środa, 18 grudnia 2013

INFO!

Hej miśki. Jak może zauważyliście nie dodałam nic od 2 tygodni. Jest to spowodowane
a) moją sklerozą
b) zbieraniem pomysłów na rozdział
c) częściowym brakiem neta
d) sporym natłokiem zadać w szkole
e) brakiem czasu
Podczas przerwy świątecznej postaram się co z sb wykrzesać i coś napisać tak żeby w nowym roku skończyć III a zacząć IV część. Prosze tylko, nie zapomnijcie o mnie! Bardzo was przepraszam!
Alex

sobota, 30 listopada 2013

Rozdział 12 'To się musi skończyć!'

W poprzednim rozdziale..
-Moja myszka kochana - szepnął przytulając mnie mocno, a następnie całując w popękane od mrozu, wargi.
  Kiedy jednak się tak całowaliśmy, drzwi nie spodziewanie się otworzyły i wyskoczyła przez nie..
-Tata! - wykrzyknęła mała brunetka wypadając jak torpeda z domu i przytulając się do lokatego.
-Darcy! Ale się za tobą stęskniłem! - szepnął przytulając jej małe ciało do swojego torsu.
-Lia! - powiedziała kiedy już skończyła się przytulać do ojca i tym razem rzuciła się na mnie.
-Ho ho! Uważaj po mnie przewrócisz! - zaśmiałam się i podniosłam ją do góry by ucałować jej delikatne czółko.
  W tym momencie wyszła Caroline ubrana w sukienkę, w której, powiedzmy sobie szczerze nie wyglądała już jak 20-latka. Raczej przypominała mi staruszkę z autobusu przebraną za prostytutkę, którą widziałam kilka tygodni temu kiedy wracałam z miasta. Nawet pachniała tak samo jak ona! To pewnie przez te kosmetyki.. Mają jakiś dziwny zapach ale każe kosmetyki z pchlego targu tak pachną..
-Miło mi was widzieć - burknęła oburzona
-Wychodzisz gdzieś? - spytał Harry bez ogródek, a w powietrzu czuć było że atmosfera gęstnieje.
-Tak. Ale najpierw.. Chce z wami pogadać.. - mruknęła i prawie wywracając się na 10-centymetrowych szpilkach (nie chce nic mówić ale wyglądała w nich jak słoń na trapezie) weszła do domu.
  Spojrzałam na mężczyznę porozumiewawczo. Wiedział na co się zanosi. Ona wiedziała..
-Skarbie, idź na górę. Tatuś zaraz przyjdzie i poczyta ci bajkę, dobrze?
-Dobze - odparła mała i pobiegła kołysząc się na swoich krótkich nóżkach na piętro
-Gotowa? - spytał
-Gotowa. - odparłam i weszłam w samo serce piekła które później się rozpętało..
---
-Wiesz na kogo ja wychodzę?! Moje przyjaciółki do mnie dzwonią i mówią mi że mój chłopak sypia z moją służącą! - krzyczała wściekła i czerwona na twarzy Caroline której makijaż powoli zaczął spływać razem ze stróżkami potu kiedy zdała sobie sprawę że jej argumenty są dość marne
-Po pierwsze! - wydarł się Harry wstając i rzucając brunetce wściekłe spojrzenie - Nie jestem twoim chłopakiem tylko ojcem naszego dziecka którego na nieszczęście jesteś matką i mieszkasz tu tylko dlatego żeby nie było że dziecko nie ma matki. A po drugie - walnął pięścią w stół tak że podskoczyłam - ONA nie jest służącą! Dotarło?! A i po trzecie! MY. ZE. SOBĄ. NIE. SYPIAMY!!!
-Nie mam ochoty się w to zagłębiać. Musze iść. - stwierdziła nagle i stała jak gdyby nigdy nic. Wyszła kołyszą biodrami zapewne starając się pokazać co Harry stracił. Dużo to tego nie było..
  Usłyszałam trzask (jak to zawsze po kłótni między nimi). Spojrzałam na mężczyznę. Schował twarz w dłoniach lecz po chwili spojrzał na mnie przenikliwie.
-Co? - spytałam
-Chodź co mnie  - szepnął cicho
  Zrobiłam to o co poprosił. Usiadłam mu na kolanach a on wtulił twarz w moją szyje. Pocałował mnie.
-Kocham cię  - szepnął cicho a mnie zrobiło się naprawdę ciepło ma sercu.

Kilka dni później..
  Wyszłam z pokoju Małej. Nareszcie usnęła.. Po 2 godzinach czytania bajek wśród krzyków dochodzących z dołu. Ustały dopiero jakieś 20 minut temu kiedy to Caroline wyszła głośno trzaskając drzwiami. Dopiero to pozwoliło Darcy spokojnie zasnąć. Bardzo się tym przejmuje. Co się dziwić.. Jest jak każde dziecko. Kiedy moi rodzice się kłócili też to przeżywałam. Muszę pogadać z Harrym. Tak dłużej być nie może. Od czasu powrotu ciągle się kłócą. Nawet nie wiem o co dokładnie. Oni sami też nie wiedzą! A my z Małą cierpimy!
  Powoli zeszłam po schodkach rozcierając zaspane oczy. Mocno złapałam się barierki kiedy zeskakiwałam z dwóch ostatnich stopni. Były tam odłamki szkła. Mimo że miałam na sobie kapcie, nie chciałam tam stanąć. Ciekawe co tym razem. Wyglądało na kieliszek. Ale skąd u licha się tu wziął kieliszek?! Ostatnio wszystkie pochowałam bojąc się że właśnie coś takiego się stanie. No i kto to będzie musiał sprzątać? Ja! Coraz mniej mi się tu podoba. Zostałam ze względu na Harrego i Darcy. To Caroline sprawiała najwięcej problemów! Wybacz mi Stwórco ale taka jest prawda!
  Kiedy już stałam na ziemi, poczułam niesamowity ból w dolnej części stopy. Zawyłam z bólu i przykucnęłam, kuląc się przy tym. Miałam tego dość!
 -Lia? - spytał Harry wchodząc do pomieszczenia
  Aż się przewrócił gdy mnie zobaczył.
-Boże! Co się stało? - spytał podbiegając do mnie
-Boga mi tu nie wzywaj. To nie od rozbił kieliszek! - warknęłam wściekle prostując się z grymasem na twarzy
-Och.. Kieliszek.. No tak.. - powiedział zakłopotany
-Nie denerwuj mnie! Pomóż mi dojść do łazienki! - mruknęłam i powoli zaczęłam się posuwać w kierunku właściwych drzwi.
  On jednak wziął mnie na ręce i przeniósł w upragnione miejsce. usadził mnie na siedzeniu przed lustrem (na którym jak podejrzewam siadała Caroline żeby przy pudrować nosek). Zdjęłam skarpetkę. Kapcia zgubiłam podczas skoku, jak się domyślam. Moim oczom ukazała się rana.
  Harry wydał z siebie jakiś dziwny odgłos. No jasne! Dla niego to obrzydliwe a ja tu cierpię! Ależ on męski..
-Nie jęcz! To nie ty masz szkło w nodze!
-Dzwonić po pogotowie?
-Zwariowałeś! To nic takiego.
-Nic takiego? Masz szkło w nodze jakbyś zapomniała!
 -Daj mi tylko coś do wyjęcia tego. - mruknęłam
-No jasne!
  Wyszedł coś tam jeszcze sobie mrucząc pod nosem. Po chwili wrócił niosąc kilka przedmiotów. Nie wiedziałam czy pomogą jednak postanowiłam spróbować.
  Po pół godzinie szarpaniny i bólu, wszystkie skrawki szkła były wyjęte z mojej stopy i zabandażowane, a reszta odłamków kieliszka była sprzątnięta ze schodów. Nie mogłam na nią jednak stanąć. Kiedy próbowałam wstać, wszedł Harry.
-Wszystko posprzątane ale trzeba będzie jeszcze przez kilka dni chodzić w kapciach, na wszelki wypadek. Małej może się to nie spodobać..
-Yhm.. - mruknęłam stając i myjąc sprzęt
-Przeprasza. To moja wina.. - szepnął tuż przy moim uchu
-Yhm.. - mruknęłam po raz kolejny tym razem jednak trochę w inny sposób
-Naprawie to.
-Harry. - odwróciłam się w jego stronę i siadając na płycie z marmuru by odciążyć nogę. -To się musi skończyć! Nic tylko te ciągłe awantury! Już nie chodzi o mnie ale o Darcy. A co gdyby to ona tam stanęła?
  Spuścił głowę.
-Ona będzie później to wspominać. I co powie? Że zamiast mieć królewskie życie, pełne zabawek, marzeń, wyobraźni, powie że cały czas rodzice się kłócili. Chyba żadne z nas tego nie chce.
-No masz racje.. Ale co ja mam zrobić? - spytał unosząc głowę
-To jest już twoja sprawa. Ja wiem że ty wiesz. - szepnęłam całując go delikatnie. Raz. Drugi. Trzeci. Spojrzałam mu w oczy.
-Kiedy w końcu mnie pocałujesz?
-Uwielbiam to jak nie możesz się doczekać. - zaśmiałam się i złączyłam nasze wargi w długim pocałunku.
-Wiem co muszę zrobić. - szepnął cicho - A zacznę od naszego wspólnego wyjazdu do Holmes Chapel, do mojej mamy - dokończył i ponownie mnie pocałował.
  Tym razem jednak w mojej głowie zaświeciła się czerwona lampka zwiastująca nieszczęście.
---
Napisałam! Jej!!! Jestem MEGA szczęśliwa. Dziś cały dzień czytałam. A co? Książkę którą kiedyś (chyba w 3 klasie podst.) już czytałam. Wtedy niezbyt wszystko rozumiałam, a dziś rozumiałam wszystko doskonale! Nazywa się "Princetta i Kapitan". O czym jest ?To już musicie się sami przekonać ale gwarantuje że jest 100 razy ciekawsza od "Krzyżaków". Moja wersja ma ok. 340str i przeczytałam ją (prawie) całą w jeden dzień. Ewidentnie jestem w szoku. Dziś idę czytać kolejną książkę! Tylko coś zjem :P
Do usłyszenia
Alex
Ps. Czekam na maile! :P alexglina@op.pl bądź wiadomości wysyłane na czacie bądz formularza kontaktowego

niedziela, 24 listopada 2013

Rozdział

  Nie dodałam dziś rozdziału ale za to na operacja-1d.blogspot.com pojawił się nowy post. Zapraszam do komentowania! To dla mnie ważne! ;) A tu mam już kawałek rozdziału i postaram się go napisać jak najszybciej!
Alex

piątek, 22 listopada 2013

MEGA WAŻNE! SKOMENTUJ KONIECZNIE!

Zauważyłam coraz mniejszą liczbę czytających osób. wiem że blog się skiepścił. Nwm co mam z tym zrobić.. Pytanie czy chcecie go dalej czytać.. Mam 2-3 osób które wiem że czytają i czytać będą + komentują. A reszta? Kiedyś tygodniowo było 1000 odsłon. Teraz to ledwie 500.. Napiszcie co się Wam podoba w tym blogu, co nie. napiszcie czy chcecie go dalej czytać. To jest mi potrzebne. inaczej go zawieszę a uwierzcie mi że blog jest dla mnie MEGA ważny. Dlatego też ta informacja jest MEGA WAŻNA.
Licze na odpowiedzi w komentarzach lub na mailu - alexglina@op.pl;ub maile wysyłane z formularza kontaktowego. Tak czy inaczej do usłyszenia./
Alex

sobota, 16 listopada 2013

Rozdział 11 'Ja też bym się nie obraził gdybym miał takie widoki.'

KOMENTUJCIE! ;)

  Dojechaliśmy. Muszę przyznać że stęskniłam się za Londynem. Za tymi ciągłymi deszczami, za ludzimi. W sumie to tęskniłam nawet za Caroline. Najbardziej jednak brakowało mi Darcy. Tego małego, słodkiego aniołka będącego dzieckiem (i zarazem oczkiem w głowie) mojego ukochanego. Mała też mnie lubiła więc nie byłoby w sumie problemów w bycia razem z nim jednak, jak już wspomniałam, jest Caroline, a ona baardzo lubi uprzykrzać wszystkim życie. W szczególności Harremu. Całowicie zrujnowała mu już życie towarzyskie. Akurat w tym, doszła do perfekcji i gdzie tylko się pojawia, ludzie wiedzą że muszą uciekać. Słyszałam nawet że jej własna matka do której pojechała na święta, nie chciała jej przedstawić koleżankom w klubie brydżowym. Eh.. Co poradzić jeśli jest się jedną z najbardziej znienawidzonych osób w Londynie, jeśli nie na świecie?
  Obecnie znajdowałam się w taksówce wiozącej mnie i Harrego do jego domu. W tle grała muzyka jednak pozna nią i jeszcze odgłosami wydawanymi przez samochody, nie było słychać niczego innego. Chyba to nawet dobrze. Gdybyśmy zaczęli rozmawiać, z pewnością ponownie byśmy się pokłócili.
-Ile jeszcze będziemy jechali? - spytał lekko poirytowany mężczyzna siedzący obok który najwyraźniej nie mógł już znieść tej napiętej atmosfery w pojeździe.
-Jakieś 15 minut - odparł nerwowo kierowca
-Nie można szybciej?
-Korki są. Nie da się. - mruknął i kompletnie przestał go słuchać
  Brunet zaczął marudzić że on normalnie jedzie 5 minut i że go to nie obchodzi że są korki i że chce być szybciej w domu.
-Tak ci się śpieszy do Caroline? - syknęłam cicho
  Natychmiast się uciszył i jak dziecko zganione za nie posprzątanie zabawek, skulił się na swoim miejscu.
  Kiedy wreszcie dojechaliśmy, lokaty wręcz wyskoczył z niej jak oparzony i zaczął wyciągać walizki z bagażnika.
-Ile się należy? - spytałam zdając sobie sprawę że raczej nie ureguluje rachunku
-20£ - odparł wpatrując się w moje piersi
  'Obleśny' - pomyślałam jednak żeby wkurzyć bardziej Harrego, obciągnęła niżej bluzkę by mężczyzna mógł zobaczyć więcej w czasie kiedy to będę szukać portfela.
-Koleś, ona jest moja - warknął wściekła lokaty (którego loki nagle oklapły) obejmując mnie ramieniem
-Proszę - powiedziałam podając mu banknot 
-Dziękuje - mruknął z wyraźnie popsutym już humorem i odjechał z piskiem opon
-Robisz to specjalnie - szepnął patrząc w miejsce w którego jeszcze chwile temu wgapiał się taksówkarz
-Skądrze! Jak mogłeś tak pomyśleć? - spytałam udając że ewidentne nie chciałam by tak było
-A Anioły nie mogą kłamać - mruknął pod nosem
-Bo nie mogą - odparłam ciągnąć za sobą walizkę 
-A jednak skłamałaś.. 
-Tylko chciałam cię wkurzyć.
-Udało się. Miałem mu ochotę wydrapać oczy.
-Nieładnie - zaśmiałam się stając przed drzwiami i szukając kluczy
-Ale wiesz.. Ja też bym się nie obraził gdybym miał takie widoki.
  Podniosłam zniesmaczona na niego wzrok. To było naprawdę dziecinnie.
-Serio? - spytałam wkurzona
-Wybacz. Nie chciałem - westchnął opierając się o kolumnę na garnku.
-A jednak to powiedziałeś.
-Ale mi przykro! Lia, przepraszam! Nie umiem bez ciebie żyć. Kocham cię! - Ukląkł na jednym ze schodków prowadzących do wejścia (dodam jeszcze że jest zima i leżał na nim śnieg) - Obiecuje że już nie będę robił takich rzeczy! Będę o ciebie dbał! Wybacz mi - zakończył szepcząc
-Wstawaj, nie wygłupiaj się!
-Nie wygłupiam się! Wybacz mi! Proszę!
-Dobrze, wybaczę ale jeszcze chcę dokończyć tą rozmowę. Wstawaj!
-Moja myszka kochana - szepnął przytulając mnie mocno, a następnie całując w popękane od mrozu, wargi.
  Kiedy jednak się tak całowaliśmy, drzwi nie spodziewanie się otworzyły i wyskoczyła przez nie..
---
Witam ;) rozdział pisany ok. 24 w nocy tydzień temu (złapała mnie wtedy wena) jednak liczę iż się Wam podoba. Kolejny pewnie za tydzień. 
W sumie nie mam żadnych więcej informacji jednak w dalszym ciągu czekam na maile od Was które możecie wysyłać z formularza kontaktowego po prawej stronie pod czatem ;)
Życzę miłego dnia i do usłyszenia!
Alex

niedziela, 10 listopada 2013

Rozdział 10 'Do miłości są jeszcze potrzebne czyny, a nie same słowa'

W poprzednim rozdziale..

-Harry.. - powtórzułam po raz trzeci starając się przywołać nas oboje do porządku.
  Ale on znów nie zwrócił na to uwagi. Szybkim ruchem rozpiął tył mojej sukienki i zsunął do okolic bioder pozostawiając mnie w samym staniku.
-Harry, ja nie moge! - wykrzyknęłam czując że jeśli zaraz czegoś nie zrobię, uczynie coś czego Archaniołowie raczej mi nie wybaczą.
-Cz.. czemu? - spytał lekko skołowany patrząc na mnie w osłupieniu
-Harry.. - jęknęłam - I tak już jestem na czarnej liście przez samo powiedzenie ci kim jestem. Jeśli teraz ponownie podpadne Aniołom, to może to być ewidentny koniec wszystkiego! Zrozum mnie. 
-Staram się.. - wyszeptał
-Odpowiedz mi na jedno pytanie. Czy ty mnie naprawdę kochasz czy tylko chcesz się ze mną przespać?
-Lia..
-Nie! Odpowiedz! Bo jak na razie to wcale nie wygląda jakbyś był zakochany tylko jakbyś chciał mnie przelecieć i żeby każde z nas poszło w inną stronę. Ja cię kocham, bardzo i wiem że mogę zrobić wszystko z tej miłości. Mogłabym się z tobą teraz przespać gdybyś mnie o to poprosił, a potem setki lat to odpokutowywać ale chce znać odpowiedz!
-Ja, ja cię przecież kocham - bąknął wpatrójąc się w swoje uda
-To powiedz mi to prosto w oczy. Spójrz na mnie! - krzyknęłam łapiąc jego podbródek i trzymając na wysokości swojego
-Ał.. - jęknął zamykając oczy - One są straszne jasne! To boli. - potarł powieki, a ja wstałam.
  To ewidentne było żałosne!
-Chce się związać z kimś kto jest na to gotowy, a TY zachowujesz się jak niedojrzały gówniaż! - wykrzyknęłam ze złością waląc pięścią w ścianę. - Chce wiedzieć że mnie kochasz, czuć to!
-Przecież ja cię kocham!
-To zacznij mi to pokazywać swoimi czynami bo to są tylko puste słowa! - krzyczałam patrząc na niego jak siedzi w bezruchu na łóżku - Pogadamy jak będziesz na to gotowy. Dobranoc. - zakończyłam i wyszłam z pokoju trzaskając drzwiami

  3 dni później..
  Od sylwestra nię do NIEGO nie odzywam. Tylko wtedy kiedy muszę. A i on nie wykazuje chęci do rozmowy. Ale co mam zrobić? Ja i tak już się postrałam, a on w dalszym ciągu zachowuje się jak dzieciak! Ja wiem że nie jestem taka święta jak inne aniołki i nie mam zamiaru go przepraszać. Nie moja wina że jest niewyżyty seksualnie. Proszę bardzo, droga wolna. Narazie się rozstaliśmy (chyba) więc niech idzie do jakiegoś klubu i wyrucha kogo chce. Narazie mam GO gdzieś! 

  Kolejny dzień później..
  Siedzimy właśnie w samolocie. Na moje szczęście się spóźniliśmy więc nie było już miejsc obok siebie. Ja siedzie w 8 rzędzie, a on z jakieś 10 za mną. I bardzo dobrze! Mogę sobie spokojnie pomyśleć. A o czym? No np. o szopce jaką odstawił kiedy kiedy wyszłam z łazienki na lotnisku jako szczupła blondyna z wielkimi cyckami.
-Co ty wyprawiasz? - syknął w momencie kiedy usiadłam na krześle obok niego w celu poczekania na samolot.
-Siedzę. Nie wolno mi? - spytałam z udawanym przejęciem
-Widzę ale nie tą osobę którą bym chciał.
-Słuchaj, w Anglii jestem znana jako ta oto osoba. A skoro lecimy do Anglii to sądzę że to ciało jest odpowiednie.
-Wole to drugie - mruknął 
-Cóż, akurat w tej kwestii nie masz nic do powiedzenia.
-Nic? Zawsze mogę cię zwolnić.- wysyczał, a mnie normalnie zatkało
-Tak? Dobrze. W takim razie czemu tego nie zrobisz?
-Bo cię kocham! - wykrzyknął trochę za głośno bo kilka osób się na nas spojrzało i zaczęło przysłuchiwać naszej rozmowie.
-Ciszej.. 
-Po co? Mam być cicho i kryć się z tym że cię kocham?! - ponownie krzyknął
-Wiesz co? Do miłości są jeszcze potrzebne czyny, a nie same słowa. Nie mam ochoty tego słuchać - wyszeptałam z zaciśniętymi zębami i wstałam by usiąść gdzieś indziej.
  On jednak zareagował dość szybko. Złapał mnie mocno, i natychmiastowo przycisnął moje wargi do swoich. Kolana mi się ugięły więc usiadłam u niego.
  Usłyszałam brawa. Biło je kilka osób z grupki stojącej nieopodal. Po chwili zaraziła się nimi więcej osób i tym sposobem dookoła nas zebrała się całkiem spora liczba gapiów. Wtuliłam głowę w jego szyję.
-Jak tylko znajdę dogodną okazję to przysięgam że cię zabiję!
-Myślę że Caroline zrobi to pierwsza.. - zaśmiał się cicho
  Nie zdążyłam jednak odpowiedzieć bo zostaliśmy wezwani do odprawy. A potem nas rozrzucili po samolocie. Czy jestem zła na niego? Tak! Ale jednak nie mogę się przestać uśmiechać..
---
  A jednak się udało! Wybaczcie że dodaje tak rzadko ale mam trochę spraw na głowie.. I wiem że jest do d*py za przeproszeniem ale nic sensowniejszego nie przyszło mi do głowy..

CZYTASZ = KOMENTUJESZ!

  Jeśli chcecie ze mną pogadać to zapraszam na czat czy też do formularza kontaktowego pod nim ;)
Alex

niedziela, 3 listopada 2013

Rozdział 9 'Szczęśliwego nowego roku, kochanie!'

Z góry przepraszam za te skoki w czasie ;) 

Kilka dni później..

  Wjechałam samochodem na rondo i przekręciłam kluczyki w stacyjce. Wyciągnęłam go i wysiadłam z auta zabierając po drodze kilka toreb z zakupami zrobionymi kilka minut wcześniej. Szampan, makaron, pomidory, ser.. Czy o czymś zapomniałam? Miejmy nadzieję, że nie bo sklepy zaraz zamkną więc nie będe miała możliwości ich kupienia.
  Dziś był Sylwester. Spędzałam go w Polsce, razem z Harrym. Muszę przyznać że nie sądziałam że tak się sprawy potoczą. Między nami było coraz lepiej. Większość rzeczy już sobie wyjaśniliśmy co bardzo mnie cieszyło. Może w końcu będzie dobrze.. Ale jest jeszcze Caroline. I to waśnie ona jest największym problemem. Harry twierdzi że coś z tym zrobi ale ja raczej nie sądzę. Do końca życie będzie nam siedziałam na głowie.
-Jestem! - wykrzyknęłam starannie zamykając za sobą drzwi
  Moja mama, która zazwyczaj nie lubi nigdzie wychodzić, sylwestra zamierza spędzić u swoich znajomych. Obecnie była u fryzjera i się szykowała. Ja natomiast miałam zamiar tylko się ubrać w jakąś połuskującą sukienkę, podkręcić włosy i wypić szampana. Byłam tu tylko z Harrym. Dla jednego faceta nie warto się tak pindrzyć.
-O super! - powiedział z uśmiechem podnosząc się z kanapy.
-Bierz te zakupy, a ja pójdę się wyszykować.
-Już? Nie pogotujesz ze mną? - zasmucił się
-Pogotuje, pogotujes ale najpierw się ubiore - mruknęłam i całując go przelotnie, poszłam się ubrać.

7 godzin później.. 
Staliśmy na balkonie wpartując sie na błyskające dookoła fajerwerki. Wyglądało to bajecznie. Te piękne, mieniące się wszystkimi kolorami tęczy światełka, rozbłyskiwały dookoła nas spadając powoli w dół. Była w niebie.. Gdyby nie ten hałas to muszę przyzanć że byłoby już do końca cudownie.



-Szczęśliwego nowego roku, kochanie - szepnął Harry całując mnie po szyi - Mam nadzieje że to będzie jeden w wielu które spędzamy razem - dokończył przyciągając mnie do siebie i gorliwie całując. 
-Nawzajem. - szepnęłam cicho i powróciłam do pocałunków.
  Zarzuciłam mu ręce na szyje i pozwoliłam by złapał mnie w pasie. Jednak trochę za późno zorientowałam się że niesie mnie do pokoju. Szybkim ruchem zamknął drzwi na balkon i położył mnie na łóżku.
-Harry.. - zaczęłam
  On jednak nie pozwolił mi dokończyć. Całował mnie niesamowicie dobrze i przez to ta rozsądna część umysłu nie mogła się ogarnąć i go odepchnąć. Jeśli mam być szczera to wiedziałam co zaraz nastąpi i gdyby nie to że i tak już podpadłam Archaniołom, sądzę że bym się mu poddała. Ale nie teraz.. Boże, jeśli mnie słyszysz, nie każ mnie! Sam postaw się na moim miejscu! W momencie takiego uniesienia, jak mam zachować sprawny rozum? 
  Chłopak odczepił się odemnie. To była moja szansa. 
-Harry.. - szepnęłam
  Jednak już po chwili miałam znów mętlik w głowie bo jego usta przywarły o mojej szyi. Następnie zsunęły się niżej i złapały za ramiączko od stanika i sukienki. Delikatnie, zaczął je zciągać ze mnie. 
-Harry.. - powtórzułam po raz trzeci starając się przywołać nas oboje do porządku.
  Ale on znów nie zwrócił na to uwagi. Szybkim ruchem rozpiął tył mojej sukienki i zsunął do okolic bioder pozostawiając mnie w samym staniku.
-Harry, ja.. 
---
Wiem że jest krótki i pewnie jesteście wściekli że kończę w takim momencie (też jestem na sobie zła ale zaraz muszę iść do kościoła) więc przepraszam. Nwm kiedy kolejny ale chyba powróciła mi chęć do pisania :D tak więc do usłyszenia i
a) piszcie komentarze
b) piszcie do mnie maile jeśli chcecie ;) (formularz kontaktowy znajduje się pod czatem)
Alex
---
A to jedno z moich najnowszych zdjęć ;)


sobota, 26 października 2013

Przepraszam..

  Wybaczcie mi ale w tym tygodniu rozdziału nie będzie.. Ostatnio mam strasznie dużo spraw na głowie i boje się że jak tak dalej pójdzie to będe musiała zawiesić bloga.. Przepraszam.
Alex

niedziela, 20 października 2013

Rozdział 8 'Zrobisz mi jutro śniadanie?'

W poprzednim rozdziale..
-No bo wczoraj powiedziałaś coś w stylu że kiedyś byłaś.. No ten.. Moim kotem, Snowii. Czy mi się to przesłyszało..?
-Nie - wyszczerzyłam się, a on pobladł.
-Czekaj, czyli że ty byłaś moim kotem?! - wykrzyknął podnosząc się do pionu czym zmusił mnie bym się podniosła.
-Tak.. I?
-Słodki Jezu.. - wyszeptał - Przecież ja spałem przy tobie nago! 
  Zachichotałam.
-I..?
-I to znaczy że widziałaś mnie nago! - wykrzyknął 
-No i co w związku z tym? - spytałam wciąż nie rozumiejąc w jakim kierunku zmierza ta rozmowa
-I to że ty mnie widziałaś, a ja ciebie nie! - jęknął 
  No tak.. O co innego mogło chodzić..? Lia, inteligencie, rozmawiawiasz przecież z Harrym! 
-Harry.. - jęknęłam i zaczęłam się śmieć - Ty serio jesteś nienormalny! 
-Wiem - zamruczał przysówając sie do mnie - Co nie zmiena tego że to jest nie fair w stosunku do mnie - szepnął całując mnie wokoło szyi - I zgodnie z tym powinniśmy wyrównać rachunki.
-Harry - jęknęłam ponownie, odsówając go od siebie - Przestań. Nie teraz. Jeszcze nie teraz!
-Ehh.. - westchnął kładąc głowe na poduszkę - No jasne.
-Oj no przestań! 
-Tak, tak. Dobra nieważne. Nie było tematu. - prychnął i udał że całkowicie pochłonął go film.
  
Wieczorem
-Dalej sie na mnie boczysz? - spytałam wchodząc do pokoju już przebrana w różową piżamkę z wielkim, białym królikiem na jej przodzie.
  Mężczyzna siedział na łóżku i czytał jakąś książkę. W momencie kiedy to powiedziałam podniósł na mnie wzrok i po chwili milczenia powiedział, dość spokojnym głosem:
-Nie - odparł i wrócił do czytania
-Czyli jednak.. - mruknęłam pod nosem i podeszłam do niego, siadając przy nim na materacu - Oj kotek, przestań, jesteś zły o taką głupotę?
-Nie. Nie dlatego jestem zły - mruknął nie odwracając wzroku od książki
-Więc o co ci chodzi? - spytałam wyrywając mu rzecz z dłoni czym zmusiła, go do popatrzenia na mnie.
-Jestem na ciebie zły bo ciągle wodzisz mnie za nos!
-O czym ty mówisz? - zdziwiłam sie 
-Jestem ci potrzebny tylko wtedy kiedy chcesz,a kiedy nie chcesz to mam sobie iść! To nie jest miłe wiesz?! Kocham cię strasznie i to bardzo boli, wiesz? 
-Harry, przecież ja cie kocham..
-Tak i co z tego? - przerwał mi - Traktujesz mnie jak swojego pieska!
-To nie prawda!
- Prawda! To nie jest miłe.. 
  Pokręciłam tylko głową. Nie miałam siły z nim dyskutować. Byłam poprostu zmęczona. Nic tylko się dziś kłócimy. Miałam dość!
  Obeszłam więc łóżko dookloła, wzięłam poduszkę i koc po czym ruszyłam w stronę drzwi.
-Gdzie idziesz? - spytał zdziwiony
-Na kanapę. Nie chcesz mnie tu i drążysz wciąż ten sam temat który już przerobiliśmy dziś ze 2 razy. Nie chce go powtarzać po raz kolejny bo i tak czuje że usłysze o nim nie raz. Dobranoc. - mruknęłam rozwściczona i już miałam wyjść kiedy coś (co jak się okazało było ręką Harrego) złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie z niesamowitą prędkością. Wylądowaliśy i łóżku, a dokładniej ja u niego na kolanach.
  Zanim zdążyłam się zorientować, chłopak przewrócił mnie na plecy (sam zajmując miejsce nademną) i zaczął całować. I to jak.. Już wiele razy pokazywał mi swoją miłość (właściwie to się starał) ale te pocałunki były tak niesamowite. Przepełnione namiętnością. Doprowadzały mnie wręcz do szału. To on doprowadzał mnie do szału. W dobrym sęsie, oczywiście.
-Nigdzie. Nie. Idziesz. - zaakcentował dokładnie każde słowo odrywając się na chwilkę od moich warg - Zostaniesz tutaj i będziesz tu spać. Ze mną. 
-A nie będziesz już zły? - spytałam głaszcząc go po policzku
-Nie. - odparł twardo
-I przestaniesz mi wypominać tamto zniknięcie? 
-Tak - dodał już trochę wolniej
-I zrobisz mi jutro śniadanie? - zaśmiałam sie cicho
-Yhm - uśmiechnął się i nie pozwalając mi dalej kontynuować mojej wypowiedzi, wrócił do dość dokładnego poznawania mojej jamy ustnej

Rano
  Stałam właśnie na środku ronda z wielką łopatą, którą to odśnieżałam świeżo spadnięty śnieg. Byłam jeszcze przed śniadaniem (bo mój kochany chłopak postanowił jeszcze pospać) więc burczało mi trochę w brzuchu. Nie miałam jednak zamiaru iść się czymś posilić bo mogło mi to wyjść na dobre i mogłam zrzucić pare kalorii. Ale innym problemem było zimno panujące dookoła, jako że brunetka-Lia nie dała rady wcisnąć się w kurtkę Lii-blondynki, musiałam ubrać sie w jesienną kurtkę, niezbyt zapopiegającą przenikaniu zimna. Miałam jednak nadzieję że od ruchu się rozgrzeje.
-Lia! - usłyszałam krzyk od strony domu 
  Obróciłam się i spojrzałam na bruneta zmierzającego w moją stronę.
-Tak? - spytałam odrywając wzrok od kupki śniegu z którą właśnie walczyłam.
-Co ty wyprawiasz?! Zimno jak diabli, a ty w tej kurteczce? - wykrzyknął wyraźnie rozzłoszczony
-Mam bluzę pod spodem..- mruknęłam cicho z góry wiedząc że to nic nie da
-Zdajmij ją i załuż moją - nakazał okrywając mnie dokładnie
-Dziękuje - szepnęłam przytulając się do niego kiedy już byłam ciepło ubrana. -A teraz ty idź do domu bo się przeziębisz!
-Już. Przyjdź zaraz na śniadanie!
-Jasne - szepnęłam całując go mocno w usta po czym wróciłam do odśnieżania.
---
Witam ;) czy mam dziś cos ważnego do powiedzenia? Tak!

KOMENTUJCIE!!!

I to w sumie tyle :P kolejny rozdział za tydzień a tymczasem źegnam (No chyba że ktoś z Was chce ze mną popisać prywatnie to zapraszam na czat albo do formulaża kontaktowego pod czatem.
Pozdrawiam
Alex xox

---
Ostatnio wróciłam do przerabiania zdjęć. Oto kilka z nich:





sobota, 12 października 2013

Rozdział 7 'Czekaj, czyli że to ty byłaś moim kotem?!'

  PROSZĘ, KOMENTUJCIE! ;)

  2 godziny, po 4 zjedzone kanapki i jakieś tysiące łez potem, siedzieliśmy przed telewizorem oglądając jakiś film którego treść niezbyt mnie interesowała. Przypuszczam że mężczyznę obok mnie też nie ale tak czy inaczej nie mieliśmy znów tak dużo do roboty. No bo co? Znów mieliśmy stać i ryczeć w kuchni podczas kiedy paliły się nam kanapki? No chyba nie..
  W sumie to o wiele bardziej podobało mi się to siedzenie w ciszy i słuchanie o problemie jakiejść babki, którym było to że jej synek nie chce jeść obiadów i nie sprząta zabawek w swoim pokoju.. Serio? Czy ludzie poupadali aż tak nisko i koniecznie muszą z takimi idiotycznymi problemami chodzić do telewizji?! Jeśli to są ich najpoważniejszych problemy (tak, owszem, tak się wyrazili) to apokalipsa nadejdzie dość szybko kiedy Stwórca zrozumie że ludzie to nic nie kapujące małpy potrafiące przez cały dzień tylko narzekać na wszystko i wszystkich. Tak.. Zapowiada się coraz lepiej.. Skoro tak jest teraz to za 50 lat kiedy naukowcy wynajdą roboty będziemy tylko siedzieć na wózkach inwalidzkich i opychać się łakociami bo do niczego innego nie będziemy się nadawać! Zupełnie tak jak w filmie 'Wally'..
  Ale tak czy inaczej to było lepsze niż myślenie o tym co może się zdarzyć kiedy Anioły dowiedzą się o.. No sami wiecie czym.. Jak o tym myśle to mi się zbiera na płacz..  Dokładnie tak jak i te dwie godziny wcześniej.
  -Lia.. - usłyszałam cichy szept Harrego kiedy wylewałam łzy w jego ramię, a woda z moich włosów spływała po naszych ciałach.
-Tak? - zachlipałam.
-A co jeśli jednak nas nie rozdzialą? Czy wtedy ze mną zostaniesz? 
-No oczywiście że tak! - powiedziałam mocniej go ściskając.
-Ale.. No.. Kim wtedy będziesz? - zapytał.
-Nie rozumiem pytania.. - zawachałam się czując że jego wyjaśnienie niezbyt mi się spodoba.
-No bo.. Teraz jesteś kimś innym niż tą osobą która mieszka ze mną w Londynie
  Ta.. I tu właśnie się zaczyna problem.. Totalnie mnie zatkało i nie miałam pojęcia co mu odpowiedzieć. No bo co miałam? Że po powrocie do Londynu znów będe blondynką? A przy rodzince będe udawać słodką brunetka która wyjechała do Ameryki na studia? I że najprawdopodobniej tak będzie już zawsze bo moja rodzina nie uwierzy w operacje plastyczną, a Caroline nie przyjmie do pracy nowej dziewczyny
-C..co? - wyjąkałam po chwili
-No co? Przecież nie zwolnisz się i nie zatrudnisz znów jako inna osoba bo cała twoja rodzina myśli że jesteś gdzieś indziej. Więc zostaniesz tamtą dziewczną, tak? 
-Harry ja.. - zaczęły mi drżeć ręce a z gardła nie udało mi się wydobyć nic innego.
-Nic nie mów. - westchnął.
-Nie, Harry, proszę cię.. - jęknęłam.
-Ale przecież ja nic nie mówie.
-Nie chce żebyś był nieszczęśliwy z tego powodu! To znaczy jeśli będziemy mogli być razem ale.. Harry.. 
-Rozumiem, wszystko rozumiem.. I dla mine liczy się tylko to żebyśmy mogli być razem. - objął mnie w pasie i pocałował.
  I jak za każdym razem to wystarczyło żebym zapomniała o wszystkim i skupiła się na wykonywanie jednej, konkretnej rzeczy jaką było dość namiętne obściskiwanie się z moim chłopakiem w domu (a dokładniej kuchni) mojej mamy.
  I w taki to właśnie sposób znaleźliśmy się na kanapie ja, leżąc na jego brzuchu w dość dziwny sposób który matematyk nazwałby leżeniem prostopadłym do siebie, a on za mną grzebiąc sobie w moich włosach.  Tak, brzmi to dziwnie ale tak do mniej więcej wyglądało i nie ma z tym tu dyskutować. Tak samo jak z tym że byłby wygodniejszy gdyby przestał tyle pakować na siłowni..
-Śpisz? - wyrwał mnie z otumanienia ciepły głos Harrego.
-Nie.. - zamruczałam przekręcając głowe w jego stronę.
-To w takim razie moge ci zadać pytanie?
Zaśmiałam się.
-Które to już dziś?
-Niewiem ale moge? Bo mi nie daje spokoju..
-Słucham cię.
-No bo wczoraj powiedziałaś coś w stylu że kiedyś byłaś.. No ten.. Moim kotem, Snowii. Czy mi się to przesłuszało..?
-Nie - wyszczerzyłam się, a on pobladł
-Czekaj, czyli że ty byłaś moim kotem?! - wykrzyknął podnosząc się do pionu czym zmusił mnie bym się podniosła.
-Tak.. I?
-Słodki Jezu.. - wyszeptał - Przecież ja..
---
Tak, pójdę do piekła :P Czy chcecie się dowiedzieć co będzie dalej? W takim razie zapraszam do czytania kolejnego rozdziału! ;D Czy mam jakieś inne ważne informacje..? Nie. Chce tylko Was poprosić o komentowanie(!!!) i jeśli macie może chwilke to popiszcie ze mną na czacie czy też napiszcie maila z formularza kontaktowego ;)
A i jeszcze jedna sprawa.. Polecajcie mojego bloga! Prrrrroooooszeeee ;)
Alex
---
Ciekawoska z najnowszego Fun Cluba..

A to już kompletnie mnie załamało.. 
(tłumaczenie - Co wycieknie/zacznie ciec pierwsze TY czy nasz ALBUM?)