.
1. ON myślał że moja mama mówi o mnie jako o duchu czy czymś takim (tak, wyczytałam to z jego myśli, powieście mnie!) co było plusem dla mnie i dawało mi trochę przewagi
2. Mówił piękną polszczyzną. Co prawda, trochę kaleczył ten język ale jednak, MÓWIŁ PO POLSKU! Nigdy nie rozmawiał ze mną po Polsku, a wiedział kim jestem (mówimy teraz o mnie jako blondi która zwiała z balu w niebieskiej kiecce, gubiąc but).
  Miałam ochotę usiąść z wrażenia ale w tym momencie usłyszałam że ktoś wchodzi po schodach i dalszy wątek rozmowy.
 -Pójde i poleże. Zmęczyłem się podróżą - powiedział ON
-Dobrze, zaraz zawołam Lie to do ciebie przyjdzie - odparła i (chyba) poszła do salonu
  Mogłaby, wręcz przysiądz że uznał moją mamę za wariatkę. 
  Nie tracąc czasu, złapałam kilka ciuchów walających się tu i ówdzie, i dałam nura do garderoby, kryjącym się między ubrania.
  Chłopak wszedł do pokoju. Usyszałam tylko jakiś tak brzdęk jakby coś walnęło o podłogę, a potem ciche skrzypnięcie łóżka. Minęło kilka sekund. Lekko się poruszyłam mając nadzieje że może jednak poszedł, a ja czegoś nie zakodowałam jednak chwile później usłyszałam szloch. Dość głośny bym go usłyszała ale i dość stłumiony by nie usłuszał go nikt z zewnątrz.
-Dlaczego uciekłaś? Potrzebuje cię.. - usłyszałam jego szept
  Nieświadoma tego co robię, oparłam się o ścianę przy której stała gitara. Lekko ją pchnęłam i zanim zdążyłam się zorientować co się dzieje, ona grzmotnęła o inne półki powodując niesamowity hałas.
  Szloch ustał. Przestraszona skuliłam sie mocniej przytulając tym samym bardziej do ściany .
  'Nie teraz, proszę, nie znajdź mnie teraz!' - myślałam
  Usłyszałam delikatne szuranie. Wszedł. Przestałam oddychać. ON podszedł bliżej. Ukucnął, tak że był na wysokości mojej głowy i z przejęciem zaczął oglądać gitarę której ten upadek niestety zaszkodził.
  Siedziałam tam nie ruchomo, wręcz nieoddychałam. Bałam się że jednak mnie zauważy. Na szczęście miał lepsze rzeczy do roboty. 
  Z wielką troską i przejęciem wymalowanym na twarzy, zaczął oglądać gitarę. Przejechał opuszkami palców po jednej z rys. Patrzyłam na niego tęsknym spojrzeniem. Był tak blisko, a ja nie mogłam go dotknąć..
  Nagle, chłopak podniósł się z klęczek zostawiając gitarę na ziemi. Wstał i zaczął coś robić w ubraniach. Moich ubraniach. Najgorsze było jednak to że zaczął je przesówać, rozsuwać, zdejmować z wieszaków. Nie powiem, zdziwiłam się chociaż w tym momencie przeważał lęk. Lęk przed znalezieniem.
  Harry wziął do ręki jedną z moich koszul. Była ona w turkusowo-niebiesko-czarną kratkę i miała białe guziczki. Powoli przejechał palcami po jej rękawie. Zamkną oczy jakgdyby wyobrażając sobie że to ja tam stoję. A przecież byłam tam! Tylko trochę niżej.. 
  Dotknął jednego z górnych guzików. Przez małą szparkę w ubraniach zauważyłam że chyba go odpiął. Zaczyna się robić ciekawie.. Panie i panowie, oto i talkshow pt. 'Co by zrobił twój chłopak gdybyś była koszulą?'
  Poruszyłam się niespokojnie. Wtedy, poczułam na sobie JEGO wzrok. Pochylił się. Koszule odłożył na gitarę, a sam zaczął patrzeć co spowodowało tyle zamieszania. Przez chwile rozglądał się aż w końcu ponownie ukucną. Nie po to żeby obejrzeć gitarę, nie po to żeby podnieść koszule. Ukucnął i złapał za mojego trampka. Tego którego miałam na nodze. Spróbował go pociągnąć ale jako że był na mojej nodze, nie udało mu się go ściągnąć. W tym momencie wszystko rozegrało się dość szybko. Zauwarzył co trzyma w ręce. Krzyknął. Nie mogłam sobie pozwolić żeby dalej krzyczał bo przyleciałaby tu moja mama pytając się co się stało, a potem zobaczyłaby że siedzę w szafie i udaje trupa.. Nie chciałam tego..
  Szybko wysunęłam się z szafy. Przyparłam chłopaka do ściany i zakryłam mu usta dłonią. Zamilkł natychmiast. 
-Nie krzycz - szepnęłam a on popatrzył na mnie tymi swoimi wielkimi, zielonymi oczami które teraz przepełniało zdziwienie ale też i.. Strach?
---
Witam ;) Oto i rozdział 2 cz. III. Troche beznadziejny ale jest.. Czekam na wasze komentarze i opinie ;)
Alex 
A to taki dodatek do rozdziału :P


Rodział 1 'Kogo tu niesie?'

KAŻDY KTO PRZECZYTA TEN ROZDZIAŁ, NIECH GO SKOMENTUJE! BARDZO MI NA TYM ZALEŻY!

  Siedziałam właśnie przy stole jedząc obiad. Obok mnie siedziała moja mama. Muszę przyznać że jej obecność była wręcz porównywalna do obecności jednej z much. Mówiąc wprost: była poprostu irytująca. Nic tylko gderała o tym że nie widziała mnie 5 lat, a teraz zamiast spędzać z nią czas to siedzę w pokoju i ryczy w poduszkę. 
  Dla wyjaśnienia, moi rozdzice nie wiedzą że teoretycznie nie żyłam w tamtym czasie. Myślą że dostałam stypendium i wyjechałam do Ameryki na studia. Za to ja wiem że w tym czasie oni dość mocno się ze sobą pokłucili i wzięli rozwód. Tata przeniósł się do babci bo miał bliżej do pracy, a mama została w domu, w Zalesiu.
  Dlaczego nie chce spędzać z nią czasu? Bo przez ten cały czas kiedy niby byłam nieobecna, byłam tak naprawdę z nimi. Opiekowałam się nimi, pomagałam im. Znam ich wszystki problemy więc wysłuchiwanie o nich było jak deja vu, ktorego nie chciałam powtarzać. Owszem, stęskniłam się bo nie mogłam ich przytulić ale no błagam! Spędziłam całą Gwiazdkę z rodzinką. Wyprzytulali mnie tak że odkupiłam już te 5 lat i jeszcze 10 następnych! A pozatym mi trż należy się chwila prywatności. Dobra, godzinka.. Albo najlepiej cały tydzień!
   Jak wyglądały te święta? Cuż.. W Wigilię byłam u taty i babci. Pojachałam tam razem z starszą siostrą, Asia. Ona jako jednyna z całej rodziny wiedziała o moim sekrecie. Mogłam jej zawsze ufać. Mimo że czasem miałyśmy odmienne zdanie to jednak fajnie jest mieć taki swój stały punkt we wszechświecie do którego można zawsze pójść i się poradzić.
  Kiedy odbierała mnie z domu, wręcz jak oparzona z niego wybiegłam. Musiałam się wyrwać. Mama nie dawała mi spokoju! A pozatym stęskniłam się za nią..
-Hej! - pisnęłam i rzuciłam się na nią by ją przytulić
-Cześć - uśmiechnęła się 
  Czasem odwiedzałam ją pod postacią ducha. Lubiłam z nią rozmawiać.. Czasem zwierzałam się jej z mojego angielskiego życia chociaż teoretycznie mi nie wolno, a za to ono opowiadała mi co u Harrego. Jak się okazało, Harry i ona dość mocno się zakumplowali. Kiedyś podsłuchałam ich rozmowę.. Chociaż może nie tylko co podsłuchałam bo ona widziała że stoję w pokoju i ich słucham..
"-Tęsknisz za nią? - spytała
-Bardzo.. Chciałbym ją przytulić, pocałować. Wiem że życie byłoby wtedy łatwiejsze..
-Harry.. - westchnęła cicho - Bardzo chciałbym ci pomóc ale nie mogę.. Mogę ci tylko powiedzieć że ona bardzo cie kocha i chce do ciebie wrócić.
-To dlaczego tego nie zrobi? - spytał
-Bo nie może. Anioły są istotami które mogą kochać ludzi. Problem polega na tym że nie mogą kochać jednego ponad wszystkich i Boga. A ona popełniła ten błąd. Nie może teraz do ciebie wrócić bo jej na go nie pozwalają. Musi mieć pozwolenie, a to wymaga czasu. Reszta aniołów musi zobaczyć że jej miłość do ciebie nie przysłani jej prawdziwej misji. - tłumaczyła mu
-Misji? - zdziwił się
-Tak. Anioły to wysłannicy Boga. - Tłumaczyła. - Jedni są nazywami Aniołami Strórzami. Każdy z nas takiego ma ale widzą go tylko pozostałe anioły. To on cię chroni albo chociaż stara sie chronić. Niektóre Anioły Stróże są nimi po raz pierwszy. Nie umieją zbytnio chronić ludzi przec co najczęściej kończy się to klęską. Muszą się całkiem sporo nauczyć w tej dziedzinie żeby potem nie popełniać tych samych błędów. Kolejnymi z tej grupy są zwyczajni wysłannicy. Pomagają uleczać chorych i takie tam. Najczęściej ukrywają się w ludzkich ciałach.
-A.. Kim w takim razie jest Lia?
-Lia.. Tak naprawdę nazywa się Azahtra i jest jednym z cherubinów. Posiadła całą wiedzę Boga. 
-Nieźle.. - mruknął
-Tak, kilkaset lat temu upadła dla jednego z buntowników podczas rozłamu Nieba na Niebo i Piekło. Kiedy zdała sobie sprawę z tego co zrobiła, poprosiła Boga o jeszcze jedną szansę. By odkupić swoje winy została zesłania na Ziemie by odradzać się w coraz to nowych wcieleniach. 
-Tym buntownikiem był.. Ten no.. Michał!
-Tak ale to było jego ziemskie imie. Naprawdę nazywa się Nathaniel. Kiedy się o tym dowiedział, wpadł w furię. Był zakochany i chciał żeby została. Przez te wszystkie lata przeszkadzał jej w pełnieniu misji ale ona sie nie poddała. W swoim ostatnim wcieleniu, musiała pokazać że nic już ich nie łączy. 
-Ale.. No dobrze ale Zayn mówił że też był w to zamieszany!
-Tak. Zayn jest jednym z Nefilim. Są to istoty przeklęte spłodzone z miłości aniołów i ziemskich kobiet.
-Są nieśmiertelne?
-Tak. Zayn jest jednak wybrany i w pewnien sposób naznaczony. Przez te wszystkie lata żył wciąż w jednym ciele. Nie mógł umrzeć. Jednak teraz dostał możliwość życia jak zwykły śmiertelnik. Tego dnia którego Lia, no coż, zmarła, on wypełnił swoją misję. Nie jest już prześladowany i może żyć jak każdy inny śmiertelnik. 
-Wow.. Ale czemu tak jest? Czemu wcześniej był przeklęty?
-Nefilim, zwani też Olbrzymami, są dziećmi aniołów i ludzi. Upadały one dla kobiet ludzkich i płodziły z nimi dzieci. Odziedziczyły najgorsze cechy obojga rodziców. Dzieci tych wyrzegło się Niebo i Piekło. Są prześladowani, a kiedy zostaną złapani, są mordowani.
-Czyli.. To była jedyna szansa Zayna?
-Tak. Dalej jest Nefilim ale teraz może żyć już spokojnie. Będzie się dalej reinkarnował albo jeśli będzie chciał, może poprostu być nieśmiertelny w tym ciele..
-A co.. Co z nią? 
-Ona umierała i odradzała się na nowo. To też była część kary. 
-Nie mówiłem o tym.. - westchnął
-Harry.. - Jęknęła. - Ona bardzo cię kocha. I opiekuje się tobą nawet jeśli jej nie widzisz. Jest przy tobie.
-Jasne - prychnął
-Naprawdę. Nawet w tej chwili. Stoi tam, w rogu. - wskazała na mnie
  Niby mogłam się pokazać ale nie chciało mi się. Wyczerpałam resztki energii na zatrzymanie tego samochodu który o mało go nie potrącił.
-Serio? To dlaczego sie nie pokazała?! - zadrwił
-Bo nie moge! Straciłam energię zatrzymując ten samochód! - wykrzyknęłam
-Bo uratowała cie przed.. samochodem? - spytała patrząc na mnie, a ja skinęła glową - I straciła energię. Teraz musi ją odzyskać i dopiero wtedy będzie mogła.
-Skoro ciągle przy mnie jesteś to dlaczego nigdy mi sie nie pokazujesz? Czego sie boisz? - spojrzał w pustą przestrzeń bo zapewne mnie nie dostrzegł
-Twoich oczu - szepnęłam i uciekłam z tamtego miejsca"
Kiedy byłyśmy na Wigilii wszyscy okazali się być wielce zainteresowani moim pobytem w Ameryce. Jako że jestem Aniołem, nie wolno mi kłamać. Asia wymyśliła więc że mam coś z krtanią i za mnie opowiadała. Co pewnien czas tylko coś napomknęłam. Najciekawsze jednak w tym wszystkim było poznawanie dzieci moich: cioci, wujków, sióstr, braci, kuzynów, kuzynek itd. Dzieciaki były słodkie i wg ale po 3 godzinach można było zwariować
"-Lia, zobacz, to moja córka Kasia
-Lia, to mój maluszek Piotrek
-Popatrz, jak Zuzia się ślicznie uśmiecha!"
  To było już naprawdę męczące. Najlepiej jednak podczas całego wieczoru dogadywałam się z synkiem Asi, 3-letnim Marcelkiem. Przez całą Wigilię siedział u mnie na kolanach, tulił sie i mówił że bardzo mnie kocha. Uśmiechałam się do niego i odpowiadałam że też go kocham po czym calowałam w nosem czy też czułko.
  Asia i Marcel mieszkają razem, w Warszawie. Ma męża, Darka, który jest ojcem małego. On pracuje w jakimś biórowcu, a ona jest nauczycielką biologii w gimnazjum. Darek niezbyt dogadywał się z moim tatą i resztą rodzinki więc żeby nie zakłucać rodzinnej atmosfery, został w domu. Ich wspólna Wigilia odbyła się nieco później, po naszym powrocie.
  Kiedy wracałyśmy, odpowiedziałam mojej siostrze o tym co się działo przez ostatnie pół roku. Poradziła mi żebym z nim pogadali, czyli nie wniosła nic nowego do mojego niezwykle ciekawego życia.
  W Pierwszy Dzień Świąt byłam u mamy. Za karę że na Wigilię pojechałam do babci, najpierw musiałam robić sałatki, ryby i te inne pyszności, a potem przez reszte wieczoru szczerzyć ząbki i opowiadać o Ameryce. Tu dawałam już odpowiedzi bo nie miał kto zrobić tego za mnie, tyle że w sumie nie opowiadałam duży. Raczej wymijająco..
  Natomiast Drugiego Dnia Świąt pojechałam do cioci. Pouśmiechałam się, poprzytulałam, powiedziałam co miałam do powiedzenia i wróciłam. 
  Potem przez kolejne dwa dni sprzątałam po imprezie. Mam więc chyba prawo do poryczenia we własną poduszkę, nie?!
  Z rozmyśleń wyrwał mnie dźwięk dzwonka. 
-Kogo tu niesie? - burknęła niezbyt zadowolona mama z tego że ktoś przerwał jej wywód o tym że nie chce spędzać z nią czasu. Ja natomiast w duchu dziękowałam tej osobie za uratowanie mnie z tej rozmowy. 
-Hmm.. Dziwne - mruknęła kiedy na rondo wtoczyła się taksówka - Nie wiedziałam że ktoś ma zamiar przyjechać..
  Wyszła na zewnątrz, ja przez okno w kuchni oglądałam ta scenke kontunułując obiad. Przez to co zobaczyłam, jedzenia stanęło mi w gardle..
---
Hej ;) To 1 rozdział III części ;) ponieważ pod ostatnim rozdziałem nie pojawiło się zbyt dużo komentarzy, dodaje ten wcześniej licząc na poprawę ;)  Czekam na wasze komentarze i opinie.. ;)
See U
Alex
A to taki dodatek :P

Prolog cz.III

Jak ma być 1 września to niech będzie punktualnie ;)

  Leżałam właśnie nie łóżku patrząc na szary od ciemności, sufit. Światła w domu już dawno pogasły ale ja nie potrafiłam zasnąć. Nie po tym co się dziś zdarzyło. Nie po mojej osobistej klęsce którą poniosłam z samą sobą. W dalszym ciągu nie potrafię sobie tego wybaczyć.
  'Nie musiałaś wybiegać. Mogłaś mu wszystko wyjaśnić, wtedy. Potem dałabyś mu 2 tygodnie wolnego na przemyślenia tego wszystkiego, a sama zdązyłabyś na samolot. Przecież 5 czy 10 minut by cię nie zbawiło. I tak miał opóźnienie..'
  Te myśli wciąż chuczały mi w głowie. Nagle ekran mojego telefonu pojaśniał i zaczął winrować oznajmiając że ktoś do mnie dzwoni. Wstałam.
'Kto jest na tyle rozgarnięty żeby dzwonić o 3 w nocy?!'
  Wzięłam telefon do ręki i popatrzyłam na wyświetlacz. Harry..
  'Czy on wie? - Pomyślałam - Czy któryś z chłopców coś mu powiedział? A może dzwoni żeby mi powiedzieć że nie chce mnie znać? Co jeśli mnie nienawidzi?' 
  Drżącymi rękoma wcisnęła 'Odbierz'. 
-H.. Halo? - szepnęłam 
-Lia! - krzyknął jesli oczywiście przyjmiemy że można krzyczeć szeptem - Naprawdę przepraszam że dzwonię tak późno ale potrzebuje pomocy..
-C.. Co? - spytałam zdziwiona. Byłam pewna że zbełta mnie zaraz z ziemią..
-Wiesz, poprostu muszę z kimś pogadać, dziś stała się najpiękniejsza, a zarazem najgorsza rzecz na świecie! Możesz gadać? - dodał jakgdyby nie był pewny czy może dalej kontynułować.
-Jasne.. - odparłam zdając sobie sprawę że zamias wziąć mnie za LieKtóraZwiałaZBaluIZostawiłaGoSamegoNaŚrodkuParkingu on wziął mnie za LieKtóraOpiekujeSięJegoCórkąIJestJegoPrzyjaciólką.
-No więc byłem na tym balu i tam pojawiła się tam moja ukochana! - zaczął, a mi żołądek podszedł do gardła. -  Nie mam pojęcia skąd wiedziała że tam będę ale się tam pojawiła. Podała się za jakąś tam Gregorinę. Wziąłem ją do tańca i no wiesz. A potem jak już zrozumiałem że to ONA (bo miała na sobie maskę) to się pocałowaliśmy. - Trajkotał,a ja zamknęłam oczy i zaczęlam sobie przypominać tą chwilę. Nasze ciała blisko siebie. Jego wargi na moich. Jego dłonie na mojej tali. Ten ciepły oddech. Ta miłość. Te oczy.. - A potem paparazzi zaczęli robić zdjęcia. No i potem kiedy próbowałem ją zabrać spowrotem do stolika, to ONA zaczęła uciekać i ja się tak zastanawiam teraz dlaczego tak się stało i podszebuje kobiecej opini a musiałem zadzwonić teraz bo nie dam rady wytrzymać do rana. - Tłumaczył. musze przyznać że był niesamowicie nakręcony tym dzisiejszym zdarzeniem. Gdyby nie to że ta, byłam, jestem pewna że nie wiedziałabym oczym mówi -  A bo i od razu chciałem ci złożyć życzenia urodzinowe. - dokończył, a ja się uśmiechnęłam 
-Dz.. dzięki.. - szepnęłam siadając na łóżku - Harry.. Nie wiem co mam ci powiedzieć - Na serio! Co miałam odpowiedzieć facetowi który pytał mnie o mne samą?! 
-Oj proszę.. Tylko ty możesz mi pomóc. Normalnie to bym poszedł i się do ciebie przytulił ale jesteś trochę daleko..
  Przygryzłam wargę. Co miałam mu odpowiedzieć? Że też bym się do niego przytuliła? Bo mam dokładnie ten sam problem i nie mogę zasnąć? 
-Słuchaj.. - zaczęłam - Zacznij może od tego że połóż się do łóżka.
-Ok. A moge u ciebie? Bo mi się materac chyba popsuł.. - Zaśmiałam sie. 
-Miło że pytasz o pozwolenie. Chociaż przypuszczam że i tak już tam leżysz.
-Jak ty mnie dobrze znasz - westchnął, a ja się zaśmiałam wyobrażając go sobie leżącego w moim łóżku i tulącego się do poduszki.
-Dobra, zamknij oczy i oddychaj głęboko - poinstrułowałam go
  Chłopak zrobił to o co poprosiłam.
-Dziwnie się czuje jak słuchasz jak oddycham. - mruknął po kilku wdechach
-W takim razie pooddycham z tobą 
  Położyłam sie na łóżku i zaczęłam się stosować do własnej rady.
-Nie wiem co moge ci wyjaśnić w sprawie jej ucieczki. - Powiedziałam po 10 minutowej sesji oddychaniowej - Moge powiedzieć ci tylko tyle że skoro to zrobiła to najwidoczniej miała powód. A teraz twoim zadaniem jest pójście spać, a nie zmartwienie się co jej odbiło - Czy ja zwariowałam? Oczerniam samą siebie! - Idź spać, pogadamy jutro rano
-Dzięki. Co ja bym bez ciebie zrobił.. - westchnął, a ja miałam ochotę odpowiedzieć 'Mniej być cierpiał' ale w porę ugryzłam się w język
-Niewiem. A teraz śpij. Dobranoc.
-Dobranoc. - szepnął i rozłączył się
  Jeszcze przez chwilę patrzyłam na uśmiechniętą twarz patrzącą na mnie z ekranu aż w końcu, zgasł. Odłożyłam go na szafkę nie mając już siły podłączyć go ponownie do ładowania. 
  Ta rozmowa zdecydowanie mnie wykończyła. Co dziwne, zamiast leżeć i w dalszym ciągu sie zamartwiać, odrazu zasnęłam. Ten chłopak ma w sobie to coś.. 
---
Prolog ;) Części III. Kilka informacji! Rozdziały będą dodawane co tydzień w WEEKEND! Jeśli coś sie stanie i nie będę w stanie dodać rozdziału, dodam informacje ;) Dostałam od Was prośbę o dodawanie zdjęć czy teź gifów. Przemyślałam to i owszem, będę dodawać zdjęcia co jakiś czas ale nie gify. Moge dodawać w osobnych postach lub pod rozdziałami, jeszcze zobacze. ;)Ten blog jest może i inny od wszystkich innych ale mnie się to podoba ;) może co jakiś czas wrzucę coś od siebie, z mojego codziennego życia ale jeśli chcecie pooglądać ciekawe zdjęcia, wejdzcie na moją stronke na fb ------> Zacne Loki Haroldzie - i wejdzcie do albumu 'Zdjecia Alex'. Myśle że powinny trafić w wasze gusta ;) jkb są teź inne albumy wiec tam też wpadnijcie :P
See U XOX 
Alex
Ps. A to coś ciekawego.. Czyli Liam miał racje..

piątek, 16 sierpnia 2013

Heej :(

Na serio mi smutno.. 2 dni temu dodałam epilog i liczyłam na komentarze od Was a tu co? 2? Muszę przyznać że sie zawiodłam.. Siedziałam bite 4h i pisałam rozdział a tu sie okazuje że nie miałam po co! Jestem aż taka kiepska?! Napiszcie w końcu! Jeśli nie tu to napiszcie maila! -----> alexglina@op.pl
Czekam.. :(

środa, 14 sierpnia 2013

Epilog cz.II

PRZECZYTAJ NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM!
I SKOMENTUJ ;)

  Było już około godziny 17 i musiałam sie pospieszyć żeby zdążyć na samolot który miałam o 21. Mimo tak wczesnej pory i tylu czasu do odlotu połowa moich rzeczy nie była jeszcze do końca spakowana. Te torby, które byłu juz na szczęscie spakowane, zniosłam już dawno z Harrym zanim wyszedł ale nawet jeśli zdążyłam już z połową ubrań i zostało mi ich już niewiele, to jednak wciąż pojawiało się pytanie 'Gdzie podział się bilet i paszporty?'
  Weszłam po schodach do 'mojego' pokoju. Z lekkim zniecierpliwiem ale też i kryjącym się gdzieś lękiem że jednak ich nie znajdę, zaczęłam przeglądać wszystkie szuflady w poszukiwaniu najważniejszych przedmiotów. Jak na złość, nigdzi ich nie było. Zaczęłam grzebać w jeszcze nie dopakowanej walizce i ze strachem zaczęłam czuć że mogłam je gdzieś ukryć w tych gotowych torbach chociaż dam sobie uciąć rękę że kładłam je na komodzie w sypialni.
-Gdzie to jest? - zaklęłam cicho pod nosem
-Tego szukasz - rozległ się głos
  Odwróciłam się przestraszona. Za mną stała Paula ze wszystkimi ważnymi w tym momencie, rzeczami.
-Przestraszyłaś mnie! - wyjaśniłam próbując się usprawiedliwić- Nie słyszałam kroków.. - zauważyłam w jej dłoni bilety - Och, dzięki - już chciałam je od niej zabrać ale ona odsunęłam je odemnie
-Chcesz je? 
  Pokiwałam głową.
-Oddam ci je. Pod jednym warunkiem.
  Spojrzałam na nią pytająco
-Pójdziesz na ten bal. Ten na który poszedł Harry
  Wytrzeszczyłam oczy ze zdumienia.
-Po co?
-Bo nie moge już znieść jak ciągle się mijacie z Harrym. Nikt nie chce się mieszać do waszych spraw bo liczą że sami to załatwicie, a mówiąc wy mam na myśli ty, i w końcu się odnajdziecie ale myśle że wszyscy już w to wątpią.
-Czego odemnie oczekujesz? - postanowiłam nagocjować
-Że założysz tą kiecke - ruchem głowy skinęła w kierunku błękitnej sukni - i pójdziesz na tą imprezę - ostatnie słowo wypowiedziała dość sarkastycznie
  Nie dziwiłam się jej. Bankiet z okazji Bożego Narodzenia był raczej nudnym spotkaniem towarzyskim gdzie spotykali się bogaci i sławni żeby pochwalić się kasą. Na bankiecie byłam tylk raz. Właśnie wtedy poznałam Harrego..
(Cz. I Rozdział 6 'Pani Marynarka..?')
-To..? - spytała z frystracją Paula
-Oddaj je - mruknęłam wyciągają rękę w jej stronę
-Pójdziesz tam?
-Nie 
-To nie - westchnęła i zabrała bilet, i paszport.
-Ej! - krzyknęłam
-Była umowa
-Nie było ŻADNEJ umowy. Już od dawna planowałam powrót do domu. Cudem znalazłam miejsce. Powtarzam jeszcze raz. Oddaj bilety! - krzyknęłam wytrącona z równowagi. 
-Ehh.. Lia, skarbie.. Wiem że to dla ciebie ważne ale pomyśl może o innych, co? Masz niepowtarzalną szanse na spotkanie z Harrym i wyjawieniemu całej prawdy. Przecież na to ciągle czekasz! Na spotkanie z nim!
  Spojrzałam na nią z rezugnacją. Nie miałam siły walczyć bo wiedziałam że nie wygram. Na każdy mój argument, miała gotowy kontrargument. A w dodatku miała trochę racji..
-Nie zdążę na lotnisko. I nie jestem spakowana - wskazałam na bałagan na i obok łóżka - Pozatym nie zostałam zaproszona
  Myślałam już że wygrałam i odwróciłam się w kierunku walizki by dokończyć pakowanie. Niestety, stare powiedzenie 'Nadzieja matką głupich i w tejchwili znalazło zastosowanie..
-Ja cie spakuje a potem dopilnuje żebyś zdążyła na samolot.
- A co z zaproszeniem? Bez niego nie wejdę..
-Louis cie wprowadzi. El źle się poczuła w czasie tej ciąży i została w domu. Zaraz do niej pojadę tylko wpadłam po Darcy
-Ale.. - chciałam coś jeszcze dodać, zaprotestować ale ona uciszyłam mnie gestem dłoni
-Nie mamy zbyt wiele czasu. Masz 20 minut. Ubieraj się - nakazała
-A kto mnie zawiezie na lotnisko?
-Ja. Punktualnie o 19.30 będe pod budynkiem.
  Tym oto sposobem zakończyła naszą rozmowę, a ja chcąc, nie chcąc, musiałam zrobić to co mi kazała.
 Godzinę później byłam już na sali. Właśnie kończyliśmy deser. Oczywiście, ja jako 'towarzyszka' Louisa (bo zostałam przedstawiona jako Gregorina która została przedzielona do naszego stolika ponieważ nigdzie indziej ne było miejsc) siedziałam obok niego ale ponieważ to on tu dowodził, siedziałam również obok Harrego co dodatkowo mnie stresowało.
  Byłam ubrana w tą niebiańską suknie i pasujące do niej buty. Ach, No i oczywiście maskę! Bo jak można by było iść na bal masowy bez maski? No ja sie pytam, jak?
 Dodam że kiedy ubrałam się w nią w łazience, byłam wręcz zrozpaczona tym że nie pasowała do mojego obecnego ciała. Już chciałam wyjść z łazienki i zakomunikować Pauli że jednak nie tym razem ale wtedy coś w głowie zaczęło mnie męczyć
  'Przecież możesz sie zmienić. Nie wielu ma taką okazje. Nie zużyjesz tyle energii, a możesz tylko przyśpieszyć całą sytuacje. Wciąż przecież tracisz czas. A co jeśli on tam pozna kolejną dziewczyne?'
  To zwyciężyło i tym oto sposobem przemieniłam się w Amelie Kowalską z brązowymi włosami, zadartym nosem i takimi samymi oczami jak u Amelii Gliny czyli niesamowicie, wręcz rażąco turkusowymi.
-Emm.. Gregorino? - zaczął Zayn patrząc na mnie lekko zdziwiony
-Tak? - spytałam roześmiana. Nie było to spowodowane jakimś żartem, a raczej 3 lampką czerwonego wina które podano nam do posiłku
-Zatańczysz? - wyciągnął rękę w moją stronę. Spojrzałam na Perrie. Uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie. Czyli wiedziała..
-Oczywiście - odpowiedziałam jak na dobrą 'dame' przystało
  Wstaliśmy i mężczyzna poprowadził mnie na parkiet. Jedną dłonią złapał moją a drugą usytułował na moim biodrze. Powoli zaczęliśmy się poruszać w rytm walca
-Miło że nas zaszczyciłaś swoją obecnością - mruknął
-Nie miałam takiego zamiaru ale Paula chyba wie lepiej czego chce - odparłam nie tracąc dobrego humoru. Na Boga, przysięgam, nigdy więcej już nie tknę alkoholu, byleby mnie tylko wpuścili na pokład!
-Nie wątpię. Kiedy z nim pogadasz? Nie możesz przecież tego tak dłużej ciągnąć. 
-To nie jest takie proste - westchnęłam wtulając głowę w jego ramię
-Obiecałaś. Lia.. Kończy ci sie czas..
-Wiem, staram się - jęknęłam
-To zrób z tym coś
-Jasne.. - burknęłam rozdrażniona 

"Harry"
-Hej - szturchnął mnie Lou - Coś ty taki przygaszony?
-Szkoda gadać.. - odparłem prawie wkładając nos w resztki deseru
-Kumplowi nie powiesz? - spytał próbując mnie rozweselić - Oj, weź sie w garść! 
-Jak mam się wziąć w garść? Moja partnerka nagle stwierdziła że nie przyjdzie, a potem Lia nie przyjęła zaproszenia bo miała zarezerwowany lot do domu. - odpowiedziałem
-No i..? Chciałeś żeby została? A co z wakacyjną miłością? Już o niej zapomniałeś? - zadrwił Lou
-Oczywiście że nie tylko.. Przy niej czuje się jakbym odnalazł JĄ. Wiem że moge jej ufać i wiem że zawsze jest do mojej dyspozycji ale boje się że nie dam sobie bez niej rady przez te 2 tygodnie. Jasne że moge do niej dzwonić ale to nie to samo..
-Hmm.. Pamiętasz może co powiedziała ci ONA kiedy sie spotkaliście kilka miesięcy temu? - Zmienił temat - Wtedy kiedy była ta akcja z gazetami?
-No.. - mruknąłem nie wiedząc w jakim kierunku zmierza ta rozmowa
-Więc co ci powiedziała?
-Żebym ją odszukał w kimś innym czy coś w tym stylu..
-Dokładnie. A ty co robisz? Maczasz nos w śmietanie zamiast się rozejrzeć i jej poszukać. 
-Gdzie? Tutaj? Po co miałaby tu przychodzić? To najnudniesza impreza na świecie. Co mogłaby tu robić? - zdziwiłem się
-Wiesz.. Może ty tego nie pamiętasz ale poznaliście się dokładnie na takiej imprezie. Może przyszła zobaczyć jak sobie radzisz..?
  Podniosłem głowe. Napotkałem wiele spojrzeń których właściciele zapewne przysłuchiwali się naszej rozmowie od dłuższego czasu
-Myślisz?
-Jestem pewien. A najlepsze jest że mam pewne podejrzenia co do mojej partnerki..
-Przecież dosiadła sie do nas bo nigdzie indziej nie było już miejsc
-Tak ale widzisz.. Jest do niej podobna. No i nie wydaje ci się to podejrzane..? Nigdzie indziej nie ma miejsc, a przydzielają ją tu? - puścił oczko reszcie
-Ma maskę - prychnąłem - Każda dziewczyna może być do niej podobna, a to mógł być zwykły przypadek
-Rób co chcesz ale radziłbym ci ją sprawdzić. Może mam racje.. - ponownie puścił im oczko a oni się zaśmiali. O co im chodzi? - O, wracają - wskazał na pare wracającą z parkietu 
  Spojrzałem w ich stronę. Nie wiem czy to słowa Louisa czy może ja sam ale jednak coś mnie zaczęło ciągnąć do tej dziewczyny i nim sie obejrzałem, prowadziłem ją na parkiet.
-Więc masz na imie Gregorina.. - mruknąłem kiedy puścili w końcu jakąś muzykę i mogliśmy zacząć tańczyć
-Tak - odpowiedziała mi dziewczyna która od chwili kiedy poprosiłem ją do tańca, zrobiła sie niezwykle spięta
-Skąd jesteś? Bo po tym akcencie poznaje że raczej nie stąd - postanowiłem dalej ciągnąć rozmowę 
-Z Polski - odpowiedziała wręcz automatyczne
  Spojrzałem na jej twarz. W sumie niewiele widziałem po głównie patrzyła na swoje stopy. Jednak nie potrzebowałem jej wzroku, wystarczyły ruchu ciała i szybki rytm mojego serca by..
-Gragorino - szepnąłem wciągając nozdrzami zapach jej perfum - Czy to aby napewno twoje prawdziwe imię?
  Dziewczyna poruszyła się.
-Dlaczego miałoby nie być? - spytała zdziwiona w dalszym ciągu nie podnosząc wzroku ze swoich stóp
-Niewiem ale myśle że bardziej pasowałoby do ciebie imie.. Amelia..
  Dziewczyna natychmiast podniosła wzrok. Pełen przerażenie ale i.. Zadziwienia? Moje serce zabiło jeszcze szybciej
-Dawno się nie widzieliśmy - szepnęła cicho prubując przerwać tą niezręczną sytuacje.
-Ile to już.. Dwa miesiące..? - spytałem ze śmiechem
-Trzy - poprawiła mnie
-Lia.. Moja Lia.. - wymruczałem wtulając głowę w jej szyje. Dobrze że jest taka wysoka. W sumie na szpilkach jest wyższa odemnie..
-Co ty wyprawiasz? - spytała w dalszym ciągu zdziwina
-Przytulam się do ciebie - szepnąłem szując jak przechodzi ją dreszcz
-To jest taniec, nie obmacywaniec - wygłosiła jedną ze swoich starych mądrości którą zaserwowała mi już na pierwszym spotkaniu
(Cz. 1 Rozdział 6 'Pani Marynarka..?')
  Zaśmiałem się
-Mam nadzieje że nie dostanę tym razem w twarz..
-Zależy co zrobisz..
-A to? - spytałem i szybkim ruchem przyciągnąlem jej wargi do swoich. Przez kilka sekund nie wiedziała co się dzieje ale potem, zamiast jak się spodziewałem oderwać się i dać mi z plaskacza jak podczas naszego pierwszego spotkania kiedy to wyjątkowo nie doszło do pocałunku, poddała mi się. Zatrzymaliśmy się na parkiecie. Byliśmy tylko my. Razem. Sami. Nikt więcej. Zatraceni w pocałunku, stojący na środku gigantycznej sali z kryształowym żyrandolem gdzie kręciło się od groma paparazzich którzy w każdej chwili mogli nam zrobić zdjęcie i następnego dnia umieścić je w gazecie. Ale nie liczyło się nic. Tylko my..
  Jednak jakto w życiu bywa, nigdy nie jest ono do końca kolorowe. Od strony naszego stolika jak się domyślam, zaczęły dobiegać brawa i w końcu podchwyciła je i cała sala, a w tym momencie ukryci po kątach paparazzi nie mieli żadnych więcej skrupułów żeby powstrzymywać się od zrobienia zdjęcia dawno niewidzianej pary.. 
  Dziewczyna przestraszona tym zgiełkiem który zrobił się wokół, odczepiła się odemnie. Ze strachem zaczęła rozglądać się wokół, mrużąc oczy od światła reflektorów.
-Chodź - zacząłem ciągnąć ją w stronę stolika 
  Kiedy udało mi się ją wyciągnąć od tych hien które ochrona zaczęła już wyrzucać z sali, zaczął bić zegar. Była dokładnie 19.30. ONA poruszyła się niespokojnie. 
-Wszustko w porządku? - spytałem
-Ja.. Ja muszę iść.. - powiedziała z wachaniem
-Co? Nie! - wykrzyknąłem i ścisnąłem mocniej jej dłoń 
-Harry, proszę, puść. - zaczęła się wyrywać
  Nie chciałem jej puścić.
-Dlaczego? Czy zrobiłem coś nie tak? - spytałem ale ONA nie odpowiedziała zajęta wyplątywaniem się z moich objęć - Przepraszam za ten pocałunek. Wiem że zrobiło się strasznie duże zamieszanie ale nie martw sie.. - trajkotałem. ONA jednak nie zwracała na to uwagi. Była zbyt zajęta czymś innym. Postanowiłem że tym razem nie pozwolę jej uciec. Nie tym razem.. Wiedziałem że sprawiał jej ból ale nie mogłem pozwolić na to żeby tak szybko znów mi uciekła..
   Nie doceniałem jednak jej siły. Wyrwała się dość szybko i zaczęła biec w kierunku wysokich schodów. Miałem jednak na tyle oleju w głowie że natychmiast rzuciłem się za nią. Nie uszło to uwadze kilku roporterów którzy zostali na sali.
'Zawrotna szybkość jak na kobietę' - pomyślałem kiedy znalazła się tuż przy wyjściu
  Wybiegła na parking. Już prawie ją doganiałem ale ona nagle otworzyła drzwi jakiegoś samochodu. Rzuciła szybko 'Jedź' i samochód ruszył. Nim sie spotrsegłem, odjechała..
  Upadłem na kolana i ukryłem twarz w dłoniach. 
-Znowu - wyszeptałem 
  Nagle jednak podniosłem głowe i rozejrzałem się po parkingu. Dostrzegłem coś kilka metrów przedemną. Podniosłem się i podszedłem do tego. Ukucnąłem i wziąłem rzecz w dłonie. Zacząłem go obracać.
  Jej but. Pantofelek.. 
Przypomniała mi się bajka o Kopciuszku. Zaśmiałem się. Tak.. Lia zdecydowanie była moim Kopciuszkiem.. Szkoda tylko że raczej nie zapowiada się na szczęściwe zakończenie..
---
  Moi kochani czytelnicy! Pierwsza i najważniesza informacja! Prolog do cz. III pojawi się we wrześniu! Autorka musi mieć czas żeby trochę odpocząć :P i wiadomość do wszystkich którzy w komentarzach piszą 'szkoda że już koniec' czy coś w tym stylu. TO NIE JEST KONIEC CAŁEGO BLOGA! Będzie miał IV części! Jasne?!
  Co do bloga.. III cz. powinna się wam spodobać ;) będzie wręcz przesączona romantyzmem co nie bardzo mi się podoba bo nie lubie pisać romantycznych scen.. Ale uprzedzam, narazie nie planuje scen z typu +18!  Więc jeśli ktoś na to liczy to radzę nie robić sobie nadziei. Chcecie wiedzieć więcej? Co będzie dalej? Dalej czekam na wasze maile! Jeden, chociaż krótki! Jeśli boicie się wyrazić tutaj swoją prawdziwą opinie, to proszę, napiszcie! 
Czekam :*
Alex
Ps. Dla pierwszej osoby która jednak się wysili i przyśle mi maila, mam niespodziankę :P czekam :*
Ach No i jeszcze jedno.. Zmieni się wygląd bloga ;) Nie wiem jak jeszcze będzie wyglądać ale to sie jeszcze okarze ;) jeśli macie jakieś pomysły, PISZCIE!
A to Hazz na zachętę