niedziela, 28 października 2012

Rozdział 14 "Upadła.."

-Nogi mnie bolą! - zajęczał chłopak
-Tak wiem. Wszyscy którzy nas mijali, wiedzą
-To możemy wrócić do domu?
-Nie. Chciałam żebyś poszedł ze mną do taty
-Ale przecież się pokłóciliście to po co mamy tam iść?
-Bo tak mi się chce. Pozatym jak dobrze pójde i przestaniesz jęczeć to dojdziemy tam w 15 minut a potem przyjdziemy do tych kanjpek które mijaliśmy.
-Dobra... Ostatecznie się skusze
 
20 minut, 13 autografów i 7 zdjęć potem 

-Jesteśmy! - wyszczerzyłam się idąc w stone stacji paliw LOTOS
-Naprawde? Super!!! Przeszliśmy chyba z jakiś kilometr!
-Ta.. Kilometr to przeszliśmy już jakąś godzine temu
-CO?!?!
-Nic nic...

***

-Hej tato.
-Ooo - ojciec popatrzył się na mnie a po chwili się uśmiechnął - co tu robisz?
-Przyszłam w odwiedziny. I to nie sama - zaczęłam szukać wzrokiem Hazzy który usiadł na jednym z plastikowych krzeseł
-To fajnie. Czym przyjechaliście?
-Przyszliśmy . Na pieszo
-Taki kawał?!
-No.. Ale to pestka.
-Ale chyba nie na niego - wskazał na sapiącego chłopaka
-Możliwe.. Ide po coś do picia. Chcesz coś?
-Piwo
-A to tego to nie
-No to cole
-Już lepiej..'
Poszłąm do sklepu na stacji gdzie zazwyczaj urzędował mój znajomy, Krzysiek
-Hej! - weszłąm wielce wyszczerzona
-Ooo! Kogóż o widzą moje oczy?! Amelia we własnej osobie!
-No - poruszyłam brwiami
-Przyszłaś ze znajomym?
-Przyjacilem - poprawiłam go cicho - poprosze dwie litrowe cole i jedną Nestie
-Prosze. Wbić na rachynek taty?
-Jakbyś mógł.. A i jeśli będzie prosił o jaki kolwiek alkohol to powiedz że wyprzedano. Wczoraj wrócił troche na procentach
-Zapamiętam - uśmiechnął  isę - na długo przyjechałaś?
-Na 3 tygodnie ale są możliwości że 2..
-A czemu?
-Nie ważne - zwiesiłąm głowe w dół - dzięki i mam nadziele do zobacznia
-Z pewnością - pomachałam mu i wróciłam do reszty
-Prosze - podałam cole panu Stylesowi
-Dzięki wybawicielko
-A to dla ciebie - podałam tacie druga cole
-Dzieki
Usiadłam na wolnym miejscu obok niego
-Tato.. Za ile przyjedzie pan Darek?
-Już jest a co?
-Bo chciałam się przywitać z Kingą i Amorkiem - dla jasności. Kinga to córka pana Darka a Amorek to pies a dokładniej jork
-A tak naprawde?
-No.. Wiesz.. Czy mógłbyś się spytać czy wziąłby mnie na łódke?
-Jasne
-To świetnie!
-Na długo przyszliście? - spytał po chwili milczenia
-Na jakieś pół godziny a co?
-Bo może bym wam dał wędke
-Ja dziękuje ale Harry może..
-A czemu nie chcesz? Przecież zawsze to lubiłaś
-Tak.. Wiem ale dziś nie mam ochoty
-Aha. Harry! Do you want fishing? - spytał się chłopaka
-Eee - spojrzał się na mnie - No. Thanks
-Ok. W takim razie idziemy na obiad. Do zobaczenia tato - uśmiechnęłam się i ucałowałam go w policzek a potem podeszłam to "żywego trupa" i stanęłam nad nim krzyżując ręce
-Czy to śmierć po mnie przyszła?
-Nie ale jak zaraz nie wstaniesz to zostaną z ciebie tylko skóra i kości. Chodź idziemy na obiad
-Ale..!
-Nie ma ale. Chodź. Nie chcesz przez godzine siedzieć i nic nie robić? Zadzwonie do chłopaków to po nas przyjadą.. - kusiałam a uwieżcie mi że jestem w tym naprawde dobra
-Dobra - jakby cała energia w niego wróciła, podniósł się i stanął przedemną z wielkim uśmiechem
-To chodź - pociągnęłam go w strone wyjścia z portu.

"Osoba 3"
 
 Stałem na dachu budynku i obserwowałem roześmianą dwójke idącą w strone miasta. Wiadomo było że prędzej czy później się w sobie zakochają. Normalnie jak tak na nich patrzyłem to coś mi się przewracało w żołądku. I pomyśleć że kiedyś to mnie kochała. Co ja wygaduje! Ona zawsze będzie mnie kochać!
 Zobaczyłem że dziewczyna podnosi wzrok wprost na miejsce w którym stałem. W ułamku sekundy, ukryłem się za jednym z wybrzuszeń. Nie może wiedzieć że jestem w mieście i że ją obserwuje. Narazie niech myśli że niczego nie podejrzewam. Musze znaleźć sposób jak ją zabić. Hmm. Gdzie moga mi sprzedać jakis dobry pistolet. A może by tak wykorzystać starożytne metody? Wrr! Musze jeszcze poczekac bo jestem pewien że strażnicy jej strzegą. Dopiero za jakiś tydzień będe miał możliwości żeby uderzyć. A wtedy już nikt nie będzie umiał powstrzymać mnie i mojego planu! Buahahahahah!!!!!!
 
"Lia"
 
Byliśmy już w  domu. Chłopcy byli tak wielkoduszni i nas odebrali a w sumie to Louis. Ehh.. Biednego Harolda bolały dalej nogi więc nie mogłam liczyć na kompana wieczornego spaceru
-Ja ide się przejść. Idzie ktoś ze mną?
-Chce ci się chodzić? - spytał zdumiony Liam
-Tak. To jak? Idzie ktoś?
-Ja się wybiore - powiedział Zayn i już satł obok mnie
-To super
-Tylko nie wróćcie zbyt późno! - usłyszałam krzyk Pauli która w naszył gronie zamieniał się w mamusie. Hah! Gdyby nie to że Liam i ona mają swoje drugie połówki to z pewnością byliby świetnymi rodzicami. RANY! co ja gadam?! Musze w końcu się wybrać do psychologa bo przez te dwie wariatki, mózg mi się zblansował
Doszliśmy na plaże w całkowitej ciszy. W końcu Zayna postanowił ją przełamać.
-Lia..? Czy ty.. No wiesz... Czujesz coś do Harrego?
-A skąd to pytanie?
-A tak z nikąd - speszył się troche
-Trudno mi powiedzieć..
-Aha - mruknął
Znów zapadła cisza ale tym razem była bardzo niezręczna
-Czy zastanawiałeś się kiedyś nad swoją przeszłością? - spytałam próbując nawiązać jakiś kontakt
-Wiele razy - odpowiedział
-A czy myślałeś kiedyś o życiu poza ziemskim?
-Czasem...
-A gdybym ci powiedziała że ono istnieje? Uznałbyś mnie za wariatke?
-Może troche..
-To w takim raze musze jeszcze troche poczekać - mruknęłam sama do siebie zapominając że wciąż mówie po angielsku
-Poczekać z czym?
-Z prawdą
-Wow. Jaka rozwinięta odpowiedz. A mozesz mi powiedzieć co to ta prawda?
-A jesteś pewien że chdesz wiedziec?
-No jasne!
-To usiądz. - wskazałam na piasek i pociągnęłąm go żeby na nim usiadł
-To.. Słucham..
Głęboko odetchnęlam
-Wiem że w waszej wierze mówi się o reinkarnacji. Myle się?
-Nie
-Więc jakbyś zareagował na wiadomść że w swoim życiu miałeś już wiele wcieleń?
-Niewiem
-Posłuchaj. To o czym ci teraz opowiem jest czymś o czym nie może wiedzieć absolutnie nikt. Wierze że dochowasz tajemnicy
-Jasne
Przymknęłam na chwile oczy i rozpoczęłam swój monolog
-Kilkamiliardów lat temu powstała ziemia a wraz z nią ludzie i istoty poza ziemskie. Te dwa światy były stworzone po to by ochraniać siebie nawzajem. Wszystko miało być dobrem. Niestety pojawił się też czarny wąż-kusicie od którego rozpoczęłą się era zła. Przeciągnął na swoją stronę najpierw ludzi których umysły nie były zbyt odporne żyby odeprzeć ten atak a następnie zabrał się za anioły. Stopniowo przeciągał na swoją strone każdego z nich. W końcu postanowił się wziąć za jedyną parę aniołów. Mieli oni być jedynymi którzy opiekowali się miłością. Anioł przeszedł na strone Szatana nawet wobec próźb anielicy. Upadł. Anielica została sama i z każdym dziem patrzyła na zło które szerzył jej ukochany. W końcy postanowiła coś z tym zrobić i poszła do niego. Nikt o tym nie wiedział przez co misja ta była nielegalna. Kiedy go zobaczyła chciała zrobić wszystko by być z nim a od to wykorzystał. Przeszła na strone zła. Upadła. Kiedy Stwórca się o tym dowiedział, wpadł w szał. Było już za późno a ona dopiero wtedy zrozumiała co zrobiła. Wtedy poszła spytać się czy może jakoś wrócią do zastępów. Było tylko jedno wyjście z tej sytuacji. Musi cierpieć. Zesłał ją na ziemie i podarowal jej ludzkie ciało. Miała być w kilkunastu wcieleniach. I tak jest. Aż do dziś
-Wow! - tylko to zdołał wydusić oszołomiony chłopak - Ale wyjaśnij mi co ja mam z tym wspólnego?
-Jesteś jedną z tych osób ktore były w kilku wcieleniach. Znasz tą anielice o której mowa. To ty jej zawsze pomagałeś
-Nie! To jest jakieś nieporozumienie!
-Zayn. Wiem co mówie. Nie walcz z tym. Po prostu się temu poddaj
 
"Zayn"
 
Przez głowe zaczęły mi się pojawiać różne urywki z przeszłości. Ale nie tej. Z innej. Widziałem tą dziewczyne. Miała czarne włosy i usta czerwone jak krew. W każdej z nich widac było jak pomaga innym. A ja? Ja tam stałem i patrzyłem się na nią. Nawet nie zorientowałem się kiedy otworzyłem oczy które były zamknięte podczas tej retrospekcji
-Ty.. - wyszeptałem
--------------------------------------------------------------------------------------------
Nie mam co pisac. Zapraszam na reszte blogów, czekam na komentarze i pytania które możecie zadawać klikając na zakładke u góry. Ide się uczyć fizy -.- 
 Do zobaczenia
ps. PISZCIE W KOMENTARZACH KIM WASZYM ZDANIEM JEST LIA! Taka zupełna prawda pojawi się za kilka rozdziałow prze które nie będzie już takich wzmaianek.
ps2. Za tydzień dodam zdjęcia ale jak chcecie teraz w wpiszcie sobie w wyszukiwarke "Łeba" albo "kamery internetowe Łeba" i kliknijcie port jachtowy.
 


niedziela, 21 października 2012

Rozdział 13 "W tym momencie nie może podejsć gdyż jest w trakcie walki z fanką o swojego prawego buta"


-Moge mieć do ciebie bardzo głupią proźbe? - spytał się Harry
-Oj.. Mam się bać?
-Nie.. - zaśmiał się
-No to słucham
-Moge ci zrobić warkocza? - spytał się a ja spojrzałam sie na niego zdezorientowanym wzrokiem
-Warkocz? Serio?
-No.. Wiesz bo zawsze chciałem się nauczyć ale żadna z moich dziewczyn mi nie pozwolała.. - posmutniał a ja delikatnie się uśmiechnęłam
-Dobra ale potem ty zrobisz to co ja będe chciała, ok?
-Dobra
-To ja pójde po gumkę i szczotke
   Poszłam na góre do łazienki i otworzyłam mój kuferek. Znalazłam tam śliczną niebieską gumkę i szczotke do włosów po czym zbiegłam do salonu i podałam je chłopakowi
-Tylko postaraj się mi nie wyrwać wszystkich włosów  - przewrócił oczami i zabrał się do pracy podczas kiedy ja przegladałam strony z mojego I-phona.
   Weszlam na swojego bloga na którym pod ostatnim rozdziałem pojawiło się 7 nowych komentarzy. Przeczytałam je a potem weszłam na moją poczte. Było kilka osób które przesyłały pytania dotyczące bloga. Nie miałam tweetera więc podawałam im swój adres maila. Jasne że mogłabym im podac namiary na moją strone na facebooku ale działałam pod kryptonimem i wolełam żeby tak pozostało.
  Pytania które zadawały były z serii "Czy Zayn i Alex będą razem". Odpowiadałm standardowo czyli "Nie wiem. Wszystko zależy od mojego nastroju"
-Nie udało się - mruknął - jeszcze raz
Ściągnął gumkę z moich włosów i od nowa rozpoczął stylizacje. To musiało śmiesznie wyglądac. 18-letnia dziewczyna jest czesana przez 18-letniego chłopaka. Hah!
-Gotowe - Wstałam z kanapy i podeszłam do lustra w łazience
-Ślicznie - uśmiechnęłam sie do niego
 -Ciesze sie że ci sie podoba - uśmiechnął się do mnie - Dobra to co teraz robimy?
-Idziemy na miasto
-Ale że na piechotę?
-Tak. Musisz popracować nad kondycją
-Dla twojej wiadowości dwa razy w tygodniu chodze na siłonie
-I co z tego? Ja nie chodze i dobrze mi z tym.
-Eh.. - jęknął
Włożyłam na siebie moje rózowe koturny z kwiatkiem z przodu a na ramie zarzuciłam torebke w tym samym odcieniu. Kiedyś dostałam ją od AVON-a.
-Musisz iść w tych szpilkach?
-Taak.. - postanowiłam się z  nim troche podroczyć
-Nie podoba mi się to. Jesteś odemnie wyższa. I na dodatek kolor gumki nie pasuje do torebki!
-Znawca się znalazł
-No wiesz.. Ja jestem modelem a ty nie i ja chyba wiem lepi...
-Chcesz żebym cię znielubiła. Znowu?
-No nie..
-No to zaakceptuj mój styl bo ja się dla ciebie nie zmienie. I vice versa.
-Dobra. Przepraszam
Uśmiechnęłam się do niego ciepło. Wiedziałam że ostatnią rzeczą jaką chciał było stracenie zaufanie którym właśnie go obdarzyłam. A musicie wiedzieć że było ono spore a po tym jak mi zrobił warkocza było jeszcze większe (nie wyrwał mi włosów. Jeee!!!).
-Idziemy? - spojrzałam na niego kiedy siłował się ze swoimi conversami
-Już. Chwile - zaśmiałam się a on spojrzał na mnie gniewnie
-To nie jest śmieszne - oburzył się
-Jest - odparłam
-Foch
-Forever czy za 5 min ci przejdzie?
  Ten tylko się obraził i z podniesioną głową wyszedł z domku. Wyszłam i zamknęłam drzwi. Spojrzałam mna niego. Dalej był wielce obrażony a w tym konkretym momencie sprawdzał coś w komórce
-Jesteś na tweeterze? - spytał z nienacka
-Nie
-Czemu
-Bo mi się nie chce zakładać
-Szkoda..
-A mi nie. chodź! - pociągnęłam go za sobą

30 minut później

-Daleko jeszcze? - po raz kolejny spytał się Harry Wnerwiający Zboczeniec Styles
-Nie. Tak. Niewiem
-To jak w końcu?!
-Jak się zamkniesz to będzie szybciej
-Ale ja nie chce się zamykać
-A chcesz loda? - pokiwał twierdząco głową - to tam na końcu tej uliczki jest taka fajna lodziarnia i tam sa takie pyszne lody nakładane szpatułką. Jak przejdziesz ten kawałek bez marudzenia to ci je kupie.
-Ale to jest niewykonalne
-Jak chcesz to możemy wrócić do domu i przez reszte wakacji bedziesz siedział w domu i oglądał TV w ramach kary za zabranie mi olejku do opalania. - w końcu się zamknął. JEST!!!
-No dobra - wzięłam go pod ręke bo panował taki tłok na ulicy że bałam się że może mi gdzieś zniknąć
-Aaaa!!! To Harry Styles z One Direction! - usłyszałam jakiś krzyk jakiejś małolaty która jakimś cudem znalazła sie na tej samej ulicy co ja
-Witamy w piekle - westchnęłam a chłopak nieco się przestraszył
-Dasz mi autograf? - spytała się 13-latka po polsku a za nią stała reszta wycieczki
-I mi!
-I nam!
-Ja tez chce
-A ja chce zdjęcia!
Wszyscy piszczeli. Nawet było kilku chłopaków.
-Ide kupić lody a ty sie nimi zajmij. Powodzenia życze - szepnęłam mu do ucha i odeszłam w strone butki z lodami. Już żałuje że tego nie nagrałam.
Telefon w mojej kieszeni zabrzęczał i wydobyła się z niego piosenka WMYB. Ciekawe co by powiedział Styles gdyby ja usłyszał...?

-Halo?
-Gdzie wy jesteście?! - usłyszałam krzyk Pauli
-Wyszliśmy na miasto
-Aha. Dasz Hazze do telefonu?
-W tym momencie nie może podejsć gdyż jest w trakcie walki z fankami o swojego prawego buta
-CO?!?! Jakto?
-No przyszły fanki i złapały nas na ulicy a że mi się nie chciało tam sterczeć to poszłam po lody
-I mu nie pomogłaś?!
-Spokojnie.. Mam nad wszystkim kontrole. Poztym wiesz że zamiast rozwiązywać problemy, ja jeszcze bardziej je komplikuje
-A nie możesz chciaz raz odejść od tego...
-Nie, niemoge i koniec. A gdzie wy jesteście?
-Na plaży. Kate własnie była w domku i stwierdziała że was tam nie ma więc postanowiłam do ciebie zadzwonić
-Aha. Dwa lody poprosze - powiedziałam do sprzedawczyni
-A pewna jestes że nic mu nie jest?
-Tak.. Najwyżej będzie troche poturbowany ale nic więcej. No najwyżej będzie miał wstrząs mózgu..
-CO?!?
-Oj przestań! Włos mu z głowy nie spadnie. Jedną czekoladową i jedną.. Jakie Harry lubi lody?
-Śmietankowe
-I jedną śmietankową
-Dobra. Weź coś zrób
-O nie! To jest dla niego kara za to że marudził po przejściu 200 metrów
-A gdzie jesteście?
-Dochodzimy do parku. Mam zamiar zabrać go do portu i może do taty..
-Przeciez on sie wykończy. A pozatym to więcej niz 200 metrów
-Dziękuje. - rzuciałam do ekspedientki -  Co? Aaa. nie... najwyżej padnie z wyczerpania. I zaczął jęczeć wcześniej
-Wyjaśnij mi czemu się z toba kumpluje?
-Bo mnie kochasz słońce. Musze kończyć. Idze Harry. Ooo! I wygrał walke o buta! Pa.
 -Pa - rzuciał

-Musiałaś mnie zostawić z tymi wariatkami? - spytał oskarżycielsko sięgając po czekoladowego loda
-Tak i czemu bierzesz mojego?
-Bo nie lubie śmietankowych
-No to Paula jest już trupem - mruknęłam
-Hahah - zaśmiał się - idziemy dalej?
-Energia ci wróciła?
-Coś w tym stylu..
-Możemy iść ale nie marudz więcej
Ruszyliśmy.
-Wiesz co?
-No..?
-Żałuje że nie przyjechalismy tu wcześniej
-Tak? A to dlaczego?
-Bo polki sa bardzo ładne
Po raz kolejny tego dnia sie nad nim załamałam. A właściwie nad jego inteligencją. Mówiłam że powinien sie nazywać Harry Wnerwiający Zboczeniec Styles?
----------------------------------------------
No dobra. Napisałam ten rozdział w rekordowym tempie. Godzine temu wróciłam z Kazimierza i udało mi się go napisac. Co prawda miałam już cząske ale dobra... Bardzo mnie cieszy że pod ostatnim postem pojawilo się 11 komentarzy. Pamiętajcię  że jesli przeczytaliście rozdział to macie dodać komentarz. Po proawej sronie pojawiał sie ankieta dotycząca części blogów. Gosujcie a ja ide do łóżka bo chyba jakaś choroba mnie bierze :(
Alex

niedziela, 14 października 2012

Rozdział 12 "Dlaczego mnie nie lubisz?"

Czytasz = Komentujesz
Następnego dnia rano
 
   Wstałam w świetnym chumorze. Można by pomyślec że po tym co sie wczoraj zdażyło będe się boczyć na wszystko i wszystkich ale nie. Byłam taka radosna że natychmiast po przebudzeniu się, wstałam i poszłam się ubrać. Dziś sobota. Będzie duuużo ludzi na plaży..  Ale co tam! Ważne żeby sie opalić.
   Nasmarowałam sie kremem i włożyłam na siebie moj śliczny kostium a włosy związałam w kucyk. Była dopiero 7.30 a ja już na nogach. Wyszłam z łazienki i podeszłam do szafy. Wyciągnęłam krótkie czarne spodenki i jakąś różową bluzeczkę z serduszkiem. Przejrzałam sie jeszcze raz w lustrze i uśmiechnęłam do swojego odbicia. Wyszłam z sypialni i weszłam do pokoju dziewczyn w którym to one smacznie sobie spały.
-POBUDKA! - krzyknęłam tak głośno że dziewczyny pospadały z łóżek
-A nie dałoby się cisze? - jęknęła Paula
-Nie. Macie 30 minut na doprowadzenie się do stanu używalności a ja ide obudzić tych z drugiej połówki. - wyszczerzyłam sie i zbiegłam po schodach
  Podeszłam do drzwi i zaczęłam w nie walić. Po chwili otworzył mi je zaspany Liam
-Wiesz która godzina?
-Tak. Dokładnie taka o której trzeba wstać żeby zająć dobre miejsca na plaży - powiedziałam z wielkim bananem na twarzy
-Wczoraj poszliśmy o 10 i jakoś nie było problemu..
-Tak ale dziś sobota i będzie najwięcej ludzi. A ja chce się opalić! - pisnęłam a on spojrzał na mnie jak na wariatke. Ta... może to dlatego że "opalać" powiedziałam po polsku
-What?
-I want catch the sun - odpowiedziałam już poprawnie. Czasem tak mam że mówie troche po angielsku a troche po polsku a czesem nawet po innym języku.
-Dobra. Zaraz ich obudze
-Nie zaraz tylko teraz. Macie pół godziny a jak nie to spędzicie ten dzień siedząc w domu bo ja po was przychodzić nie będe
-Ostra jesteś, wiesz?
-Możliwe. Zrobie śniadanie jakbyco więc już się nie trudzcie - odwróciłam się na pięcie. Usłyszałam tylko westchnienie chłopaka i zamykanie drzwi.
Kiedy wróciłam do domu, poszłam sprawdzić czy tym dwum chciało się wstać z lóżek. Tak jak myślałam dalej siedziały w krainie Morfeusza. Moge się zalożyć że Kate właśnie całowała jakiegoś przystojniaka no chyba że ćwiczyła rozciąganie ust, a Paula coś tam mruczała żeby pies przestał warczeć bo ona musi zjeść śniadanie i uciec przed potworem którego nazwała "Man Marchewka". Doskonale wiedziałam kto to był ponieważ tak nazywałyśmy Louisa kiedy byłyśmy w towarzystwie. Fajnie było zobaczyć ich zbiete z tropu, miny.
  Ta... Jestem Directionerką ale cśiiii....... Jak któryś z nich się dowie to chyba się powiesze. No wiecie to byłoby bardzo ciekawe gdyby któryś z nich wszedł do pokoju dziewczyn i zobaczył MNÓSTWO ich plakatów porozwieszanych w każdym centymetrze pokoju. Dlatego właśnie ja (tak bardzo inteligentna ja) trzymam takie rzeczy głeboko w szafkach. A teraz pewnie pytanie "czemu nie miałam plakatów u siebie w pokoju?". No może dlatego że mam tam tapete na która nie moge niczego przyklejać bo "sie pobrudzi" jak to ujął mój tata. Wszystkie moje plakaty albo leżą głępoko w szufladzie i wyjmuje je tylko wtedy kiedy się nudze albo oddałam je Kate która w swoim pokoju obkleiła nimi wszystkie ściany i ma nawet jeden na suficie!
  Wracając do tematu. Wkużyłam się i weszłam do łazienki. Wzięłam dwa kubki które tam stały i nalałam do nich wody. Z wielkim uśmiechem weszłam do ich pokoju i stanęłam nad nimi. Potem wszystko potoczyło się szybko. Woda "przypadkiem" wylała się z kubka. Myślałam że obydwie staną na równe nogi i pobiegnom za mną żeby mnie złapać ale tymczasem Kate (bardzo inteligentnie) zaczęła coś gadać o tym że zawsze chciała przeżyć pocałunek w deszczu a Paula o tym że pies ją obsikał. Normalnie nie wytrzymałam i zaczęłam się tak śmiać z ich inteligencji że aż je obudziłam. Poten dopiero się spostrzegły że sa mokre i zaczęły mnie ganiać.
"Tego nie przewidziałam" - mruknęłam i zaczęłam przed nimi uciekac. Wiecie jak komiczne to wyglądało?! Dwie mokre dziewczyny z gniazdem na głowie i puszystymi kapciami (ja praferuje klapki bo nigdy się w nich nie poślizgniesz) ganiało mnie po całym domu. W końcu się zmęczyły i pobiegły walczyć o łazienke. Krzyki z góry były tak komiecznie że nie dało się tego nie nakręcić. Normalnie musiałam pojść na górez kamerą. Ale niestety to wywołało III wojne światową która trwała aż do przybycia chłopaków. Poległa na tym żeby trafić przeciwnika (mnie) czym się dało. Oberwałam pilotem od telewizora w udo i jedną z póltoralitrowych butelek wody. No wiecie.. Nic takiego, nie?
 - Co tu się dzieje - spytał Zayn który jeszcze czesał swoją czupryne (tak między nami to mamy wiele wsólnego bo ja, po basenie, chodziłam po całej szkole ze szczotką i się czesałam. Na polskim pani kiedyś dostała kota i zabrała mi moją szczotke razem z lusterkiem...)
-Help! - pisnęłam i ukryłam się za nim, starając się nie oberwać jedną z pomarańczy
-Co wy jej robicie?
-No ona nas obudziła bardzo miłym prysznicem
-Ej no co ja poradze! A pozatym obudził was mój śmiech a nie "prysznic". Ty coś gadałaś o pocałunku w deszczu a ty że pies na ciebie nasikał! - Chłopaki zaczęli się śmiać tak bardzo że aż musieli udać się u kierunku kanapy żeby nie zacząć myć swoimi ciałami, naszej podłogi.
-Dobra. Ogłaszam kapitulacje - mruknęla Paula i razem z Kate w ciągu ułamka sekundy, opuściły salon. Myśle że skapitulowały tylko dlatego że chłopcy patrzyli się a nie kiedy były "nie w stanie uzywalności".
-Dobra. My przyszliśmy na śniadanie a ja go nie widze - Zawsze głody Naill musiał wyrazić swoje mysli
-Śniadania nie być bo ja go nie zrobić - warknęłam
-Po jakiemu ty mówisz? Taki troche dziwny ten język..
-To był angileski w formie uproszczonej, ogarniacie?
-No tak średnio..
-Nieważne. Pomoże mi ktoś?
-Nie - odpowiedzili chórem
-Jak mi miło - wywróciłam oczami - to w takim razie wy idzcie po sprzęty na plaże i przy okazji się nasmarójcie - podałam im krem
Harry
Ja chce sie opalić a w jaki sposób mam to zrobiż kiedy ona mi daje krem z filterem 30?! Nie no, dobra. Tam pisze 20 ale co z tego? Kiedy chlopaki wyszli z domu a ja byłem przy drzwich, zobaczyłam w torbie jakiś płyn z numerkiem 6
"I to jest dla mnie!" - pomyślałam i pozwole sobie ując że pożyczyłem ten preparat
-Musimy cos zrobic z tą złośnicą - westchnął Malik - jak tak dalej pójdzie to za tydzień będziemy trupami
-SŁYSZAŁAM - krzyknęła Lia
-Ona ma zadobry słuch. - weszliśmy do domku a ja odrazu udałem się do łazienki żeby sie nasmarowac
-Harry! A ty gdzie? Idziesz się nasmarować  nie mająć kremu? - spojrzał na mnie Liam
-Mam krem - pomachałem im tubką
-Wiesz.. Nie sądze żeby to był krem. Normalnie bym przeczytał ale tu pisze tylko po polsku. Lia ci pozwoliła?
-Tak - skłamałem
Po kilku minutach wyszedłam z łazienki i razem z resztą poszedłem do dziewczyn. Miałem tylko nadzieje że Liam nie zechce sie spytać Lii o krem który sobie "zaporzyczyłem". Dla niepoznaki odłożyłem do do torby stojącej przy wyjściu.
  Na stole stał już talerz z kanapkami. Niestety było tam tylko pięć miejsc tak jak i u nas ale dziewczyny bardzo rezolutnie rozwiązały ten problem. Lia usiadła na "barku" a Kate i Paula dostawiły sobie kanape. Normalnie każdy mądry człowiek dostawił by stół do kanapy ale w tym przypadku został on wmórowany w ściane. Bardzo mądrze....
-Dobra. Siadajcie i jedzcie.  Zaraz musimy wychodzić - mamrotala pod nosem dziewczyna
-Tak jest
W mega szybkim tempie kanapki zniknęły z talerza a my staliśmy przy drzwiach z całym potrzebnym ekwipunkiem
-Ready?
-Yes
-Go!
 
Lia
Zajeliśmy miejsce wmiare blisko morza. Mialam nadzieje że chłopcy grzecznie wykonali zadanie i nasmarowali się kremem bo nie mialam ochoty żeby któryś z nich wył z bolu przez następny tydzień.
 
4 godziny później
 
-Harry! - wrzasnął Louis do ucha lokowatego
-Co? Ała! - zawył a ja już wiedziałam że nie wykonał mojego polcenia
-Co się stało? - spytałam
-Położył się na słońcu i troche mu się przysnęlo.
-Idiota! Ale nie wiem czy wiesz że gdybyś się posmarował kremem tak jak kazałam to teraz nie wył byś z bólu
-Ale on się nasmarował! Przeciez ty dałac mu jakiś płyn
-Ja? Przecież dałam wam tylko ten jeden.
-To czemu on miał drugi z filterm 6?
-Ku*wa! Harry! Czy ty użyłes mojego olejku do opalania?
-Może...- chlopak spuścił glowe
-No to pięknie! Uwędziłeś się na chrupiąco! Nie ma co!
-Zaraz bo nie łapie - spojrzał sie na mnie Daddy - to nie dałaś mu tego kremu, olejku czy jak się to tam nazywa?
-Nie! Nie dałam mu! Przecież wiadomo że w taki dzień  jak dziś, użycie olejku do opalania to gorsze niż samobójstwo!
-No to ładnie się urządziłeś, Styles - chłopak spojrzal na niego wymownie a on znów się skulil o ile to było możliwe bo ból pleców dawał się we znaki
-Chodz. Trzeba cię zabrać z tego słońca i nie dopuszczać do wyjścia dziś z domu. Masz szlaban
-Ale, ale...
-Idziemy - wzięłam swoją torbę i jego oraz mój leżak i skierowałam się w strone domu. On natomiast klnąc pod nosem (z bólu) szedł w żółwim tempie. Kiedy w końcu dotarliśmy kazałm mu usiąć na kanapie i czekac aż wróce.
  Poszlam na góre do łazienki gdzie znajdowal się mój kuferek w ktorym mialam wszystko. Począwszy od środków higieny, przez leki aż do bizuterii i zapasowej bielizny. Wyciągnęłam środek na poparzenia słoneczne  i zeszłąm do salonu.
-Uprzedzam że będzie troche szczypało ale postaram się żeby jak najmniej.
Wylałam sobie troche mazi na dłoń i zaczęłam rozsmarowywac ją na plecach chlopaka. Troche skamlał ale jakoś dał rade. Wiedziałam że mogłam bardzo szybko uśmierzyć ból bo wciąż posiadałam taka moc ale nie mogłam. Co by to było gdyby coś takiego się stalo! I tak zobaczył już za wiele i nie moge dopóścić by znów coś takiego się przydarzyło.
-Lia.. moge cię o cos spytać?
-Jasne - odparłam
-Dlaczego mnie nie lubisz? - zatrzymalam się w miejscu a właściwie moją ręke która wmasowywala maź w łopatki
-A skąd takie pytanie?
-Sam nie wiem. Poprostu w stosunku do innych jesteś taka ciepła i miła a dla mnie zawsze oschła
Westchnęłam
-Harry. Posłuchaj - usiadłam tak by spojrzeć mu w oczy kompletnie zapominając o tym że mój kolor może go przestraczyć - To nie tak że ja cie nie lubie. Czasem mnie denerwujesz i tyle.  Przepraszam cię za to jeśli tak odbrałeś mój stosunek do ciebie.
-Yhm...
-Słuchaj. Ja cie bardzo lubie ale tylko wtedy kiedy nie próbujesz mnie uwieźć ale pocałowac. Obecnie przechodze ciężki okres i nie potrzebuje chłopaka. Musze coś dokończyć...
-Rozumiem. Czyli nie wolno mi się do ciebie zbliżac?
-Nie! Nie wolno ci mnie całowac bez mojej zgody
-Czyli jednak jest jakaś szansa?
-Na co? - zaśmiałam się
-No żebyśmy byli razem
-A kto tak powiedział
-No ty. Pozwolisz że cie zacytuje "nie wolno ci mnie całowac bez mojej zgody"
-No dobra.. Masz racje - parsknęłam śmiechem a potem spojrzałam się mu w oczy - Powiedziałam tak ale narazie zostańmy przyjaciółmi, ok?
-Dobra. Może tak być.
-To super. A teraz pozwolisz że skończe moją robote
Usiadłam za nim i zaczęła kończyć to co wcześniej zaczęłam.
-Pamiętasz jak po pierwszej nocy przyłapałem cię na czarowaniu?
-To nie były czary tylko...  - odwrócił glowe
-Tylko...
-Kiedyś ci powiem ale nie teraz. Poprostu nie moge. Jeszcze nie wiem czy moge ci zaufać
-Możesz ale żebyś mogła sie o tym przekonac to dam ci czas - uśmiechnął się słodko - ale chodzi mi o to że to strasznie piesze! Mogłabyś cos z tym zrobić?
-Może - uśmiechnęłam się tajemniczo - odwróć głowe
Chłopak wypełnił polecenie a ja powoli przejechałam palcem po jego placach. Chłopak zawył z bólu
-Jak cią zaboli to ściśnij moją ręke - powiedziałam a chłopak nawet się nie sprzeczał
Kiedy moja "akcja ratunkowa" została ukończona......
-------------------------------------------------
Żeby dowiedzieć się co będzie dalej należy przeczytać rozdzał 13 który pojawi się za tydzień. Na dziś to wszystko. Myśle ze odwaliłam kawał dobraj roboty (no nie ukrywajny! Siedziałam 4 godziny!). Czekam na komentarze! Zapraszam tez na reszte moich blogów. Na blogu "One direction + one new person pojawił się WKOŃCU 2 rozdział także zapraszam do komentowania. Polecajcie tego bloga bardzo was prosze! A no i jeśli chcecie dowiedzieć się więcej na temat kolejnych rozdziałów to piszcie na mojego maila alexglina@op.pl
Do usłyszenia
Alex
ps. Sorki za błędy ale nie sprawdzałam!

niedziela, 7 października 2012

Rozdział 11 "Nawet nie wiesz ile ja znacze w tym i innym świecie..."

Kilka godzin później

 Stałam nad brzegiem morza wsłuchując się w dzwięki przez nie wydawane. Miałam zamknięte oczy ale i tak widziałam wszystko to, co działo sie wokół mnie. W mojej glowie znów kłebiła się myśl o przyszłości. "Co bedzie dalej?" Po chwili zaczęłi mi się pojawiac urywki z przyszłośći. Drgnęłam i otworzyłam oczy gdyż to co tam zobaczyłam był przewrażające. Wiedziałam że moja przyszłość jest zaplanowana w 100% i że musze zrobić to co mi kazali ale nie sądziłam że będe musiała zrobić to co jeden z moich przodków. "Ból.." w moich myślach znów pojawił się ten napis. Ociekał krwią.
  Wiatr podwoił swoją siłę a ja musiałam sie zaprzeć nogami żeby nie upaść na piasek. Rozejrzałam się wokoło. Na plaży było wiele osób które przyszło ty żeby pomyśleć. Ich myśli schodziły głównie do tego jakie to mają ciężke życie. Jedni o tym że ich żona go zdradza a drudzy o tym że mało zarabiają i nie mogą sobie kupić wymarzonego samochodu. Był tam też jeden chłopak którego myśli mnie zaintrygowały. Chciał oświadczyć się pewniej dziewczynie ale jego rodzice uważali że był za młody. Tak naprawde nie chcieli go stracić. Chcieli żyby opiekował sie tylko nimi i żeby to oni byli dla niego najważniejsi. Przecież każdy dobry rodzic chce dla swojego dzicka jak najlepiej. Stara się spełniać jego marzenia i stale go dopinguje żeby sięgał najwyższych szczytów. To co robili jego rodzice było samolubstwem.
  Westchnęłam. Przcież nikt z tych ludzi nie wie naprawde co to "ciężke życie". Ja wiedziałam to doskonale.
"Masz tylko jedną szanse, która przemija" - usłyszałam ciche słowa
  Rozpoznałamten głos od razu. Nie przestraszyłam sie go. Tęskniłam za nim od bardzo dawna i bałam się że już nigdy go nie usłysze.
"Nadszedł czas twojego powrotu, Amelio.." - po moim ciele przebiegł dreszcz.
 Uśmiechnęłam się. Doskonale wiedzialam że nikogo nie zobaczę więc nie szukałam tej osoby.
   Weszłam do morza. Wciąż miałam na sobie kródką spódnice i białą bluzkę. W kieszeni miałam telefon więc musiałam uważać żeby go nie zamoczyć. Przeszłam przez głębinę i dotarłam na wydmę. Zaczęłam iść w nieznanym mi kierunku. Byleby tylko się przejść i oczyścić umysł.
  Nie mam pojęcia ile tak szłam ale wiem że kiedy miałam już zawracać, słońce prawie całkiem zninknęło z widnokręgu. Zachód słońca był zniewalający.



 Złota kula lśniłam przy czym jej światło oświetlało pewna część morza. Promienie rozchodzące się od niej, utworzyły pomarańczowa poświatę z które powstała paleta kolorów. pokrywająca całe sklepienie niebieskie. Ta wielka złocista kóla, wisiała tam tylko po to by za chwile ponownie schować się na noc. Kiedy się to stało, plaża powoli opustoszała. A ja? Stałam tam myśląc o wyszyskim i niczym. Nawet nie zauważyłam że zrobiło się zupełnie ciemno i tylko księżyc wraz z towarzyszymi mu gwiazdami, oświetlał nabrzeże. Zaczęłam iść ale tym razem tylko brzegiem. Nagle naszło mnie na filozofie. Ponownie rozejrzałam się wokoło. Nie było nikogo. 
-To jest dzwine. Jedna rzecz zmienia pogacałą historie człowieka.
Wiem że to dziwne ale czasem musze sama z sobą pogadać. To mi poprostu pomaga zrozumieć siebie i swoje myśli.
Szlam tak z godzine. Nawet nie sadziłam że aż tyle przeszłam. Kiedy w końcu stanęłam pod domem, odetchnęlam. Pewnie się o mnie martwili bo wyłączyłam telefon. Dopiero kiedy zapukałam, dotarło do mnie że chyba odmroziłam sobie ręce. Może i było lato ale o 23 jest zimno, a już szczególnie jak się jest w miniówie i cienkiej bluzce.
-Boże! Gdzie ty byłaś?! - krzyknęła Kate która pojawila się w drzwiach.
-Na plaży. Musiałam sobie coś przemyśleć. Moge wejść?
-Tak... - przesunęła się a ja weszłam. Na moje nieszczęście, był tu tata i reszta bandy.
-Gdzieś ty się szlajała? - wrzasnął kiedy tylko moja noge stanęła na wycieraczce
-Na plaży. Poszłam sie przejść.
-Ale o 11 w nocy!?
-Straciłam poczucie czasu
-Czemu wyłączyłaś telefon?!
-Bo chciałam pobyć sama. Musiałam sobie przemyśleć pewne rzeczy
-No ciekawe jakie?
-Wiele...
-No chętnie posłucham!
Nie umiałam powstrzymać gniewu. Ja rozumiem że jest późno i wogule ale...
-Nie interesowałeś nie mną przez 18 lat i nagle chcesz to nadrabiać?! Dla ciebie ważne było tylko to żebym miała dobre oceny i poszła w twoje ślady! Nie obchodziło cię to ze ja chciałam robić coś innego!
-Nie podnoś głosu na swojego ojca! - warknął wściekle a ja znów poczułam jak wsysa we mnie jad nienawiści. Tym razem byłam pewna że nie uda mi sie naprawić więzi która od dłuższego czasu zaczęła się zrywać.
-Z tego co pamiętam to już 3 razy chciałeś mnie wypisać z dowodu! Kilkanaście mówiłes żebym nie mówiła do ciebie "tato" a kilka set powtarzałeś że jestem najgorszą córką na świecie! Zawsze to ja byłam ta mnie ważna. Nie moge zrozumieć dlaczego. Tylko Kasia była dla ciebie idealną córeczą bo robiła to co chciałes i nie miała swojego zdania. Ja tez przez ostatni czas starałam sie nie wchodzić ci w droge i być idealną córeczką. Nigdy nie ośmieliłam ci się sprzeciwić i powiedzieć co sądze na temat wszystkiegoco robisz. I wiesz co? - uśmiechnęła się szyderczo ale natychmiast znów przybrałam pozycje bojową - Mam dość tego że traktujesz mnie jak śmiecia! Jak ci sie nie podobam to ok. Ja od dziś będe wyrażać swoje zdanie na twój temat głośno i wyraźnie a ty możesz robić z tym co chcesz. I Vice Versa...
-Jak możesz gów****o! Jesteś tylko małym, nic nie znaczącym pyłekiem i nawet jeśli jesteś moją córką, to i tak cię zniszcze.
Nic nie odpowiedziałam.
-Nawet nie wiesz ile ja znacze w tym i innym świecie...-odezwałam się
Spojrzałam po pozostałych. Widziałam że byli zdumienie tym co się wydarzyło. Nic nie mówiąc weszłam na góre i zamknęłam sie w pokoju.
"Nie będe płakać..." - powtarzałam sobie aż zasnęłam
--------------------------------------------------
Nie wiem co napisać. Dziś mnie naszło na filozofie. Kolejny dodam za tydzień w niedziele. wybaczcie ze taki krótki ale jestem strasznie śpiąca. Do usłyszenia.
Alex