czwartek, 25 lipca 2013

Rozdział 19 "Czy to wy jesteście na tych zdjęciach na których widać jak się całujecie?"

Następnego dnia, podczas robienia śniadania, do kuchni wszedł uśmiechnięty Harry
-Dzień dobry! - krzyknął, przytulając do siebie Darcy
-Cześć tata - zachichotała mała - Puść mnie! Muse zamiesać kakałko!
-No dobrze - zaśmiał sie - Już cie sadzam - powiedział odkładając ją na blat
-Witaj - szepnął podchodzą do mnie - Co na śniadanie?
-Rogale i kakao - uśmiechnęłam się układając półksiężyce w koszyku
-Mmm.. Wygląda pysznie! - zamlaskał
-Cieszę się.. - odpowiedziałam lekko skołowana przez wciągnięcie nozdrzami zbyt dużej ilości JEGO perfum.
-Zaniesiesz to na stół? - spytałam podając mu koszyk z pieczywem zarazem chcąc sie GO jak najszybciej pozbyć
-Jasne - odparł i nachylił sie bliżej przez co prawie zemdlałam
'To wszystko przez ten wczorajszy wieczór. Boże, nie katuj mnie już tak długo i pozwól mi JEMU powiedzieć że..'
-Lia! - usłyszałam krzyk Caroline wchodzącej do kuchni - Miło mi cie widzieć! - dodała z sarkazmem - Czy byłabyś na tyle dobra i mogłabyś mi wytłumaczyć co sprowadza cie w te strony?
Zdziwiłam sie. O co jej mogło chodzić?
-Yyy.. Praca? - odpowiedziałam jej pytająco
-Ale przecież ty już tu nie pracujesz! - wykrzyknęła pretensjonalnie uśmiechają sie przy tym szyderczo
-Słucham?
-No właśnie, słuchaj, słuchaj.. Ale skoro już tu jesteś to zrób nam kawy.
-Nam?
-Twojej następczyni, oczywiście!
To było jakby grom z jasnego nieba! Co?! Dlaczego?! O co jej mogło chodzić tym razem?!
-Chwila, chwila. - przerwał jej mężczyzna - Ja nic nie wiem o tym żeby Lia została wyrzucona i jeśli tak to podaj mi chociaż jeden racjonalny powód dla którego tak się stało.
-Dobrze. - odpowiedziała spokojnie wskazując miejsce obok pewnej szarookiej brunetce - Wczoraj wieczorem bez ŻADNEJ informacji, Lia zniknęła na cały wieczór, bez wcześniejszego uprzedzenia. Zostawiła Darcy samą, przez cały wieczór nie odbierała telefonów, a wróciła kilka minut po tobie i dla Twojej wiadomości, wiem o której godzinie wróciłeś. - prychnęła
-Dzięki za info, Cerberze - mruknął sprawiając tym samym że brunetka wybuchnęła niepochamowanym śmiechem
-Pani narazie nie potrzebujemy - zwrócił sie do dziewczyny - Jeśli coś sie zmieni, choć nie sądzę, natychmiast zostanie pani o tym poinformowania - rzekł, odprowadzając ją do drzwi gdzie z tego co słyszałam, dał jej autograf i zrobił sobie z nią zdjęcie
-Co cie napadło? - spytał kobiety, starając sie zachować spokój - Jeśli coś takiego miało miejsce, najpierw powinnać ze mną porozmawiać, a nie robić coś takiego!
-Ale.. - chciała się wciąć
-Nie! Żadne ale! Chcąc, nie chcąc, jesteśmy rodziną, której Lia jest członkiem, i takiej sprawy MUSIMY omawiać wspólne!
Popatrzył na nas karcącym wzrokiem i zatrzymał się na małej
-Poczekaj, pomogę ci - powiedział biorąc od niej nóż i przekrajając rogala wzdłuż - Z Nutellą?
-Tak - odpowiedziała cicho dziewczynka
-Proszę - uśmiechnął sie wręczając jej kamapki
-Lia - zwrócił sie do mnie
'No to nadchodzi mój koniec..' - pomyślałam
-Czy to co mówi Caroline, jest prawdą? - spojrzał na mnie tymi swoimi przeszywającymi szmaragdami tak że aż czyłam jak dotyka nimi mojej duszy. No tak tylko gdyby jej faktycznie dotknął, wtedy wiedziałby kim naprawde jestem..
-Nie. Już od rana oznajmiałam wszystkim że nie będzie mnie od 15 bo mam ważne spotkanie i sam byłeś tego świadkiem. Potem zostawiłam wiadomość na kartce co, gdzie się znajduje i że wyłączam telefon. A już na samym końcu, kiedy tylko przyjechała Caroline, a ja byłam pewna że mała ma zapewnioną opiekę, wyszłam z domu uprzednio krzycząc że wychodzę na co ona zareagowała słowami 'Nie musisz ogłaszać tego całemu miastu'
-Czy to prawda? - spojrzał tym razem na brunetke przez co na chwile mogłam uciec od męczącego mnie wzroku lokersa
-Ona kłamie! - krzyknęła zrozpaczona kobieta
-Caroline - spojrzał na nią surowo jakoby ojciec ganiący swoje dziecko za nieposłuszeństwo
-Ja wiem że wy byliście razem! Wiem! - wykrzyknęła rzucając na stół gazetę z dużym zdjęciem nas całujących sie przez jego domem, przed wejściem i napis 'Czyżby Styles myślał o drugim dziecku?'
-Co to ma być? - krzyknął łapiąc w dłonie brukowca
-To ty. I ona - dodała słabo wskazując na mnie
Przez kilka sekund Harry ponownie oglądał zdjęcie i czytał artykuł jednak zakończyło sie to tak jak poprzednim razem.
-Więc żeby było jasne, to nie jest TA Lia! Tylko moja stara znajoma..
-Co?! - spytała zapłakana - Jak mogłeś?! - wykrzynęła - Jesteśmy przecież rodziną i takie rzeczy omawiamy wspólnie - dodała szczerząc zęby w kpiącym uśmieszku
-No to sie ładnie wkopałem - westchnął i usiadł na krześle chowając twarz w dłoniach
Siedziałam tam patrząc na to wszystko z boku. Czułam się jak widz na widowni oglądający przedstawienie.. To przypominało mi jedno z przedstawień.. W starożytnej Grecji
"Siedziałam właśnie na kamiennych trybunach teatru w Helladzie. Jak co roku, pod koniec marca obchodzono ważne greckie święto poświęcone bogu wina - Dionizosowi. Obok mnie siedziała kilku mężczyzn i mój własny mąż, Zayn. Było to dość niecodzienne imie dla mężczyzny lecz dla mnie całkowicie normalne.
-Mam już dość - westchnęłam, kładąc mu dłoń na chitionie
-Skarbie, nie tutaj. Wiesz że nie możemy - strącił szybko moją dłoń ze swojego kolana
-Jesteśmy przecież po ślubie więc..
-Lidio.. - szepnął cicho - Musimy uwarzać.
-Wiesz że nie cierpię tego imienia - rzachnęłam sie
-Wiem ale to twoje obecne imie i..
-Cisza! - usłyszeliśmy krzyk mężczyzny stojącego na orchestrze
Wszyscy na widowni momentalnie się uciszyli i zaczęli oglądać występ. Chwile później, ze skeny, wyszedł cały chór męski z przewodnikiem na czele. Ustawili się i rozpoczęli występ. Ludzie jak zaczarowani oglądali to niesamowite widowisko. Cóż, ja oglądałam to samo od kilkunastu lat więc nie robiło to na mnie wrażenia. No, może tylko członkowie chóru sie zmieniali i ewentualnie przewodnicy.
Z czasem, rola przewodnika zaczęła rosnąć, aż w końcu stał się on pierwszym aktorem. Po chwili wprowadzono drugiego i trzeciego. Rola chóru powoli osłabiała się jednak wciąż odgrywał on ważną rolę.
Było to coś zupełnie nowego. Nigdy nie widziałam czego takiego. Zawsze występował tylko chór, a nie aktorzy..
Spojrzeliśmy po sobie z Zaynem. To było dziwne ale naturalne. Wszystko sie przecież zmienia więc nie było to dla mnie dziwne że w teatrze również poczyniono kilka zmian..
Kiedy po skończonym występie wróciliśmy to naszego domu, byłam już do końca wykończona i padłam na niezbyt wygodne łóżko ze słomy.
-To było niesamowite! - westchnął siadając obok mnie - Szkoda że odbywa się to tylko raz na rok..
-Eee.. - mruknęłam - Nic specjalnego. Znając ludzi, już niedługo będziesz to oglądał znacznie częściej - mruknęłam rozzłoszczona
-Lidio.. Okarz choć odrobine szacunku do naszego polis!
-Mam szacunek tyle że.. Męczy mnie to całe życie tutaj. Ciebie ciągle nie ma, a ja nudze się tu sama. Ze służbą nieporozmawiam, a sama do siebie też nie mam ochoty mówić.. Gdybym miała chociaż dziecko.. - zaczęłam sie mu żalić
-Lidio - westchnął ciążko - wiesz że nie moge.. To nie moja wina że jestem bezpłodny i nie moge ci dać dziecka.. Wiesz jak bardzo bym chciał.. - westchnął pocierając moje ramie
-Wiem.. - szepnęłam - Ale jesteśmy małżeństwem jakieś dwa lata. Może poprostu nie robiliśmy tego w moje dni płodne? Spróbujmy jeszcze raz.. Proszę.. - spojrzałam na niego oczami pełnymi łez - Jeśli do 3 lat po ślubie nie zajde w stan błogosławiony, ludzie uznają że jestem przeklęta. A nie chce tego. Już zaczynają szeptać między sobą!
-Lidio - uspokoił mnie - Dobrze, zrobimy co w naszej mocy, dobrze?
Pokiwałam delikatnie głową i spróbowałam sie delikatnie uśmiechnąć ale wyszło mi to raczej krzywo.
-Jak na 15-latke masz straszne humorki. Kapłani powiadają że kobiety z taką gamą nastrojów, zmieniającą sie w tak krótkim czasie mogą być w stanie błogosławionym.. - szepnął cicho spoglądając na mój brzuch
-Miejmy taką nadzieje - odpowiedziałam przytulając sie do niego
-Odpocznij sobie, a ja pójdę się obmyć - dodał szybko i zostawił mnie sama, z moimi myślami.."

-Lia! - wyrwała mnie z zamyśleń, Caroline
-Ymm.. Tak? Przepraszam, za.. myśliłam sie.. - wytłumaczyłam
-Weź Darcy na górę. Musimy porozmawiać. Sami. - wytłumaczył spokojnie Harry
-Oczywiście - powiedziałam wciąż w szoku po tym co właśnie sie zdarzyło - Chodź, skarbie - wzięłam małą na ręce i zabrałam do pokoju
Posadziłam ją przy stoliku. Sama usiadłam ja jej łóżeczku próbując sie uspokoić.
'To było tak dawno.. I co my z Zaynem robiliśmy.. Ale czy Perrie wie?! W sumie to chyba nie musi ale jednak to nie była jednorazowa sprawa tylko co kilkanaście czy kilkadziesiąt lat było to samo.. A co jeśli nie wie? Czy Zayn jej powie? Bądź co bądź Zayn i ja byliśmy już kilkadziesiąt razy czy nawet kilka set razy małżeństwem ale nigdy nie udało się nam mieć dzieci chociaż wiele razy próbowaliśmy.. W takim razie zostaje pytanie czy IM się uda..?
-Lia, zobac. Ładne? - spytała pokazując mi obrazek


-Piękne! Ale.. Ty sama to narusowałaś? - zdziwiłam się oglądając konika
-Tak. Trochę mi wujek Zayn pomógł bo on dorysował konikowi skrzydła i te nutki. No i poprawił kontury. - wyszczerzyłam sie
-A kiedy ty sie spotkałaś z wujkiem Zaynem?
-Wczoraj. Mama mnie do niego zawiozła po tym jak wyszłaś - odpowiedziała
-Och.. No tak.. - westchnęłam - Śliczny - powiedziałam podając jej kartkę
-Jest dla ciebie - szepnęła
-Naprawdę? Dziękuje - powiedziałam i ją przytuliłam
-Lia.. Czy.. Moge cię o coś spytać?
-Jasne, mów - zachęciłam ją
-Czy ty i tata.. Czy to wy jesteście na tych zdjęciach na których widać jak się całujecie?
---------
SPECJALNE PODZIĘKOWANIA DLA MOJEJ PRZYJACIÓŁKI WERONKI ZA NARYSOWANIE LII <3

Witam! Rozdział pisany dość długo z powodu braku weny i usunięcia większej części o Grecji. To tylko ja tak potrafię -.- No nic. Mam nadzieje że się Wam podoba. Zostało jeszcze z jakieś 2/3 rozdziały do końca II części.. Eh.. Jak ten czas szybko leci..
A no właśnie! Dopiero ostatnio uświadomiłam sobie że 1 lipca minął rok od pierwszego rozdziału! Ależ ten czas szybko leci! Jeszcze teraz pamiętam pierwszy zamysł na TEGO bloga.. Miał wyglądać zupełnie inaczej..Ehh.. Jeśli chcecie wiedzieć jak, piszcie!
alexglina@op.pl - Czekam na wasze maile!
See U
Alex xox

wtorek, 23 lipca 2013

Kilka zdjęć w międzyczasie..

Ponieważ ostatnio kompletnie zapomniałam o blogu, postanowiłam że zamiast tego pokaże wam kilka rzeczy..

 
A jak wygląda wasza ręka podczas 3 rocznicy? Przysyłajcie zdjęcia na alexglina@op.pl
A teraz kilka dodatków..
Ostatnio znalazłam sobie nowe hobby: malowanie paznokci
A oto i kilka moich projektów (nie są ideale ale aż takie złe też nie są.. Chyba?)




A teraz BSE..



Tylko trochę mi sie nudziło :P
 Czekam na wasze komentarze ;)
Do usłyszenia!
Alex XOX 





 

czwartek, 18 lipca 2013

Rodział 18 "Myślisz że gdybym chciała kogoś innego, w ogóle zawracałabym sobie tobą głowe?"

KOMENTUJCIE, KOMENTUJCIE! :)


W poprzednim rozdziale
  Wysunęlam sie zza drzewa i zaczęłam iść w kierunku domu. Tak, domu spod którego uciekłam. Miałam zamiar gdzieś po drodze szybko sie przebrać (ciuchy wrzuciłam do torebki) i zmienić swój wizarz. Na moje nieszczęście, płyty chodnikowe nie były zbyt równe i zsunęłam sie z jednej tak że upadłam.
-Ałć! - syknęłam i złapałam sie za kostkę. Tą która w starym życiu zawsze mnie bolała i tą którą miałam kiedyś złamaną.
  Siedziałam tak chwile mając wielką nadzieje że ból przejdzie ale niestety. Kiedy spróbowałam sie podnieść, nie dałam rady bo zwyczajne, lekkie dotknięcie palcem ziemi, bardzo bolało.
'Nie podniose sie za nic!' - pomyślałam i kiedy już miałam dzwonić po pomoc, usłyszałam czyjeś kroki
-Lia! - ten głos rozpoznałabym wszędzie -  Co sie stało?
  Odwróciłam sie i popatrzyłam na niego.
-Boże! Poczekaj. - krzyknął kiedy zauważył że sie ruszyłam - Nie uciekaj!
-Nie mam nawet jak - mruknęłam pod nosem
-Nie wierze - krzyknął kiedy znalazł sie przy mnie - Ty tu jesteś! Boże, tak tęskniłem!
  Posłałam mu delikatny uśmiech.
-Dlaczego uciekałaś?! I co sie stało? Wszystk w porządku? Może mam dzwonić na pogotowie?! Dlaczego nic nie mówisz?
-Bo nie dajesz mi dojść do słowa - zaśmiałam sie cicho
-Czekaj, zaraz ci pomogę 
  Złapał mnie za obie ręce i pociągnął do góry. Zachwiałam sie i syknęłam lekko z bólu.
-Bardzo boli? - spytał wyraźnie zaniepokojony
-No - mruknęłam
 -Poczekaj, może cie na ręce wezmę..?
-Nie, spokojnie - zaprotestowałam
-Chodź - powoli pociągnął mnie w kierunku ławki stojącej na chodniku
Złapałam sie jego ramienia i powoli, skacząc, zaczęłam dochodzić do ławki. On mocno mnie objął i trzumał w objęciach pilnyjąc bym nie upadła
-Może jednak cie wezmę? Do ławki jeszcze kawałek..
  Nic nie odpowiedziałam. Głupio mi było sie zgodzić chociaż muszę przyznać że to zdecydowanie ułatwiłoby moja obecną sytuacje.
  On jednak szybko odczytał moją intencje i podniósł mnie. Zaczął iść w kierunku ławki
-Tylko żebyś ty sie nie przewrócił. Bo oboje źle na tym wyjdziemy - zaśmiałam sie
-Nawet w takiej chwili nie przestaniesz żartować - szepnął a ja pomownie sie zaśmiałam
-A co innego mi zostało? - zapytałam
Chłopak pochylił sie by położyć mnie na ławce.
-No właśnie - zachichotał i usiadł obok
  Złapał delikatnie moje nogi i położył je sobie na udach. Zdjął moje koturny
-Która?
-Lewa 
Delikatnie jej dotknął
-Tu boli? - spytał łapiąc nad piętą
-Nie
-Tu - dotknął jej góry
-Trochę..
-A możesz ruszać palcami?
Spróbowałam.
-Jakoś moge ale boli..
-Czyli złamania nie ma na szczęście ale pewnie coś sie naderwało..
-A skąd wiesz? - zdziwiłam sie - Jesteś muzykiem, nie lekarzem
-Tak ale tyle razy już byłem z chłopcami w szpitalu że sie wielu rzeczy nauczyłem
  Zaśmiałam sie i popatrzyłam w te jego śliczne zielone oczy. 
-Powiedz coś.. Cokolwiek! - szepnął
-Co ma ci odpowiedzieć? - spytałam
-Niewiem.. Cokolwiek - odparł cicho
-To w takim razie może to - powiedziałam
Złapałam go za podbrudek i przysunęłam jego wargi do swoich. Kiedy tylko sie zetknęły, poczułam dziwne ciepło ogarniajace mnie całą. Przeniosłam swoje ręce na tył jego głowy, tym samym przyciskając go do siebie mocniej.  Czy umiem opisać ten pocałunek? Tak. Nie. Niewiem. To było tak niesamowite. Magiczne. Nie chciałam żeby to sie kiedykolwiek skończyło. 
'Lia! Co ty wyprawiasz?! Skończ to!' - wołała ta mądrzejsza część rozumu
'Nie wygłupiaj sie. To tylko pocałunek' - odparła ta druga część 
'Nie, to niepotrzebna nadzieja że..'
'Przestań! I tak nic już nie zrobię. Tak czy inaczej sie z nim całuje i tak czy inaczej będę mu musiała to wszystko wytłumaczyć więc teraz moge sobie pozwolić na przedłużenie tej chwili' 
  I przestałam już słuchać swoich myśli. Byliśmy tylko my. Sami. Nikogo więcej. Nikt nie mógł nam przeszkodzić. Nikt ani nic.
-Aj - pisnęłam czując jak trącił moją kostkę
-Wybacz - szepnął 
-Nieszkodzi - uśmiechnęłam sie i po raz kolejny go pocałowałam
  Byłam szczęśliwa. Po raz pierwszy od kilku tygodni, miałam wszystko gdzieś! Nie obchodziło mnie to co powiedzą chłopcy i dziewczyny gdy sie o tym dowiedzą. Nie obchodziła mnie Caroline która w jednej chwili mogłą zakończyć moją znajomość z Harrym.  Nie obchodziło mnie to że zaraz ta chwila sie skończy. Bo byłam z NIM. I to on dawał mi szczęście.
-Nie uciekniesz mi teraz? - spytał lekko przestraszony 
-W tym momencie nie mam nawet jak - szepnęłam i spojrzałam na swoją stopę - Jestem zdana na ciebie więc mam nadzieje że ty też mi nigdzie nie uciekniesz..
-Nigdy - szepnął mi do ucha
Siedzieliśmy chwile w ciszy. Żadne z nas sie nie odzywało. Po kilku minutach ON przemówił
-Chodź
-Gdzie?
-Zabiore cie do mnie, do domu. Zobaczymy co sie stało w tej nodze, a ty odpoczniesz..
  Byłam w szoku. Boże! Do czego ja doprowadziłam?! 
-Nie. - odpowiedziałam szybko
-Dlaczego? - zdziwił sie
-Nie moge.
-Ale czemu?
-Nie moge ci tego powiedzieć. Wybacz. - spuściłam wzrok na ziemie
-Ale w takim razie.. Przecież cie tu nie zostawie.
-Hmm.. No ale na taki sytuacje też mam patent - zaśmiałam sie cicho
-Chyba przypominam sobie jaki ale mam nadzieje że go jednak nie użyjesz i wrócisz ze mną - szepnął smutno
-Musze - zabrałam powoli nogę z jego kolan i powoli postawiłam ją na ziemi.
  Nie chciałam tego robić. Chciałam już zawsze być z Harrym. Nie musieć nic tłumaczyć, nie musieć uciekać. 
  Przesunęłam dłonią wzdłuż całej długości stopy. Ucisnęłam ją mocniej. Dam radę. Muszę iść. Muszę. Tak. To głos rozsądku!
-Musze iść - szepnęłam i wstałam - Pa - powiedziałam całując go w policzek na pożegnanie. Chociaż tyle moge zrobić.. Przecież możliwe że nigdy już nie będe miała takiej okazji..
  Zaczęłam iść powoli w stronę miasta. Nie. Oglądać jeszcze wrócić do domu. Gdybym teraz zaczła iść w tamtym kierunku, Harry mógłby zacząć coś podejrzewać.
  Kiedy przeszłam już kilkanaście metrów i dchodziłam już do miasta..
-Zaczekaj! -usłyszałam krzyk chłopaka dobiegający z tylu
-Proszę! Zaczekaj! - wysapał stając przedamną - Proszę.
-Spokojnie - szepnęłam łapiąc go za ramiona - Spokojnie..
  On złapał sie na kolana, próbując złapać oddech. Chwile tak stał aż w końcu wyprostował sie i powiedział
-Proszę. Jeden dzień. Przecież nic ci nie zaszkodzi. Proszę!
-Ale co? - zdziwiłam sie
-Spędzenia ze mną jeden dzień. Do wieczora. Proszę!
  Zdodzić sie czy nie.. Przecież jeśli mu odmowie, on obrazi sie na mnie i w dodatku nie będę miała szansy żeby mu to wszystko wyjaśnić.. A jeśli sie zgodzę moge mu sie wygadać przez przypadek ale przecież spędze z nim czas.. Może coś mu uświedomie..
-Dobrze - powiedziałam patrząc mu w oczy
  On uśmiechnął sie szeroko i wyciągnął ramiona w moją stronę po czym mocno mnie przytulił. No nie powiem, nie pachniał, tak jak zawsze, przyjemnie ale co sie dziwnić. Nabiegał sie za mną..
-Chodź - pociągnął mnie
-Gdzie?
-Gdziekolwiek. Jeśli będ z tobą, to miejsce sie nie liczy.
  Uśmiechnęłam sie. Przez całe życie szukałam takiego romantyka, a kiedy wreszcie go znalazłam, okazuje sie że nie moge z nim być. Co to za życie?!
-To idziemy - uśmiechnęłam sie 
  Szliśmy tak, ramię w ramię, po ulicy. Ludzie trochę dziwnie sie na nas patrzyli ale co mnie to?! Miałam właśnie szanse żeby pobyć trochę z nim. Żeby naprowadzić go na dobrą drogę do odnalezienia mnie. Żeby..
-Chodź - pociągnął mnie do parku
  Spracerowaliśmy tak z godzinę. Nie rozmawialiśmy zbyt wiele. Nie musieliśmy. W sumie, żadne z nas nie chciało przerywać tej chwili. Bo w sumie po co? Żeby zniszczyć tą chwile? Nie.. 
  Kiedy w końcu wyszliśmy z parku i weszliśmy do miasta, mężczyzna zaciągnął mnie na kolacje do restauracji. Tam trochę sie rozliźniliśmy i po złożeniu zamówienia, zaczęliśmy rozmowę.
-Więc.. Od dawna TU jesteś?
-Jakieś 3 miesiące.. - mruknęłam upijając łyk białego wina
-A na długo, hmm.. Tu zostaniesz?
-To zależy..
-Od czego? - spytał
-Od ciebie - mruknęłam cicho.
-Mnie?! - zdziwił sie
-Tak. Od ciebie. Od tego jak szybko odnajdziesz mnie w obecnym świecie.
-Jakto?
-Ja jestem tutaj Harry. Jestem wciąż obok ciebie a ty mnie nie widzisz
-Ale co to ma do..
-To że możemy być ze sobą tylko kiedy TY odnajdziemy mnie w Tym świecie pod zupełnie inną postacią
-Co ty mówisz?!
-Harry.. Ehh.. Dobrze, porozmawiamy na jakiś inny temat, co? - westchnęłam zmęczona
  Wiedziałam że ta rozmowa nie doprowadzi do niczego dobre a raczej mogła zepsuć ten wieczór. Postanowiłam więc że ten temat wyciągnę na sam koniec spotkania.
  2 godziny, spagetti i 2 lampki białego wina, poźniej wyszliśmy z restauracji i wróciliśmy spowrotem do parku. Jak sie okazało koncert trwał w najlepsze ale w trochę innych rytmach niż mogłoby sie wydawać. 
  Kiedy weszliśmy na teren w pobliżu sceny, pojawiła sie na niej nowa wokalista.
-To teraz zwolnimy trochę tępa - uśmiechnęła sie i usiadła na stołku przy mikrofonie z gitarą w ręku
  Zaczęła grać jaką cichą melodie przy której akompaniowały jej dziewczyny ze skrzypcami.
-Zatańczysz - spytał szeptem
  Odwróciłam sie do niego przodem i uśmiechnęłam. Zarzuciłam mu ręce na szyje, a on objął mnie w tali. Wtuliłam głowe w jego szyje. Zaczęliśmy sie powoli kołysać w rytm muzyki. To przyjemne ciepło w środku ogarnęło całe moje ciało. Przestałam myśleć racjonalnie. Znalazłam sie w zupełnie nowej sytuacji, w nowym miejscu. W końcu miała szanse pobyć z nim w spokoju, sam na sam..
Godzinę później
  Spojrzałam na zegar znajdujący sie przy scenie. Dochodziła już 12 w nocy. 
'Przecież Caroline go zabije. I mnie też! Zniknęliśmy na cały dzień, nic nikomu nie mówiąc..'
-Harry.. - wymruczałam mu do ucha
-Tak..? - spytał
-Musimy już wracać. Strasznie późno już jest..
  Chłopak odsunął mnie delikatnie od siebie.
-W takim razie chodź odprowadze cie - uśmiechnął się
-Lepiej nie. Pozwól że to ja cie odprowadze
-Ale tak nie wypada - zaśmiał sie
-Znowu kłucimy się o to samo?*- spytałam ze śmiechem
-Najwyraźniej - odparł i puścił mi oczko
-Chodź - pociągnęłam go w stronę domu
  Wyszliśmy z tłumu imprezowiczów i ruszyliśmy powoli. On objął mnie w pasie po czym ja zrobiłam to samo.
-Skąd wiesz gdzie mieszkam? - zdziwił sie w momencie kiedy pociągnęłam go w uliczkę na której znajdował sie jego dom
-A to już moja tajemnica - zaśmiałam się
  Kiedy doszliśmy do jego domu, a on miał już wejść do środka, chłopak zatrzymał mnie 
-Zobaczymy sie jeszcze? - spytał ze łzami w oczach
-Harry - westchnęłam biorąc go za rękę - Pamiętasz co ci mówiłam w restauracji? Wszystko zależy od ciebie. Wszystko zależy od tego jak szybko mnie odnajdziesz..
-Ale co jeśli nie odnajde co? Przecieź ty sobie znajdziesz kogoś innego, a ja..
-Hazz.. - uciszyłam go - Myślisz że gdybym chciała kogoś innego, w ogóle zawracałabym sobie tobą głowe? Myślisz ze dawałabym ci nadzieje ze wrócę?! Że pojawiałaby, sie tutaj teraz i mówiła to co mówie?!
-No.. Chyba nie..
-No właśnie! Więc teraz spójrz na mnie - złapałam go za podbródek i uniosłam tak by spojrzał mi w oczy - Kocham tylko ciebie ale nie moge zrobić nic więcej w tej sytuacji. Teraz czas na ciebie. Tylko ty możesz coś zrobić w tej sytuacji ale obiecuje ci że jeszcze kiedyś mnie zobaczysz i będziemy razem
-Obiecujesz? - spytał
-No przecież mówie że tak
  On uśmiechnął sie a już po chwili przywarł do mnie. Nie potrafiłam mu sie oprzeć. Tak strasznie na nim tęskniłam, tak bardzo chciała być z nim już zawsze..
-Kocham cie, wiesz? - spytał
-Wiem - odpowiedziałam - Ale teraz leć już do domu bo przypuszczam że pani Flack nie będzie zbyt zachwycona godziną twojego powrotu.
-Dobrze - szepnął, ostatni raz mnie pocałował i zniknął za drzwiami
  Rozejrzałam sie dookoła. Byłam taka szczęśliwa! Mogło sie wydawać że teraz wszystko będzie już dobrze i że moim jedynym problemem będzie bezszelestne wejście do domu i przemiana w tą nową mnie. Jednak był to dopiero początek wysokiej liczby probemów..
------
*Sytuacja z Rodziału 2, cz I kiedy to chłopcy chcieli odprowadzić dziewczyny do domów po koncercie a one wujaśniły że mieszkają jakieś 30km od Warszawy i że korzystniej będzie, dla obu stron jeśli to one odprowadzą ich
Dobra, wielce oczekiwany rozdział nadszedł ;) mam nadzieje że się wam podoba chociaż ja z góry stwierdzam że to porażka. Nie umiem sie niestety zgrać z Lią bo sama obecnie wkroczyłam w wir problemów i ,usze sie z nimi uporać.. Ale dobrze, liczę na komentarze! A i nwm czy większość z was widziała mój ostatni post więc dodam go teraz..

A teraz pytanie do Was! Czy widzicie coś podejrzanego na tym zdjęciu? (Spójrzcie na liczbę wyświetleń w danych krajach)

środa, 17 lipca 2013

W międzyczasie..

A w mędzyczasie zobaczcie co sie dziejew statystykach bloga.. Widzicie coś podejrzanego? :P

Wiem że nie powinnam ale to napisze..
HARRY TU BYŁ!
I JESZCZE TA MOJA BATERIA..

niedziela, 14 lipca 2013

Rozdział 17 "Ten głos rozpoznałabym wszędzie.." + NAGRODY


KOMENTUJCIE!!! :)

W poprzednim rozdziale
  Poszłam powoli na górę. Musiałam sie dość mocno trzymać barierki żeby nie zlecieć na dół. 12-centymetrowe szpilki i kilka drinków to nie jest raczej dobre połączenie.. Kiedy już obiema stopami stanęłam na podłodze, rozległ sie krzyk Harrego.
-Caroline!
Spojrzałam w dół i zobaczyłam jak Harry wychodzi ze swojego gabinetu
-Gdzie jest moja kanapa?! - krzyknął tak głośno że aż przestraszyłam sie czy nie obudził małej
-Jaka kanapa? - spytała udając wielce zdziwioną
-Moja. Kanapa. Z. Mojego. Gabinetu. Ta. Na. Której. Sypiam.
-Och.. Ta kanapa - zachichotała - oddałam ją do prania
-Ale pranie odbywa sie u klienta - powiedział dobitnie Hazz
-Ale panowie z pralni na wynos musieli ją zabrać - odparła
-Za ile ją oddadzą? - syknął Harry
-Za dzień.. Może dwa..
Usłyszałam tylko głośne kroki i cichy chichot. Szybko schowałam sie w 'swoim' pokoju i cicho zamknęłam za sobą drzwi. Odłożyłam torebkę na szafe i ruszyłam w kierunku łazienki.
  Weszłam do niej i szybko zdjęłam z siebie błękitną sukienkę. Odłożyłam ją na jeden z brzegów wanny i szybko weszłam pod prysznic. Włączyłam gorąca wodę i pozwoliłam żeby spływała powoli po moim ciele, zmywając tym samym resztki dnia dzisiejszego. Nie miałam siły stać tam zbyt długo, toteż wyszłam z kabiny i otuliłam sie beżowym ręcznikiem i podeszłam do lustra by zmyć makijaż.
  Kilka minut później, zdałam sobie sprawę że nie wzięłam piżamy z pokoju i będę musiała po nią pójść.
  Wyszłam z łazienki i otworzyłam drzwi. Na ten widok który tam zastałam, prawie zemdlałam
-Och.. Przepraszam - mruknął speszony Harry jednak ani na chwile nie przestał na mnie patrzeć
  Chłopak siedział na łóżku i przeglądał sobie coś na moim komputerze.
-Co robisz? - spytałam zdziwiona
-Bo.. Yyy.. Ten.. No.. - nie mógł sie wysłowić
-To ty pomyśl, a ja idę sie ubrać - ostatnie słowo zaakcentowałam dość głośno
  Wyciągnęłam spod poduszki moją piżame składającą sie z białych, krótkich spodenek i szarej bluzki z napisem 'Don't worry my friend'
  Poszłam do łazienki ukradkiem zerkając na Harrego patrzącego wciąż na mnie. Szybko sie przebrałam, umyłam zęby i rozczesałam włosy po czym wróciłam do sypialni.
-No to..? - spojrzałam na niego - Co TU robisz?
-No więc.. Carolineoddalamojąkanapedopralniijaniemamgdziespaćitaksobuepomyślałemżemożepozwoliszmitutaj.Obiecujeżebedegrzeczny..
-O nie kolego! - powiedziałam a on posmutniał - powiedz to jeszcze raz tak żebym zrozumiała 
-No dobrze.. - westchnął i powtórzył wolniej - Caroline oddala moją kanape do pralni i niemam gdzie spać i tak sobie pomyślałem że może pozwoliłabyś mi spać tutaj. Obiecuje że bede grzeczny i nie zrobię nic nieodpowiedniego czego ne będziesz sobie życzyła.
  Zastanowiłam sie. Pozwolić mu? W sumie to jego dom i tak wogule to już ze trzy razy spaliśmy ze sobą w łóżku więc chyba nie byłoby problemu
(Rozdział 3, 5, 22 cz.I)
-Bo mógłbym spać jeszcze w salonie ale ona na 8 zaprosiła jakieś koelżanki chyba na śniadanie czy coś i ja sam niewiem jak można o tej godzinie wstać żeby zjeść śniadanie ale nie mam zamiaru żeby jakieś obce baby mi pod gacie zaglądały - zaśmiałam sie a ona ze mną - i jeszcze moge spać na hamaku ale ostatnio widziałem go jakieś 2 lata temu i zanim go znajdę to to potrwa a u Darcy jest za małę łóżko a z Caroline nie mam zamiary spać więc jesteś moja jedyną nadzieją.. - mówił to dość szybko i bezsęsu ale na szczęście, udało mi sie go zrozumieć
-Dobra tylko sie uwierz w pełni bo nie chce żeby moja szefowa potem miała do mnie jakieś wąty
-Ale dziś nie ma pełni.. - mruknął a ja spojrzałam na niego z wyrzutem - Oj No żartuje tylko! Już idę sie umyć i ubrać - zmierzał w kierunku drzwi do łazienki. 
  Dopiero teraz zauważyłam ze trzymał w dłoni jakieś ubrania. Spryciarz! Wiedział że mu pozwolę!
-A i.. Dzięki - posłał mi uśmiech
-Proszę - odpowiedziałam mu tym samym 
  Kiedy zniknął za drzwiami, zamknęłam laptopa i odłożyłam go na podłogę. Zgasiłam szybko światło w pokoju i położyłam sie spać.
  Po kilku minutach, z łazienki wyszedł Harry. Podszedł do mnie i spytał cicho
-Śpisz?
  Nie miałam siły żeby odpowiedzieć. Byłam tak niesamowicie zmęczona. Po chwili jednak spytał jeszcze raz, tym razem głośniej
-Śpisz?
  Znowu nie odpowiedziałam. Udawałam ze spałam, a może naprawdę spałam.. Jednak on nie dał za wygraną i spytał po raz kolejny
-Śpisz?
Aż sie we mnie gotowalo żeby odpowiedzieć 'tak' i żeby w końcu dał mi święty spokój ale dobrze że tego nie zrobiłam bo to co stało sie chwile później, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. ON pocałował mnie! MNIE! Miałam ochotę zapytać 'poznałeś mnie?' ale na szczęscie nie zrobilam tego bo kiedy już miałam to zrobić on odezwał sie
-Jesteś do niej podobna ale i tak nie potrafiłbym z tobą być wiedząc że ona wróci - westchnął i położył sie po drugiej stronie łóżka
'Oj Harry.. Jesteś strasznie ślepy.. A przecież ja tu jestem..' - pomyślałam i zasnęłam

Kilka tygodni później
Park
-Lia! - usłyszałam krzyk Suzy 
  Odwróciłam sie w stronę dwóch dziewczyn stojących pod sceną z niebieskim dachem. Podbiegalam do nich
-Hej - uśmiechnęłam sie i przytuliłam sie do nich kolejno
- Miło mi cie widzieć - szepnęła Kate - Ostatnio nie miałyśmy szansy pogadać.. Tak sie do ciebie przyczepił..
-Oj cicho - zaśmiałam sie -Nie wszyscy muszą o tym wiedzieć
-Ooooo...- usłyszałam za sobą - Kogóż to widzą moje piękne oczy
  Odwróciłam sie i zobaczyłam tam Zayn z Perrie
-Czy ja wiem czy one takie piękne - zamruczałam i cmoknęłam go w policzek  po czym to samo uczyniłam z jego partnerką
-Ale ty.. Z dnia na dzień piękniejsza - zaśmiałam sie do blondynki tylko po to by wkurzyć Mulata
-Jesteś wredna! Nie lubie cie! - Zayn udał obrażonego a ja śmiałem sie cicho pod nosem
-I jeszcze sie śmieje! Foch forever na 5 minut!
  Ponownie sie zaśmiałam
-Ja niewiem jak ty z nim wytrzymujesz
-Sama nie moge tego zrozumieć. Straszny z niego złośnik..
-I ty tez?! Idę stąd - mruknął i z miną obrażonego pięciolatka, poszedł w kierunku sceny
-Leć za nim - zaśmiałam sie 
  Blondynka pobiegła za Zaynem. Przez chwile sie wykłucali a chwile potem wymieniali śliną
-Ble - jęknęłam
-Mówisz tak bo w dalszym ciągu..
-Nie. - mruknęłam wkurzona i odwróciłam sie do nich tyłem na znak że rozmowa skończona
-Wiesz.. Bo my z Paulą zaraz mamy występ i tak sobie pomyślałyśmy ze może byś z nami wystąpiła.. Tak jak za starych dobrych czasów
 Za starych dobrych czasów? Dobra
-Z wielką chęcią - odpowiedziałam z uśmiechem
-To chodź. Idziemy bo musimy sie przygotować - pociągneły mnie za kulisy
-Masz - podały mi ten strój
-Idź sie przebrać - wskazały na drzwi prowadzące do garderoby
  Posłusznie weszłam tam i przebrałam sie w strój. Coś jednak mi nie pasowało.. Tylko co? 
-Trzeba tu trochę poczarować - zaśmiałam sie i przystąpilam do dzieła

Kilka minut później
  Wyszlam z garderoby. Rozejrzałam sie i zauważyłam 'moich' stojących w rogu pomieszczenia. Z uśmiechem na twarzy podeszłam do nich
-Witam państwa 
  Oni zmierzyli mnie od stóp do głowy i po raz kolejny przeżyli szok
-Boże! - krzyknęła Kate 
-Też miło mi cie widzieć. Ile to już.. 5 lat? - zaśmiałam sie
  Wcale sie im nie dziwie. Trochę dawno mnie nie widzieli w tym ciele. Sama sie trochę siebie przestraszyłam jak zobaczyłam swoje odbicie w lustrze
-On cie zabije jak sie dowie - powiedziała Paula
-Oj już nie przesadzaj - mruknęłam 
-W co ty sobie z nim pogrywasz?! Znowu go zranisz! - krzyknęła a ja popatrzyłam na nią poważnie
-W nic sobie nie pogrywam. Wiem co robię.
-No najwyraźniej nie! Czemu do chol**y nie powiesz mu kim jesteś?! Wciągnęlaś nas do swojej gry, a my daliśmy sie nabrać. Myśleliśmy że mu powiesz! - darła się Paula
  Popatrzyłam na nią smutna.
-Gdybym mogła, już dawno bym mu powiedziała. Nie rozumiesz ze dla mnie też to jest trudne?!
-Nie! Nie rozumiem?! I dlaczego nie możesz?! Jesteś aniołem! Możesz wszystko!
  Spuściłam wzrok na swoje stopy. 
'Ona nic nie rozumie, oni też..'
-Dostałam ostatnią szanse - zaczęłam tłumaczyć - Wracam na Ziemie do was i do Harrego ale warunek jest tak że nie moge wam tego tak wprost powiedzieć, w sęsie że to ja. Nie pamiętacie? Dawałam wam podpowiedzi ale nie powiedziałam tego wprost
-Ta.. - mruknęla Kate - ale w pewnym sęsie nam pomogłaś bardziej niż Harremu
-A wiesz czemu? - spytałam - Bo wy mi uwierzyliście a on?! On czeka na swoją starą Lie, nie umie jej odnaleźć we mnie! Gdybym mu powiedziała 'To ja nią jestem' on przestałby mi ufać. A jego zaufanie, to jedyna rzecz która trzyma mnie jeszcze przy życiu - po moich policzkach spłynęlo kilka łez - Jeśli przestanie mi ufać, to będzie koniec mojego życia na Ziemi
-Lia - szepnęła Paula próbując złapać mnie za rękę
-Nie. Nie - powiedziałam i szybko wybiegłam zza kulisów. 
  Dopiero teraz dotarło do mnie że zawsze uciekłam od problemów. Czas stanąć z nimi twarzą w twarz. Muszę MU powiedzieć. Kocham go! 
  Moje nogi same zmierzały w stronę JEGO domu. Nawet nie zauważyłam jak znalazłam sie pod drzwiami. Już miałam wcisnąć dzwonek ale zdałam sobie sprawę z tego co robię
'Przecież jeśli on mnie zobaczy nie będzie umiał mnie odnaleźć w żadnej innej osobie.. A jeśli mu powiem kim jestem, będe musiała sie porzegnać z życiem.. Nie! To nie może sie tak skończyć!'
  Szybko zbiegłam po schodkach i wybiegłam na ulice. Zaczęłam powoli iść ale w tym momencie usłuszałam za sobą krzyk
-Lia?! Zaczekaj!
  To był ON. Obejrzałam sie szybko za siebie i zauważyłam że zaczął biec w moim kierunku. Natychmiast podjęłam próbę ucieczki. Niestety, ja jako osoba niezbyt myślaca, miałam na sobie całkiem wysokie kotórny które trochę przeszkadzały mi w bieganiu. 
  Najpierw biegłam po chodniku a potem skręciłam w jedną z uliczek. Biegłam nią i po kilku kolejnych metrach znów skręciłam. I znowu. Biegłam jak tylko umiałam najszybciej. Skryłam sie pomiędzy drzewami i oczekiwałam aż przyjdzie. Rzeczywiście. Na chwile stanął przedemną i zaczął sie rozglądać. Szybko ukryłam się cała za drzewem i oczekiwałam aż sobie pójdzie. Tak jak przypuszczałam. Pobiegł dalej. 
  Wysunęlam sie zza drzewa i zaczęłam iść w kierunku domu. Tak, domu spod którego uciekłam. Miałam zamiar gdzieś po drodze szybko sie przebrać (ciuchy wrzuciłam do torebki) i zmienić swój wizarz. Na moje nieszczęście, płyty chodnikowe nie były zbyt równe i zsunęłam sie z jednej tak że upadłam.
-Ałć! - syknęłam i złapałam sie za kostkę. Tą która w starym życiu zawsze mnie bolała i tą którą miałam kiedyś złamaną.
  Siedziałam tak chwile mając wielką nadzieje że ból przejdzie ale niestety. Kiedy spróbowałam sie podnieść, nie dałam rady bo zwyczajne, lekkie dotknięcie palcem ziemi, bardzo bolało.
'Nie podniose sie za nic!' - pomyślałam i kiedy już miałam dzwonić po pomoc, usłyszałam czyjeś kroki
-Lia! - ten głos rozpoznałabym wszędzie -  Co sie stało?
---------------
Tak.. Wredna jestem :P ale to tylko jedna z moich zalet :P powiem tak. W ciągu 2 dni dostałam 12 komentarzy! Jestem pod wrażeniem! A jeśli chodzi o kolejny rozdział to wszystko zależy od was! Im więcej komentarzy, tym szybciej pojawi sie nowy rozdział :) a ja zabieram sie już do pisania 18
Chcecie zwiastun?
No pewnie że chcecie!

"-Powiedz coś.. Cokolwiek!
-Co mam ci powiedzieć?
-Niewiem.. Cokolwiek
-To w takim razie może to
Złapałam go za podbrudek i przysunęłam do moich warg. Czy umiem opisać ten pocałunek? Tak. Nie. Niewiem. To było tak niesamowite. Magiczne. 
 Poczułam jak ON przysówa sie do mnie bliżej
-Aj - pisnęłam czując jak trącił moją kostkę
-Wybacz - szepnął 
-Nieszkodzi - uśmiechnęłam sie i po raz kolejny go pocałowałam"
(To tylko taki zarys. Będzie lepiej opisane :P i więcej)

Nagrody
Recenzja bloga Weronki
Blog opowiada o dziewczynie mieszkającej w Polsce. Ma dwie przyjaciółki: Zosie i Alex. Zośka jest jedną z uczennic liceum, a Alex piosenkarką mieszkającą w Londynie. Jej chłopakiem jest Harry Styles, jestem z członków brytyjsko-irlandzkiego boysbandu. Ale co sie stanie kiedy do gry wejdzie ojciec głównej bohaterki? Czy czyjeś życie będzie zagrożone? Co zrobi Wika? O tym możecie sie przekonać czytając 'Uratować One Direction'


 http://one--way--or--another.blogspot.com/ i http://one-direction-forever-love-story.blogspot.com/