niedziela, 24 lutego 2013

Rozdział 2 "Fajnie miałczysz"

"Harry"
-Proszę, rozgość sie - uśmiechnąłem sie w kierunku puchatego przyjaciela, stawiając go na podłodze.
   Mały zamiałczał z uznaniem i natychmiast pobiegł oglądać moje mieszkanie. No nie powiem, trochę sie zdziwiłem bo przecież normalnie taki maluch powinien być wystraszony, a on jak gdyby nigdy nic, poszedł na zwiedzanie. 
   "Dobra.. Trzeba mu coś dać jeść. W sumie to sam jestem głodny ale co ja mu mogę zrobić? Przecież sam sie ostatnio żywie zupkami chińskimi i innymi tego typu chemikaliami."
   Wchodzę do kuchni i zaczynam szukać czegokolwiek co mógłbym mu dać ale niestety nic takiego nie mogę znaleźć..
 
"Kot"
   Dobra. Całkiem fajne to mieszkanie. Na pierwszy ogień, idę do sypialni.
   Ściany tu są pomalowane na delikatny odcień wanilii który idealnie komonuje sie z orzechową wykładziną z małymi kropeczkami w kolorze ścian. Po prawej stronie od wejścia, znajdują sie drzwi z jakiejś jaśniejszej odmiany drewna, zapewne prowadzące do łazienki, do której zaraz spróbuje sie dostać. Obok tych drzwi, znajdują sie kolejne. Możliwe że prowadzą do garderoby gdyż widzę przez małą szparke że na podłodze leżą tam jakieś ubrania. Po środku pokoju, tuż obok całkiem sporego okna, stoi wysokie łóżko. Wyskakuje na nie. 
 "Całkiem wygodne. Jak sie uda to dziś będę tu spać."
  Po jego obydwu stronach, są szafki nocne jednak tyko jedna (ta dalej okna) jest zapełniona. Zapewne ten mężczyzna, nie ma nikogo kto spałby na drugiej połowie, co jeszcze bardziej ułatwia sprawę. Oprócz tych rzeczy, w sumie nie już niczego ciekawego, godnego opisania. 
  Zeskakuje z łóżka, mając nadzieje że jeszcze tu wrócę. Idę do garderoby. Ściany tutaj są pokryte na przemian ciemną zielenią i ostrym odcieniem czerwieni. Przy każdej ze ścian, są metalowe belki na których wiszą wieszaki z ubraniami. Każdą belke, oddziela ściana. Na pierwszej wiszą niezliczone ilości koszul. Jedne w kratkę, inne gładkie a jeszcze inne w jakieś dziwne wzorki. Na kolejnej znajdują sie bluzki najróżniejszego koloru i kroju. Na niektórych z nich są jakieś nadruki. Kolejny wieszak zajmują niezliczone pary dżinsów i rurek w różnych kolorach. 
"Temu gościowi to sie musi nudzić skoro tyle tego ma. Ale w takim razie pewnie będzie miał mnie z czego nakarmić no bo jak ktoś ma tyle rzeczy to chyba jest bogaty (jak to mówią te nieogarnięte duże istoty co to chodzą na dwóch nogach).
"Człowieki to dziwne istoty. Dadzą jeść, pogłaszczą i jeszcze się z tego cieszą"
   Patrzę na kilka półek na których stoją buty. Jedne czerwone z białą sznurówką a drugie też czerwone tylko z czarną sznurówką. O! I mają taki sam znaczek! Dobra już ich nie ruszam bo potem mnie wygoni, a on fajny jest. Nie bije, nie goni, nie rzuca kamieniami jak ci chłopcy z którymi mieszkam. A może już nie? Nie chce do nich wracać! Ja ich nie lubię. Oni mi sierść wyrywali i strasznie mnie bili! Ciekawe czy ten pan też bije..? Och nie! On jest taki dobry! Idę stąd. Chce jeść. Obejrze resztę później.
   Wychodzę z pomieszczenia i wracam do miejsca w którym byłam wcześniej. Jasne żółte ściany, biały sufit. Przy ciemnych drzwiach są takie śmieszne kołki na których wisi kurtka tego pana. Hmm.. Ciekawe jak sie nazywa.. Muszę sie spytać ale jak?! Przecież oni tacy głupi są! Sami fajnie mówią ale kotów to nie rozumieją! Ehh.. Dobra. Idę w stronę gdzie słyszę jakieś pobrzękiwania. Przechodzę przez salon.
  Jest on w jasnych kolorach. Ściany są w różnych kolorach. Jedna żółta, druga pomarańczowa, trzecia czerwona a czwarta jakaś taka dziwna. Taki ma kolor łososia. Nic dziwnego skoro na niej są drzwi do kuchni. Ale zanim pójdę zjeść to trzeba sobie to obejrzeć. Na żółtej ścianie wisi duuży telewizor. Przed nim stoi ta "łososiowa" kanapa a obok niej takie same fotele. Kolor trochę niedobrany do wnętrza ale co mi tam. Ważne żeby było ciepło i wygodnie. Wyskakuje na nią. Fajna. Leżą na niej poduszki w kolorach pozostałych ścian. Przed nią stoi stolik. Patrzę na sąsiednią ścianę (pomarańczową) na której jest okno i tam sie pewnie na balkon wychodzi. Idę dalej. Jest tam też część jadalna. Stoi tam stół i jest kilka krzeseł. Jak sie na nim usiądzie i sie patrzy na ścianę (czerwoną) to po prawo jest takie duże okno i przy nim taki duży parapet i na nim materac i koc no i poduszka, a po lewo to są drzwi i ta łososiowa ściana. Zeskakuje ze stołu i idę do kuchni. Tej fajny facio coś miesza w miseczce. 
  Kuchnia jest chyba najfajniejsza. Na przemian są tu czarne, czerwone i białe meble. Podłoga wyłożona białymi kafelkami. Ściany są również białe tak jak i sufit ale musze przyznać że cudnie to wygląda. 
   Podchodzę do mężczyzny którego tak pochłonęło mieszanie czegoś że nawet mnie nie zauważył. Widze jakieś stare, brą zowe pudło. Jest podobne do tego w którym mój stary pan przynosił puszki z takim śmierdzącym płynem. Wyskakuje na nie a potem na jakąś półeczke i jeszcze raz hop i już jestem na wyskości jego wzroku. Siadam przed nim i bacznie przyglądać sie temu co miesza. To chyba jakiś makaron z czerwonym sosem. Ta pani u której miaszkałam to nazywała takie coś spagetti bolonese ale to tak nie pachnie. Tamto pachniało fajniej.
-I jak sie podoba mieszkanie? - pyta patrząc na mnie
-Bardzo fajne - mówie, a on chichicze
-Fajnie miałczysz - uśmiecha sie
"A nie mówiłam! Ty do niego mówisz, a on ci odpowiada że fajnie miałczysz. Co za świat!"
-Wiesz.. Ja tak w sumie nie mam nic dobrego do jedzenia oprócz takiego makaronu z torebki.. Może ci posmakuje - wzdycha i podsuwa mi miseczke pod puszczek.
   Dobra. Dziwne to coś ale nie będę wybrzydzać. W sumie to powinnam się cieszyć że wogule dał mi coś do jedzenia.. To dobry człowiek. Czuje to. Nie będzie mnie bił ani krzyczał. On mnie potrzebuje a ja potrzebuje jego.
  Zaczęłam jeść to "coś" a on bacznie mi się przyglądał. W pewnej chwili lekko poirytowana podniosłam głowe i patrzyłam sie na niego. Patrzyłam i czekałam na jego reakcje. Zawsze w domu jak ja jadłam obiad to inni też jedli. Nie lubię jeść sama.
-No o co chodzi? - spytał ciepłym głosem
-Ty też masz jeść - prychnęłam, a on tylko zrobił minę w stylu "nie rozumiem o co ci chodzi". 
   Patrzyliśmy po sobie przez chwile. Miał napięty wyraz twarzy który stopniowo się rozluźniał. W końcu krzyknął:
-Ach! Mam zjeść z tobą?
-No oczywiście! - powiedziałam z wielkim entuzjazmem
Mężczyzna wyciągnął z szafki jakąś kolorową paczuszke i wsypał jej zawartość do miski która była troszkę większa od tej mojej. Następnie wziął takie białe coś i przechylił tak że zaczęło z niego wypłwać takie przeźroczyste coś. Wlał to coś do miski i zaczął mieszać.
-Chodź do stołu. Tam będzie wygodniej - mówi i bierze moją i swoją miskę po czym rusza w kierunku stołu.
   Zaskakuje na karton, a potem ziemie i biegne za nim. Stawia miski na stole, obok siebie. Patrzy na mnie z uśmiechem. Bierze mnie na ręce i stawia przed "moja miską". Po chwili jednak znika za drzwiami kuchni i wraca z takim czymś co moja stara właścicielka nazywała "widelec".
-Smacznego - uśmiecha sie i zaczyna jeść
   Dość szybko zjadam swój obiad. Nic dziwnego skoro nie jadłam od kilku dni. Kiedy kończę, patrzę na niego. Jest strasznie fajny. Chce u niego zostac!
-No dobra. To teraz trzeba będzie znaleźć ci coś na czym będziesz mogła spać. - wstaje od stołu i zanosi nasze miski do zlewu.
-No chodź - idzie w kierunku kanapy
-Nie. Tam spać nie będę - prycham i biegne w kierunku sypialni. Wyskakuje na łóżko i kłade sie.
-Tutaj chcesz spać? - pyta za śmiechem - No dobrze - podchodzi do łóżka i całuje mnie w łepek. - Ugh! Ale najpierw czeka cię kąpiel bo strasznie śmierdzisz
-Ja strasznie śmierdze?! A kiedy ty ostatnio siebie wąchałeś - prycham podczas kiedy on niesie mnie w kierunku łazienki.
  Jest ona w kolorach różowym i białym. Po lewej stronie są drzwi które prowadzą pewnie do tej samej garderoby w której byłam kilkanaście minut temu. Obok nich stoi toaleta. Przedemną stoi pralka i suszarka. Obok nich jest duża wanna i prysznic. Po mojej prawej stronie jest taka toaletka (no wiecie ze zlewem i różnymi rodzajami perfum itp.). Chłopak stawia mnie na tym czymś i krokiem zatyka dziórke. Zaczyna nalewać wody.
-Wiesz co? Ja nawet chyba mam taki fajny płyn dla kotów bo kiedyś jak była u mnie siostra ze swoimi kotami to zostawiła tylko gdzie on.. - zaczął szperać w różnych rzeczami w kuferku który wyjął z szuflady - JEST! - krzyknął a ja aż podskoczyłam
-Zobacz. On jest fajny i nawet fajnie pachnie - podtyka mi butelkę pod nos. W sumie nie pachnie tak źle co jednak nie zmienia faktu że nie lubię wody.
-No i teraz wskakuj do wody 
-A może ty sobie wskoczysz, co? - prycham 
-Nie marudz. No już. Hop do wody - uśmiecha sie i pcha mnie w stronę wody
-Nie! - krzycze ale on sobie nic z tego nie robi i już po chwili jestem cała mokra.
-No i zobacz. Nie jest aż tak źle. A teraz trochę tego płynu i jest dobrze.- mówi  ciepłym głosem który jest bardzo uspokajający - Wiesz co? Dopiero sobie uświadomiłem że ty nawet nie masz imienia chociaż pewnie masz ale raczej mi nie powiesz..
-Mam na imię Snowi (od aut. Nie wiem jak to sie pisze ale wyjawić się Snołi)
-Hmm.. Dam ci na imię.. Snowi! To imię pasuje i do dziewczyny i chłopca a narazie nawet nie wiem jaką masz płeć. Musimy sie jutro wybrać do weterynarza..
  "Co za głupek! Ja mu mówie że sie nazywam Snowii a ten sie zaciesza że takie fajne imię wymyślił. Świat schodzi na psy co mi sie nie podoba bo nie przepadam za psami."
-Mam nadzieje że ci sie podoba. Wiesz co? Myśle że narazie zostaniesz tutaj bo zanim znajdziemy twojego właściciela w całem Londynie to może minąć trochę czasu ale jeśli znajdę jakieś ogłoszenie w którym będzie że cię szukają to cię tam zawioze. O! A teraz jeszcze spłukujemy.. Ok. To wszystko, a teraz wyskakuj.
-Dwa razy powtarzać nie trzeba - mówie i pozwalam mu się wyjąć
-Grzeczny kotek. Ja też sie tylko umyje i idziemy spać ale najpierw to trzeba cię trochę wysuszyć 
   Przez kolejne kilka minut na przemian suszył mnie suszarką albo wycierał ręcznikiem. W końcu kiedy moje futerko było suche, odczepił się odemnie i zajął sie sobą. 
   Ściągnął z siebie spodnie i bluzkę. Wrzucił to do takiego koszyka i wszedł pod prysznic. Bacznie sie mu przyglądałam. Zauważyłam że miał takie dziwne długie coś. Moja pani tego nie miała.. Ciekawe czy ten pan takie coś miał? Kiedyś jak weszłam do sypialni mojej pani bo zostawiłam tam taką fajną grzechoczącą myszkę to pan leżał na niej. Ona strasznie krzyczała, a on tak sie na niej ruszał i wzdychał. A potem on mówiła "Ach, ach!" i jeszcze coś a on że musi jeszcze wytrzymać.. O nie! Przecież pani tego nie miała a pan to miała i on jej tym robił krzywdę! Czyli że to coś robi krzywdę! Och! Muszę uważać!
   Wyszedł spod prysznica i okręcił sie ręcznikiem przez co nie mogłam się temu bardziej przyjrzeć. Wytarł się dokładnie i odłożył go na kaloryfer. Umył jeszcze zęby i już szedł w stronę sypialni. Trochę mnie to zdziwiło bo mój pan zawsze był ubrany.
-No chodz. Idziemy spać przecież - uśmiechnął sie i ruszył w stronę sypialni. Poszłam za nim no bo co miałam zrobić? Spać w łazience?
   Po chwili oboje leżeliśmy w łóżku. On pod kołdrą, a ja na niej. On głaskał mnie po futerku, a ja pomrukiwałam z zadowoleniem. On wzdychał ciężko, a ja zastanawiałam się dlaczego. Długo to jednak nie trwało bo oboje szybko zasnęliśmy
----------------------------------------------------
Rozdział może nie jest jakiś bardzo długi ale przynajmniej jest. Wybaczcie że nie dodałam tydzień temu ale mam teraz spoko na głowie. Ledwie sie z tym wszystkim wyrabiam. Od razu uprzedzam że jeśli nie dodam za tydzień to sie nie zdziwcie bo jak narazie mam bardzo dużo problemów które jakieś 20min temu jeszcze bardziej się pogorszyły. Narazie proszę tylko o duużo komentarzy i cierpliwość
See U
Alex <3

wtorek, 5 lutego 2013

The Versalite Blogger

Zostałam nominowana przez http://nothing-but-lov.blogspot.com/
Każdy nominowany blogger powinien:
- podziękować nominującemu na jego blogu
- pokazać nagrodę Versatile Blogger u siebie
- ujawnić 7 faktów dotyczących samych siebie
- nominować 10 blogów
- poinformować o tym fakcie autorów nominowanych blogów
Nagroda:
Fakty:
1.Jestem strasznie leniwa i gdybym mogla, nie ruszałabym się z łóżka
2.Mam brzydki nawyk obgryzania skóry wokół paznokci
3.Jestem straszną marzycielką. Od rana aż do wieczora mysle nad blogiem albo wymyślam sobie historie któwa ma mi sie przydarzyć w przyszłości
4.Jestem w klasie dla wybitnie uzdolnionych ale nie jestem jakoś mega inteligentna i nie mam jakiejś super średniej
5.Mam 4 wspaniałe przyjaciolki i 1 która jest nowa w naszym gronie. Wszystkie kochamy 1D a ja i mamy plan żeby w przyszłości pójść do x-factora
6.Obecnie zakochana nie jestem bo 1D wyleczyli mnie z chorej miłości do oosoby która tego nie odwzajemnia
7.Jestem nieśmiała ale nie na tyle żeby nie zdobywać nowych przyjaciół


Nominacje: (kolejność jest przypadkowa)\
1.http://mystoryaboutonedirection-milly.blogspot.com/
2.http://jednanocwszystkozmienia.blogspot.com/
3.http://one-direction-one-new-person.blogspot.com/
4.http://uratowaconedirection.blogspot.com/
5.http://polandloves-onedirection.blogspot.com/
6.http://fifi1d.blogspot.com/
7.http://zycie-to-jeden-wielki-bol.blogspot.com/
8.http://one-direction-wonderful-story.blogspot.com/
9.http://meandmylifewithonedirection.blogspot.com/
10.http://directioner-dreams.blogspot.com/

niedziela, 3 lutego 2013

Rozdział 1 "Zgubiłeś sie maluchu?"



"Harry"
     Jest godzina 15.35. Za 3 godziny mam koncert, a chłopcy mają przyjechać za kilka minut. Ubarałem się i nawet uczesłem więc nie jest źle.. Gdymym jeszcze umył włosy to byłoby dobrze ale takto będę musiał wysłuchiwać narzekań tych babek od ciuchów i makijażu . Wiedzieliście że facetów też malują?! Najpierw nakładają jakiś dziwnie śmierdzący krem, a potem takim śmiesznym pędzelkiem nakładają puder żebyśmy się nie błyszczeli. Wrrr! Czy nasi fani wogule zdają sobie sprawę jak my się dla nich poświęcamy? Ale teraz przynajmniej doceniam to jak dziewczyna się umaluje. Zamiast tapeciary nazywam ją "Ładną ale trochę z przesadzonym makijażem, laską". Chociaż jeśli dziewczyna ta laską nie jest to poprostu jest dziewczyną.
     Głośny klakson wyrywa mnie z rozmyśleń. Podchodzę do okna i macham czwórce debili którzy siedzą z nosami przycieśniętymi do okien limuzyny (po tej akcji w Gdańsku jak jechaliśmy po koncercie i fanki nam wyleciała na ulice, Paul doszedł do wniosku że jesteśmy zbyt nieogarnięci żebyśmy sami jeździli na koncerty więc teraz mamy ochronę 24h\7 dni w tygodniu). Jeszcze raz słyszę klakson. Współczuje Louisowi (tzn. Przypuszczam że to on tak klaksoni) bo pewnie mu się dostanie od naszegie kierowcy którego szczerze mówiąc imienia nie pamiętam. Tak wiem! Powieście mnie że nie pamiętam jego imienia ale ja się cieszę że wogule pamiętam jak sam się nazywam, a o chłopakach to już nie wspomnę. 
   Podchodzę do drzwi, zakładam kurtkę gdyż jest trochę zimno (chociaż jeśli patrząc na 
to że jest już listopad to jak jest trochę zimno to jest dobrze. Najgorzej by było jakby spadł śnieg. Wtedy pewnie śpiewalibyśmy w grubych kurtkach i jeszcze czapkach a może i swetrach..)
      Dobra, wychodzę z mojego mieszkanka znajdującego się w centrum Londynu. Jednym z plusów jest genialny widok na London Eye z kuchni. Szkoda tylko że nie mam z kim go dzielić.. Ehh.. Życie jest do dupy. Fajnie by było skoczyć z okna. Już tak trochę nad tym myślałem ale nie mogę tego zrobić najbliższym. Moja mama by się załamała, siostra tym bardziej, One Direction by się rozpadło, chłopcy musieliby szukać nowej pracy, a VEVO starciłoby miliony bo przecież niedawno wyszła nasza płyta, a jakby nie było zespołu to by się nie sprzedała. Na dodatek mamy jeszcze podbić inne kontynenty więc moja śmierć nie byłaby nikomu na rękę, a już szczególnie JEJ. Myśle że jakby się dowiedziała że nie żyje to byłbym trupem po raz drugi.
-Dobry wieczór panie Styles - mówi ochroniaż stojący przy drzwiach wejściowych do mojego mieszkania
-Dobry wieczór - odpowiadam i nawet wysilam się na uśmiech, co bardzo go dziwi. No ale cuż.. Przecież przez ostatnie miesiące żyłem tylko po to żeby żyć.
-O której ma pan zamiar wrócić? - pyta zapewne szpiegując żeby donieść o wszystkim Paulowi
-Hmm.. Myśle że odrazu po koncercie. Nie mam dziś w planach żadnego klubu ani nic takiego więc jak chcesz to idź do domu.
-Bardzo Panu dziękuje ale ja muszę tu stać aż bezpiecznie nie wróci pan do domu.
    Jęknąłem. Ani cienia prywatności. Człowiek może zwariować! Tu ochroniaż, tam ochroniaż, ja się dziwie że nie wchodzą za nami do kibla żeby mieć pewność że nas nie wessie albo żeby nam wycierać tyłki chusteczkami chigienicznymi pod pretekstem że papier toaletowy nie jest dla ich odpowiadni albo w moim przypadku, że nie jest odpowiedni dla mojego tyłka.
-Jak tam chcesz. Ja ci daje wolną rękę.
   Zamykam drzwi, a klucz wkładam do kremowych rurek idealnie komonujących się z białą bluzką i czarną marynarką z której to butonierki wystaje jaskrawe czerwona chusteczka. Na szyi wisi kilka łańcuszków a m.im. ten który dostałem od Lii. To wszystko oczywiście ukryte jest za ciemnobrązową skurzaną kurtką z delikatnym białym futerkiem obszywającm brzegi kaptura i resztę kurtki od wewnętrznej strony.
     Słyszę kolejny klakson. Zbiegam po schodach bo nie chce mi sie czekać na windę, która zapewne jest zepsuta. Dochodzę do drzwi wyjściowych. Popycham je i już jestem na zewnątrz. Zimne powietrze (jest jeszcze zmniejszenie niż przypuszczałem) natychmiast mnie uderza. Nie zwracam na to uwagi i biegnie do samochodu. Szybko wślizguje się na czarne skurzane fotele i zamykam drzwi.
-Dłużej się nie dało?- pyta Liam kiedy samochód rusza
-Dało ale pomyślałem że po co macie tyle czekać? - uśmiecham się złośliwie
-Jesteś najbardziej wkurzającą mnie osobą na całym świecie - prycha Liam i wraca do swojego telefonu który w tym momencie wydał się mu niezwykle interesujący. Ehh.. Odkąd zerwał z Danielle, jest straszńie wkurzający tak z że nie da sie z nim wytrzymać.
   Między nami zapadła niezręczna cisza. Patrzymy się na siebie tępym wzrokiem. Spoglądam na Nailla. Uśmiecha się do mnie ciepło i wraca do konsumowania paczki chipsów. Moim kolejnym obiektem jest Zayn. On najwyraźniej gra w jakąś grę bo co chwila klnie pod nosem. Wzdycham ciężko, a jedyna osoba która zwraca na to uwagę to Lou. Przesiada się koło mnie. Wyciąga telefon z kieszeni i zaczyna tam coś pisać po czym podaje mi. A oto i nasza rozmowa



-Chłopaki! Co wy tam robicie?
-Nic, nic - odpowiada szybko Lou i chowając telefon, gramoli się do wyjścia
   Wzdycham ciężko i też przesuwam sie do drzwi. Wychodzę i ruszamy za chłopakami do drzwi areny O2. Pierwszy koncert od 4 miesięcy! Jestem strasznie podniecony! Aż mam gęsią skórke!
-Chłopcy! - krzyczy Paul 
-Tak wiemy że sie spóźniliśmy ale.. korki były.
-Dobra, nie ważne. Lou* już na was czeka.
   Skinęliśmy głowami i ruszyliśmy do naszej "garderoby". Tam w mgnieniu oka rzuciły sie na nas nasze stylistyki. Zaczęły oglądać w co jesteśmy ubrani i czy wypada nam tak wystąpić na koncercie. U mnie zaczączyło sie to powodzeniem więc podszedłem do tzw. toaletki przy której już czekała na nas Lou*. Na mój widok natychmiast sie uśmiechnęła i wskazała na stojący przed nią fotel. Usiadłem na nim, a ona natychmiast wzięła sie za moje włosy. 
-Harry.. Nie wiem czy wiesz ale na tym świecie istnieje coś takiego jak szapon do włosów i odżywaka.
-Wiem ale.. Zapomniałem kupić.. - dobre kłamstwo zawsze spoko
- Jak mogłeś zapomnieć kupić? No, a pozatym to jak sie ostatnio wiedzieliśmy to dostałeś odemnie butelkę szamponu. A chce ci przypomnieć że ostatnio wiedzieliśmy sie jakiś tydzień temu przed sesją do Vouge.
- No tak ale.. Już mi sie skończyła..
-Jak w tydzień mogła ci sie skończyć litrów butelka szamponu?
- No bo.. - już chciałem sie tłumaczyć ale mi przerwała
-Nie będę słuchać twoich wyjaśnień! Tak czy inaczej w tej branży włosy myć trzeba i koniec. - fuknęła i wskazuje na taki fotel co to po jego drugiej stronie jest taka umywalka. Z niechęcią podnosze sie i siadam na nim, a kobieta natychmiast bierze sie do pracy. 
   Po kilku minutach znów siedzę przy toaletce, a jakaś inna fryzjerka suszy mi włosy. 
-Dobrze, a teraz jeszcze będziecie mieli taką mini próbę bo jeszcze została godzina do koncertu więc, Harry, pozwolisz że..
  I nie dokończyła bo wyciągnęła wałki do włosów i zaczęła hmm.. Zakładać na nie moje włosy? A nie wiem! 
Kilka minut później
-Hahahahah Hazz ale sie odstawiłeś! To jakiś nowy trend? Fanki oszaleją na twój nowy styl! - zaczął drwić pan Paune
-Dzięki. Też cię lubię stary - odpowiadam z uśmiechem, a on robi minę w stylu "WTF" bo czym idzie do Paula żeby coś z nim obgadać.
-Dobra - mówie i zwracam sie do reszty chłopaków którzy z wielką pasją przeglądają coś w telefonie Zayna - czy wam sie nie wydaje że on sie strasznie nerwowy zrobił?
-Nie wydaje sie tylko tak jest. To przez to zerwanie z Danielle.. - odpowiada Naill po czym wraca do konsumowania czegoś hot dogo-podobnego.
-No właśnie. Czy wam nie działa na nerwy? - pytam i szukam w ich oczach czegoś podobnego do.. No sam nie wiem. Może szukam wsparcia? 
-Hazz.. Działa nam na nerwy ale oni są dorośli i chyba umieją sie pogodzić.. - Zayn próbuje załagodzić sprawę.
-No właśnie nie! - krzyknąłem tak głośno że kilku dźwiękowców sie na mnie spojrzało - Oni jak są daleko od siebie to wariują, a po rozstaniu to już wg. Przecież Liam to był ten grzeczny i pomocny, a teraz co? Zrobił sobie tatuaż, obciął włosy i ciągle na wszystkich warczy. A dodaje już ciszej 
-No dobra ale co my możemy? Przecież jesteśmy tylko piątką idiotów na wyspie..- Lou rozwala system cytując mnie
Zaczęliśmy sie śmiać.
-Możemy dużo. Słuchajcie przecież w tym roku spotkała nas największa przygoda w naszym życiu! Przywaliliśmy w jakieś nastolatki  które wybiegły nam na drogę, chcieli nas podać do sądu ale jakoś wybrnęliśmy z tej sytuacji, pojechaliśmy na wakacje gdzie odkryliśmy jeden z większych sekretów tego świata. Ludzie mamy moc! 
-Nie wiem czy powinienem ci przypominać ale..
-Tak, wiem że ONA nie żyje - prycham i staram sie ukryć smutek który powstał przez zestawienie słów "ona" i "nie żyje" - Ale przecież nad nami czuwa, tak?
-Wiesz.. Wydaje mi sie że gdyby tak było to już dawno by nam pomogła - mówi cicho Naill za co zostaje obdażony przezemnie morderczym wzrokiem
-Niekoniecznie.. - mówi Zayn - To nie jest takie proste jak by sie wydawało. Jej motto życiowe to "Nic nie dzieje sie bez przyczyny". Ja myśle że ona ma dla nas jakiś plan tylko nie wiem jaki..
-A nie możesz sie jej spytać?- pytam
-No właśnie nie. Wiem że ona gdzieś tu jest i że nas pilnuje ale nie mogę z nią pogadać
-No ale chyba macie możliwość pogadać telepatycznie? - tym razem pyta Naill
-No właśnie nie. Ona coś dla nas szykuje.. I musimy sie na to przygotować.. - powiedział, a mi aż ciarki przeszły po plecach.
-Co masz na myśli? - pytam trochę bojąc sie poznać odpowiedzi
-To musi być.. Coś dużego skoro jeszcze sie z nami nie kontaktuje
-A nie powinno być a odwrót? No bo skoro sie nie kontaktuje to musi to być coś niezbyt ważnego.
-Jej filozofia niestety działa inaczej. Harry? - patrzy na mnie wyczekująco - nie kontaktowała sie z tobą?
-Gdyby sie kontaktowała to chyba bym wam powiedział - warcze
-Może, a może i nie.. - mówi - tak czy inaczej musimy sie przygotować na to co dla nas zaplanowała, a że jestem bardzo inteligentny to..
-HEJ! - słyszymy krzyk i natychmiast sie odwracamy 
Wybałuszam oczy i patrzę na dwie dziewczyny zmierzające w naszą stronę. 
-Ja pierdole - mówi Lou kiedy stoją przy nas
-Też sie cieszymy że was widzimy - mówią i przytulają sie do każdego po kolei szepcząc każdemu coś na ucho.
-Jak tam sie trzymasz? - pyta Kate kiedy skończyła mnie ściskać
-Jak przeżuty i wypluty. - mówię cicho i ponownie wtulam sie w dziewczynę 
-Będzie dobrze. Dasz radę. Nam też nie jest łatwo. Przywiązałyśmy sie do niej przez te wszystkie lata - mówi, a pojedyncza łza spływa jej po policzku
Ocieram ją i wracam do ściskania jej
-A tak pozatym to ładna fryzura - mówi - Napewno by sie jej spodobała..
-Tak.. - mówię i nie wytrzymuje. Biegnie tylko do garderoby i skulam sie na kanapie. Zaczynam szlochać. Przez kilka tygodni, robiłem wszystko żeby nie płakać. Za bardzo za nią tęsknię! Chce żeby wróciła i powiedziała że to tylko głupi żart i że już zawsze będzie przy mnie. Gdybym dostał jeszcze jedną szanse. Gdybym mógł ją pocałować, powiedzieć jej jak bardzo ją kocham!
-Harry - słyszę JEJ głos - nie płacz. Nie cierpię twoich łez ale za to kocham uśmiech więc wracaj do reszty i postaraj sie żeby wszystko było jak dawniej.. Żebyście byli jednym zespołem a nie piątką kompletnie obcych sobie osób..
  Rozglądam się w poszukiwania chociażby jej cienia ale nic. Widzę tylko stojak z ubraniami i kosmetyki porozrzucane na toaletkach stojących pod ścianą. Przez chwile analizuje to co usłyszałem. 
                                 "Ma racje.. Tylko gdzie ona jest?"
   Otarłem łzy które robiły mokre smugi na moich policzkach. Wstałem z kanapy i spróbowałem podejść do drzwi. Niestety zakręciło mi sie w głowie i prawie bym upadł gdyby ktoś mnie nie złapał..

"Lia"

-Może byś tak trochę pomógł? - warknęłam do stojącego obok anioła który aż trząsł sie ze śmiechu - On wcale nie jest taki lekki!
-No już, już. - podchodzi do mnie i pomaga mi położyć Harrego na czerwonej, zamszowej kanapie.
-Biedaczek - mówi - najpierw stacił dziewczynę, a teraz ty chcesz mu jeszcze bardziej dopiec. Pff! Weź mu tego nie rób! Nie da sobie rady. - zaczął gestykulować skrzydło-rękami
-Ja w niego wierze. Jest mądry i sobie poradzi. - odpowiadam poważnym tonem i układam mojego ukochanego w wygodnej pozycji
-Ale według mnie jest jeszcze na to za młody..
-Za błędy sie płaci, tak? No właśnie, a on musi sie w końcu nauczyć że wszystko ma swoje konsekwencje
-No dobra ale daj mu jeszcze rok! No może dwa..
-Nie. Ma jeszcze 3 miesiące, a potem jeszcze kilka kolejnych. - spojrzałam na niego z miłością. - Moje biedactwo..
-Czy on jest twój to ja nie wiem. Przecież nie uzgodniliście czy jesteście razem.. - No jakże mogłoby być inaczej! Sekretarz musi ujawnić swoje mądrości które chowa w wielkiej księdze którą wszędzie ze sobą targa.
-Jeszcze jedno słowo, a cię wykastruje nożyczkami - posyłam mu złowrogie spojrzenie
-Nie wiem czy wiesz ale ja nie mam narządów - wyszczerzył sie 
-To cię wykastruje jak kiedyś Ziemie odwiedzisz! Niewiem ale sie zamknij.
-Wiesz co? Jesteś niemiła. Pobyt na ziemi ci nie służy - mruczy pod nosem
-Zamiast marudzić pomógłbyś mi z nim. Muszę go obudzić bo zaraz ma próbę do koncertu
-Ten gość będzie tak naładowany naszą mocą że jak stanie w ciemnym pokoju to światła nie będzie musiał włączać bo sam będzie sie świecił.
-Wow! Sam to wymyśliłeś? - pytam udając zdziwienie, a zarazem wzruszenie
-Wiesz co? Jesteś wredna. Ja sie dziwie jak on z tobą wytrzymuje. Mieć ciebie za anioła strórza to zło.
-Jestem jego aniołem strórzem tylko przez kilka dni więc siedź cicho
-Muszę pogadać z wiesz kim żeby cię wrócił na Ziemie bo nie nadajesz sie do anielskich chórów. A no i muszę pogadacz JEGO opiekunem o tym że zmieniłaś jego przeznaczenie.
-Oj daj sobie spokój i pomóż mi w końcu! 
   Anioł milknie i staje obok mnie. Kłade dłoń (chocaż możliwe że to skrzydło) na jego serce, a Sekretarz na głowę. Moc spłwa z nas na niego. Czuje że słabne. Próbuje wytrzymać ale nie daje rady. Zrywam tą więź.
-Mówiłem ci że jesteś jeszcze za słaba - wzdycha i kończy ocucanie go - Dobra, a teraz pomóż mu dojść do przyjaciół bo sam nie da rady.
-Dobra - odpowiadam i podchodzę do lokatego. 
   Wchodzę w jego ciało bo to jedyny sposób żeby szybko odzyskał siły. Jestem w jego mózgu. Dobra.. Tylko jak tu sie tym sie staruje?! 3 miesiące zdaleka od ludzkiego ciała robi swoje..
-Harry.. - mówię w myślach tak by usłyszał - Wstań
W tym momencie chłopak sie podrywa, a ja widzę których "przewodów" mózgowych używa. Zaczyna sie rozglądać dookoła, a ja sie śmieje

"Rozmowa prowadzona przez Harrego i Lie w myślach Harrego"

-Idioto! Jestem w tobie! - krzyknęłam, a on złapał sie za głowę. No dobra. Jednak trochę za głośno
-Cicho.. Już jest dobrze.. Przepraszam za ten krzyk
-Ale co ty we mnie robisz! Bo wiesz to tak dziwnie brzmi że we mnie jesteś..
-Tak jak mówiłam ksywka "Harry Wkurzjący Zboczeniec Styles" do ciebie pasuje
-Może i jesteś aniołem ale dalej jesteś pyskata tak jak przedtem
-Chcesz sie kłucić?
-Dobra.. Nie chce. Chce żebyś stanęła tu przedemną.
-Po co?
-Bo chce cię pocałować, a samego siebie to nie dam rady..
-Nie mogę. Jestem tu po to żeby ci pomóc bo nie dasz rady sam na występie.
-Dlaczego?
-Twój organizm jest strasznie słaby i nie da rady wytrzymać koncertu, a ja przynajmniej cię zastąpie jak zemdlejesz
-Ale jak zemdleje to ty nic nie zrobisz bo upadne..
-Nie bo ja będę trzymać twoje ciało tylko najpierw muszę sobie przypomnieć jak sie nim steruje.
-Jakto nie wiesz jak sie steruje ciałem!
-Normalnie. Jestem jak takie dziecko co chodzić nie umie więc trochę popatrze jak ty to robisz, a potem najwyżej ci pomogę.
-No dobra.
-Ktoś idzie! Jeśli będzie sie pytał czy miałeś ze mną jakiś kontakt to masz zaprzeczać
-Dlaczego?
-Bo.. Pózniej ci wyjaśnie, a teraz uśmiech i udawaj że jest ok a mnie tu nie ma
......
-Harry? Wszystko w porządku? - pyta Paula
-Tak tylko.. - Zaczyna sie jąkac więc staram sie naprawić sytuacje - Tylko chciałem tu na chwile przyjść bo przypomniałem sobie że mam napisać mamie na którym kanale będzie leciał koncert bo nie chce sie jej szukać
-Aha.. No bo Kate mówiła że zaczęła mówić o Lii i..
-Tak to też.. - odpowiadam i odwracam sie do niej tyłem - Strasznie za nią tęsknię - mówi ale tym razem to nie wychodzi z moich "ust" tylko jego 
-Wiemy że za nią tęsknisz ale też dalej nie wiemy co sie zdażyło między wami na plaży tamtego dnia
-Nie che o tym mówić. - mówię tym razem ja, a on karci mnie w myślach i każe mi sie zamknąć
-Wiem o tym ale musisz sobie dać czas. 
-I dałem ale trudno jest tak poprostu zapomnieć o kimś kto ciągle ci sie śni i kogo strasznie kochasz..
-Wiem o czym mówisz. Po powrocie z Łeby byłam tak przybita że zaniedbałam chłopaka i zanim sie obejrzałam, on był już z inną
-Nie był cię wart i tyle - uśmiecham sie i przytulam ją
-Dzięki. Wiesz jak poprawić humor - uśmiecha sie i ciągnie nas do drzwi
Po chwili znajdujemy sie przy scenie.
"Harry"
-Chłopcy! Idzcie na scenę zrobić próbę bo za godzinę zaczynają wpuszczć fanów. - krzyczy Paul i odchodzi żeby porozmawaić z resztą osób odpowiedzialnych za występ
  Idziemy do chłopców którzy gawędzą sobie z Kate. O dziwo Liam też tam jest i nawet normalnie z nią rozmawia! 
-Dobra. Idziemy na tą próbę? - pytam z uśmiechem
-Jasne. Ale wiesz.. Chcesz z tym czymś paradować? - pyta Zayn starając sie ukryć śmiech
-Na próbie czemu nie? Przecież i tak nikt mnie nie zobaczy..
-Dobra, jak tam chcesz - odpowiada i podaje mi mikrofon

10 minut póżniej

-Everyone else in that room cam see it.. Everyone else but you! - śpiewam i zaczynam refren podczas kiedyto chłopcy tarzają sie po podłodze ze śmiechu
-Z czego sie tak śmiejecie? - pyta ta mniej ogarnięta połowa czytaj: Lia
-Z ciebie! Hahahahah bo.. Hahah ty.. Masz Hahahah te walki na włosach! - mówią jeden przez drugiego ciągle sie śmiejąc 
-No wiecie co? foch! - tym razem to ja
-Nie! Tylko nie foch! - krzyczy Lou - Ty chcesz mnie zdradzić! My sie przecież tak kochamy
-Lou co ty odwalasz? - i znowu odpowiada ta mniej ogarnięta połowa
-No weź nie żartuj.. Dziś u mnie czy u ciebie - pyta i klepie mnie w tyłek
-LARRY IŚĆ REAL! - słychać krzyk Kate - Paula, weź to kręć!
-Lou i Hazz - mówi grzecznie Naill - czy możecie mnożyć swoją wielką miłość gdzieś indziej? My rozumiemy że sie kochacie i musicie co jakiś czas sie ze sobą wyruchać - śmiech - ale teraz jesteśmy na próbie i nie mamy czasu na amory
-To wy zaczeliście! Było śpiewać tak jak jest ustalone, a nie sie śmiać z moich loczków - prycham
-No bo one są takie śmieszne - mówi Zayn - lubię sie nimi bawić..
-ROBI SIE CORAZ CIEKAWIEJ! Mamy trójkącik! - śmieją sie dziewczyny 
 -No weźcie! Zayn jest całkiem sexy! Czego wy od niego chcecie - obok nas pojawia sie Liam
-I CZWURECZKA! NAILL! PODBIJASZ STAWKĘ?
-Nie. - odpowiada i podchodzi do Kate. Łapie ją za podbrudek i całuje na co my robimy głośne "Uuu!"
-Czy my czegoś nie wiemy? - pyta Liam kiedy zakochance sie od siebie oderwały
-Teraz nie. Jesteśmy razem od wakacji tzn. od wtedy jak wyjeżdzaliśmy z Łeby. - mówi wyszczerzony blondyn i ponownie całuje brunetke podczas kiedy  Paula firmuje to wszystko swoim telefonem.
-Jaka słodka z was para.. Ooo... Wzruszyłem sie - mówie i ocieram niewidzialną łezke
-No wiemy.. - mówią i sie przytulają - Ej! Czy to był sarkazm? - oczywiście pytanie to zadają naraz
-Ej! Czy to była telepatia? - papuguje ich na co chłopcy (i Paula) zaczynają sie śmiać 
-Jesteś niemiły! 
-Wiem! - odpowiadam z uśmiechem 

Rozmowa w myślach
-Wow. I ludzie mówią że to ja jestem wredna
-Oj przestań. Pożartować już sobie nie można?
-Można ale nie z nich. Ty wiesz ile oni sie zejść próbowali? 
-Tyle co my - mówie a ona milknie - jesteś?!
-Tak - odpowiada cicho
-Przepraszam.. Nie powinienem..
-Nie Hazz.. Masz racje.. Czego byśmy nie zrobili to i tak nie jesteśmy przecież razem, tak?
-Ale ja chce z tobą być! - krzyknąłem tak głośno że aż złapałem sie za głowę przez co chłopcy sie na mnie spojrzeli
...
-Hazz? Co sie dzieje? - pyta Paula kładąc mi dłoń z pomalowanymi na czerwono paznokciami, na ramieniu
-A nic.. Trochę mnie głowa boli i tyle. - odpowiadam cicho starając sie jednocześnie złapać z nią kontakt
-To może odpocznij bo nam jeszcze zemdlejesz na koncercie - uśmiecha sie Zayn
-A co z próbą? - pytam
-Ćwiczyliśmy to już tyle razy że napewno pójdzie dobrze. Nie martw sie - mówi Naill ciepłym głosem wciąż trzymając w objęciach swoją partnerkę
-No to wporządku - uśmiecham sie i idę za kulisy gdzie odkładam mikrofon i wracam do garderoby po czym kładkę sie na kanapę. Byłem tak zmęczony że zasnąłem w dość niewygodnej pozycji z walkami na głowie

2h później 
-Hazz! Za 20 minut wychodzimy na scenę! Trzymasz sie jakoś? - pyta troskliwie Paula kiedy Louisa zdejmuje mi te wstrętne wałki
-Tak. Dam radę - odpowiada ta druga połowa która chyba wyszła ze snu zimowego
-Napewno?
-Tak.. Tylko pójdę do łazienki - mówie tym razem ja i już chce wstać ale Lou mnie przytrzymuje 
-Czekaj! Co ty 3 minut nie wytrzymasz? Zaraz skończę ci to zdejmować i będziesz mógł sobie pójść
-Dobra
   No więc czekam te 3 minuty, a czas niesamowicie mi sie dłuży. Kiedy w końcu Louisa oznajmia mi że mogę iść, z uśmiechem sie podnosze, patrzę w lustro, odgarniam z czoła kilka loków i ruszam do łazienki znajdującej sie poza naszą garderobą gdyż ta która tu jest, jest popsuta bo jakaś wcześniejsza gwiazdka, która tu była, zatkała czymś sedes (podejrzewam że jakąś podpaską ale mogę sie mylić)
   Wchodzę do pomieszczenia i staje przed lustrem.

 Rozmowa w myślach..
- Lia..
-Co?
-Kocham cię - mówie na głos szeptem nawet jeśli nikt nie podsłuchuje
-Ja.. Ja tez cię kocham - mówi ale tym razem w myślach
-Strasznie za tobą tęsknię..
-Ja za tobą nie
-Co?
-No bo w sumie to w każdej wolnej sekundzie przychodze na Ziemie żeby cię obserwować 
-Dlaczego cię nie widzę?
-Bo nie możesz. Musiałabym użyć trochę mocy żebyś mnie widział, a to jest trudne..
-Proszę.. Chce cię chociaż raz zobaczyć.. Na chwile..
...
   Czuje ucisk w głowie, a potem pustkę. Tak jakby coś z niej uciekło.. Łapie sie za nią i zginam w pół. Wtedy, ktoś zapala światło.
"A wydawało mi sie że było już zapalone" myśle i podnosze głowę
    Przedemną stoi skrzydlata postać od której bije światło tak mocne, jakby z nieba spadło na ziemie tysiące gwiazd z których ktoś ją zbudował. Blond włosy opadają na jej śnieżnobiałe ramiona. Ma sukienkę której końca wskazać nie mogę. Jest ona jakby zrobiona z tysiąca maleńkich diamencików, przepasana białą wstążką która służy również za ramiączko. 
-Kim jesteś? - pytam cicho
-Nie poznajesz mnie? - pyta delikatnie przekręcając głowę, a ja tylko daje jej negatywny znak
-Nic dziwnego.. Ludzie nie umieją patrzeć sercem tylko oczami - śmieje sie 
Nie mogę oderwać od niej wzroku. Jest taka piękna! 
-To ja. Lia. -szepcze 
Otwieram szerzej oczy i przecieram je ze zdumienia. Wyciągam rękę i próbuje ją dotknąć ale to na nic.. Przechodzi przez nią. Postać delikatnie sie śmieje.
-Nie możesz mnie dotknąć? To normalne.
-Ale.. Ja chce cię dotknąć.. - szepcze
   Postać wyciąga w moim kierunku rękę. Przez chwile patrzę sie na nią, a potem powoli jej ją podaje. Czuje że ją dotykam ale nie jej skóry.. To z czego jest zbudowana chyba nie ma nazwy. Przyciągam ją do siebie i łapie za jej drugą dłoń. 
-Wyglądasz inaczej niż wtedy - szepcze kiedy nasze wargi są kilka milimetrów od siebie
-Bo każdy wygląda zupełnie inaczej w środku, a inaczej nazewnątrz. Ci którzy są dobrzy, dostają po śmierci urodę 
-Widzę że ty rozwaliłaś system - szepcze i muskam jej wargi przez co po moim ciele przechodzą miliony pajączków
-Możliwe.. Harry.. Mamy tylko kilka minut bo zaraz zaczyna sie koncert, a ja sie boje że ktoś tu wejdzie - mówi, a ja spoglądam w jej turkusowe oczy z których bije tak niesamowity blask że nie mogę w nie patrzeć bo tracę wzrok..
-Ne wejdzie - szepcze i podchodzę do drzwi. Zakluczam je i odwracam sie spowrotem. Na JEJ twarzy maluje sie uśmiech. Podchodzę do niej i ponownie staram sie złapać jej dłoń ale nie udaje mi sie
-Wybacz - szepcze - To trochę dziwne ale wy nie możecie nas dotykać
-Jakcy my? - pytam trochę skołowany
-Ludzie. Zawsze gdy ktoś nas widział, robił wszystko by nas dotknąć a wtedy uciekała z nas magia. Teraz tylko my możemy was dotykać przekazując wam w ten sposób odrobine naszej mocy i to dlatego mogłeś poczuć takie jakby kopnięcie tylko że od środka
-Nie czułem niczego takiego.. 
-To pewnie dlatego że sie przyzwyczaiłeś. Oddałam ci jej już trochę wcześniej kiedy próbowałam cię obudzić - uśmiecha sie 
   Nie mogę sie powstrzymać i ponownie muskam jej usta. Robię to jeszcze kilka razy aż wkońcu całuje je. Wtedy czuje jak po moim ciele przechodzą miliony woltów. Rozsadzają moje ciało od środka. Wiem skąd pochodzi ta siła ale nie chce sie od niej odłączyć. Jedną dłoń wplatam w jej włosy, a drugą opiewam na jej biodrze. Dziewczyna trwa w pocałunku ale nie pozwala mi go pogłębić. Nie chce jej puszczać. Chce już tak zostać do końca życia nawet jeśli to tak bardzo boli.
-Hazz! Skończyłeś?! - słyszne krzyk Zayna
   Odrywam sie od niej i cała magia, znika. Ona uśmiecha sie i tuż przy moich ustach szepcze "kocham cię" po czym znika.  
   Przez chwile stoję nieruchomo. Nie wiem co sie dzieje wokół mnie. Wiem tylko że ona wchodzi znów do mojej głowy i podchodzi do drzwi. Otwiera je i wpuszcza Mulata który z impetem wybiega do jednej z toalet. Idziemy pod scenę gdzie czeka reszta. Ona zaczyna z nimi rozmawiać, a ja próbuje otrząsnąć sie po tym co sie stało. 
"Ona mnie kocha!" - krzycze w duchu - "Całowałem sie z nią! Jestem taki szczęśliwy"
-Wchodzicie za 10.. 9.. 8.. - słyszę głos Paula biegającego w te i nazat. Nawet nie zauważyłem że mam w ręku mikrofon, a Zayn już wrócił z łazienki. Uśmiecham sie. Jestem gotowy!
-3.. 2.. - wbiegamy na scenę w chwili gdy na ekranie za nami pojawia sie napis "One Direction" i zaczynamy śpiewać Live While We Young
-Dziękuje - szepcze do niej w myślach ale już jej nie czuje. Nie ma jej tam..

2 i pół godziny później
-Było super! Ale nigdy jeszcze sie tak nie zmęczyłem.. - wzdycha Lou
-Hahahah No co ty nie powiesz? To nie ja sie uparłem żeby założyć kostium marchewki - śmieje sie Liam
-Natępnym razem przebiore sie za łyżke i wtedy będziesz sie mnie tak bardzo bał że popuścisz w gacie - śmieje sie pasiasty
-Wiesz co? Wredny jesteś.
-Ja?! A kto ostatnio na wszystkich o wszystko warczy?
Zapada cisza. Wszyscy patrzą po wszystkich. 
-Przepraszam - mówi cicho Liam - trochę mnie przytłoczyła ta sprawa z Danielle i że musiałem na kimś odreagować to padło na was.. 
-Liam ale o co tak wogule poszło? - pytam 
-O fanki. Strasznie hejtowały Danielle i.. Ja nie chciałem żeby musiała przez nie cierpieć.. - spuszcza głowe
-Tęsknisz za nią, co? - i kolejne pytanie z mojej strony
-Tak bardzo jak ty za NIĄ - wzdycha
-My wszyscy za nią tęsknimy.. - mówie 
-Oj tak. Nie ma już nikogo kto by nas zabierał na plaże na której latają takie samoloty z których wypadają prezerwatywy.. - śmieje sie Lou
-A ja jeszcze ją mam! - mówie 
-I jeszcze jej nie wykorzystałeś? - pyta Naill zajadając sie chipsami które nie wiem skąd ma
-Nie. To pamiątka. Oprawie ją sobie w ramię i powieszenie nad łóżkiem - wyszczerzyłem sie
-A potem zaprosili jakąś panienke, a ona patrzy i stwierdza że zwariowałeś
-Hahahah ja zwariowałem już w x-factorze jak was poznałem
-Och.. Stary poczciwy x-factor.. - wzdycha Zayn
-A tobie co? Na wspomnienia cię naszło? - pyta ze śmiechem Liam
-Trochę.. Pamiętacie te odpały?! I te balangi? To były czasy.. - wzdycha
-Panie Styles! Jesteśmy na miejscu! - krzyczy nasz kierowca
-To cześć - mówie i przesuwam sie do drzwi
-Hazz. Czekaj! - Zatrzymuje mnie Zayn - Jutro spotykamy sie z dziewczynami 
-Dobra. Będę - odpowiadam szybko i łapie za klamke
-Tyle że wiesz.. Nie mamy u kogo sie spotkać bo u mnie bajzer, u Nailla bajzer, u Liama tez coś a o Lou nie wspomnę - wzdycha
-No to przyjdzcie do mnie i po kłopocie. Myśle że wstaje przed 12 ale pewnien nie jestem.. Pa! - krzycze i wychodzę z samochodu
   Całkiem spory wiatr opiewa mnie ze wszystkich stron ale szybko pokonuje odległość dzielącą mnie od bloku. Wbiegam na klatkę i podchodzę do windy. Nie mam ochoty wchodzić na 10 piętro po schodach. Zejść tak, wejść nie.
   Przyciskam guziczek i czekam na nią ale wtedy słyszę miałczenie. Zza rogu wyłania sie biały kotek. Nachylam sie nad nim.
-Zgubiłeś sie maluchu?- pytam, a on odpowiada mi miałknięciem
-Hahahah - śmieje sie - chodź. - biorę go na ręce i wchodzę do windy. 
Malec mruczy cicho ale jednocześnie wtula sie we mnie. Uśmiecham sie.
-Dziś zostaniesz u mnie, co? A jutro poszukamy właściciela albo właścicielki. Nie uciekaj! Ja lubię koty i nic cię nie zrobię - mówie spokojnym głosem, a on sie uspokoja.
-Już dobrze..- Mówie i głaszcze go po łebku
---------------------------------------------------------
*Jakby ktoś niewiedział to Lou to fryzjerka chłopaków

   Kochani! Bardzo sie ciesz że w końcu skończyłam ten rozdział! Pisałam go od tygodnia i gdyby to zależało odemnie to już dawno bym go dodała ale niestety jestem na spółkę z tatą na ipadzie więc wybaczcie.. Kolejny postaram sie dodać jak najszybciej a narazie proszę o 5 komentarzy, ok? Idę na kolacje! Ciao!
Alex :*
Ps. Dziękuje za ponad 10 tys. wejść. Kocham was!!